- Jeszcze nie, ale zamierzam się nią wreszcie zająć, czas najwyższy się pozbyć tej kurwy z jego życia. - Nie miała pojęcia, czy była jakimś stworzeniem, klątwą, czy jeszcze czymś innym, ale wiedziała, że musi zająć się sprawą. Wypadałoby sprawdzić, co faktycznie niepokoi ojca. Kolejna rzecz, którą musiała dopisać do niekończącej się listy zadań, które na nią czekały. Ostatnio było tego coraz więcej. Nie spodziewała się nigdy, że to ona będzie osobą, która będzie rozwiązywała rodzinne dramaty, jak widać nigdy nie można być pewnym swego przeznaczenia.
Nie dziwiło jej wcale podejście Aska. Był do niej podobny, ona też bywała przesadnie pewna siebie, zadzierała nosa. Znała te zachowania. Mogłaby się w nim przeglądać, jak w lustrze. Zastanawiała się czasem, jak to się stało, że owinął sobie matkę wokół palca, Jen jej nie znosiła, byli przecież podobni, powinna nie lubić ich na tym samym poziomie. Jak widać Astaroth musiał mieć w sobie coś jeszcze. Nie mogła narzekać na brak miłości ze strony rodziców, bo Ger była ulubienicą ojca, to jej wystarczało, nie musiała mieć ich dwójki.
Prychnęła w głos, gdy usłyszała jego kolejne słowa. - Ja? - Pokiwała przecząco głową, że niby ona nie nadawała się do polowania. Roześmiała się w głos, czy on słyszał, co mówił? - Zawsze się nadaję, nie rób ojca, jak dzieci robić As. - Nie było szans, żeby ją pokonał, szczególnie po tym, co przed chwilą powiedział. Teraz zrobi wszystko, aby dotrzeć do tej bestii jako pierwsza, odrąbać jej łeb i przynieść go mu pod nos, aby zobaczył, jak się to właściwie robi. Kochała rywalizację i nie zamierzała dać mu tego wygrać.
- Możemy się o niego założyć, bo jestem pewna, że go nie stracę. - Nie ryzykowałaby utraty swojego ulubionego, srebrnego sztyletu bez powodu. Skoro chciał się o to założyć, to nie ma sprawy. - A co ja dostanę od ciebie? Będziesz mi sprzątał mieszkanie przez najbliższe pół roku, żeby odciążyć Triss? - Skrzatka rodziców była przepracowana, dobrze by jej zrobiło zabranie jednego z obowiązków. Gerry naprawdę ją lubiła, więc w sumie ten pomysł nie wydawał jej się najgorszy, chociaż nagroda pośrednio dotyczyła jej.
- Wchodzę w to, polujemy osobno, kto pierwszy ten lepszy, ale jak coś będzie szło nie po twojej myśli to daj znać, dobrze? - Musiała się upewnić, że rywalizacja nie pozbawi go resztek rozsądku, bo przecież mieli dopaść wampira, a nie walczyć ze sobą, ale jebać to, mogli się przy tym dobrze bawić.