16.09.2024, 10:13 ✶
Walentynkowe dramaty się zdarzały – choćby dziś nastąpiło to wezwanie do restauracji, w której dwójka kochanków swoje problemy zaczęła załatwiać rzucając talerzami i bogini wie czym jeszcze. Brenna miała jednak wrażenie, że najpaskudniej bywało w Yule. Bardzo szczupła załoga Biura, podczas spotkań rodzinnych alkohol lał się za to strumieniami i zdarzało się wszystko, od zakłócania ciszy nocnej, przez burdy aż po morderstwa przy świątecznym stole.
Dzisiejsza sprawa była paskudna, ale zdarzały się gorsze. Brenna wiedziała, że Electra pewnie jeszcze długo będzie oglądać się za siebie, i że niekoniecznie zdołają powstrzymać mugola od wzięcia na cel innej dziewczyny – ale za wiele razy miała do czynienia z przypadkami, w których pomoc pojawiła się za późno, aby ten klasyfikować jako jeden z gorszych w swojej karierze.
Zmierzyła Prewettównę uważnym spojrzeniem i przyjęła chusteczkę, chociaż miała wrażenie, że może jeszcze się przydać, a potem poprowadziła ją do pomieszczenia, w którym zwykle zbierali te zeznania, które raczej nie powinny padać przy biurkach w przestrzeni wspólnej.
– Jeśli nie zechcesz odpowiadać na jakieś pytanie nie musisz, ale brak odpowiedzi może zaważyć na ostatecznym rezultacie sprawy – powiedziała, gdy dotarły na miejsce i podsunęła jej obiecaną herbatę. Zwykłą, liściastą, bo czarodzieje rzadko korzystali z torebek, nic specjalnego, ale przynajmniej była ciepła. – Gdybyś potrzebowała przerwy, powiedz. Na miejscu nie ma dziś magiterapeuty, gdybyś jednak uznała to za konieczne, przesłuchanie może zostać przełożone i odbyć się w jego towarzystwie – wyrecytowała, i usiadła naprzeciwko Electry, przysuwając sobie notatnik oraz samopiszące pióro.
– Zacznijmy od tego, co wiesz o napastniku, w jaki sposób się spotkaliście pierwszy raz – poprosiła. Zabrała mu dokumenty (jakaś złośliwa część osobowości Brenny nie miała ochoty ich oddawać) i gdy Electra była w łazience, już przepisała podstawowe dane, włącznie z miejscem zamieszkania, ale to co wiedziała Prewettówna było istotne. I w ramach ochronienia jej przed ewentualnymi zarzutami wobec naruszenia kodeksu tajności, i dla amenstozjatora.
Dzisiejsza sprawa była paskudna, ale zdarzały się gorsze. Brenna wiedziała, że Electra pewnie jeszcze długo będzie oglądać się za siebie, i że niekoniecznie zdołają powstrzymać mugola od wzięcia na cel innej dziewczyny – ale za wiele razy miała do czynienia z przypadkami, w których pomoc pojawiła się za późno, aby ten klasyfikować jako jeden z gorszych w swojej karierze.
Zmierzyła Prewettównę uważnym spojrzeniem i przyjęła chusteczkę, chociaż miała wrażenie, że może jeszcze się przydać, a potem poprowadziła ją do pomieszczenia, w którym zwykle zbierali te zeznania, które raczej nie powinny padać przy biurkach w przestrzeni wspólnej.
– Jeśli nie zechcesz odpowiadać na jakieś pytanie nie musisz, ale brak odpowiedzi może zaważyć na ostatecznym rezultacie sprawy – powiedziała, gdy dotarły na miejsce i podsunęła jej obiecaną herbatę. Zwykłą, liściastą, bo czarodzieje rzadko korzystali z torebek, nic specjalnego, ale przynajmniej była ciepła. – Gdybyś potrzebowała przerwy, powiedz. Na miejscu nie ma dziś magiterapeuty, gdybyś jednak uznała to za konieczne, przesłuchanie może zostać przełożone i odbyć się w jego towarzystwie – wyrecytowała, i usiadła naprzeciwko Electry, przysuwając sobie notatnik oraz samopiszące pióro.
– Zacznijmy od tego, co wiesz o napastniku, w jaki sposób się spotkaliście pierwszy raz – poprosiła. Zabrała mu dokumenty (jakaś złośliwa część osobowości Brenny nie miała ochoty ich oddawać) i gdy Electra była w łazience, już przepisała podstawowe dane, włącznie z miejscem zamieszkania, ale to co wiedziała Prewettówna było istotne. I w ramach ochronienia jej przed ewentualnymi zarzutami wobec naruszenia kodeksu tajności, i dla amenstozjatora.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.