16.09.2024, 14:51 ✶
Charlie nie sądził, by Scylla ukrywała przed nim jakąś straszną chorobę. Z drugiej strony, Anglicy własnie tacy byli - pytali się wzajemnie o samopoczucie przy każdej możliwej okazji i co gorsza, pytającego nie interesowała odpowiedź, zaś pytany zawsze czuł się dobrze wedle odpowiedzi, choćby właśnie umierał na śmiertelną chorobę. Podejście Scylli było niemal odświeżające, gdy zdawała sobie sprawę z własnych słabości i się do nich przyznawała, nawet jeśli te były dostrzegane jedynie przez innych.
Charlie uśmiechał się bez przerwy, ale teraz sięgnął po ciastko, to jaśniejsze.
- Zawsze podziwiam osoby, które potrafią piec! - Przyznał, zasłaniając usta, by nie wypadły z nich okruszki. - Są naprawdę smaczne! Maślane? Żałuję, że nie mamy herbaty, idealnie pasowałyby do herbaty. Może następnym razem? - Zaproponował lekko. Miał słabość do słodyczy, a wychowany na skandynawskich wypiekach, zwykłe ciasteczka były dla niego jak najbardziej wystarczające. Przyzwyczajenia rodziców do herbaty przeszły również na niego, choć równie chętnie raczył się kawą. - Choć to nieuczciwe, gdybyś ty miała piec, a ja tylko zaparzyłbym herbatę? Jest coś, co lubisz? Może mógłbym coś dla ciebie kupić? Jakieś bułeczki, ciasteczka?
Charlie wybiegał odrobinę za daleko w przyszłość, lecz tylko tak było rozsądnie, gdy wiedział, że będą widywać się częściej. Mogli pracować dla innych Dolohovów, lecz dzieliła ich tylko ściana. Spotkania przy herbatce w przerwach nie musiały być niczym złym.
- Może odwiedzę was w Prawach Czasu później, jeśli macie chwilę? Najpierw chciałbym skończyć z tymi ziołami. - Usprawiedliwił się, sięgając zaraz po ciemniejsze ciasteczko, czekoladowe, jak się spodziewał. Neutralność Scylli nieco go onieśmielała. - Chcę więcej ciastek, czy to nie dostateczny dowód na to, że jestem autentyczny? Są naprawdę smaczne.
Ciastko posłużyło mu do schowania się za nim, gdy dziewczyna nie tylko nie porzuciła tematu świeczek, ale jeszcze zaczęła się nad nim pastwić, wspominając zdjęcie. Kpiny nie były na miejscu.
- Nie było mi zimno, przecież o tym wiesz! - Zaprotestował. - Wiem, co źle zrobiłem, nie musisz być niemiła... - Naburmuszył się lekko, a smak czekolady w ustach tylko delikatnie załagodził ten wstyd. - Nie musisz przedstawiać tego w taki sposób. Przynajmniej wiesz, że nie jestem potworem. Chyba.
Ciastka się skończyły, a Charlie mógł schować się za gestem ramion. Skrzyżowane na piersi wyrażały defensywną postawę, przypominającą tę, którą przedstawił w Czarownicy.
- Wróżbitka! Przepraszam, pomyliłem słowa. - Przyznał się bez wahania. - Czasem mi się mylą. Angielski to mój drugi, jeśli nie trzeci język. - Zdradził się, lecz nie było to puszenie się z powodu bycia poliglotą, a po prostu stwierdzenie faktu. - Nie jesteś za wysoka, mogłabyś być wróżką. Pewnie byłoby to łatwiejsze niż twoje... Wizje? Mogę to tak nazwać? Jesteś jak Wyrocznia Delficka? To niesamowite! To naprawdę duży dar.
Charles wolał skupić się na koleżance niż na sobie. O kondolencjach być może już zapomniał.
Charlie uśmiechał się bez przerwy, ale teraz sięgnął po ciastko, to jaśniejsze.
- Zawsze podziwiam osoby, które potrafią piec! - Przyznał, zasłaniając usta, by nie wypadły z nich okruszki. - Są naprawdę smaczne! Maślane? Żałuję, że nie mamy herbaty, idealnie pasowałyby do herbaty. Może następnym razem? - Zaproponował lekko. Miał słabość do słodyczy, a wychowany na skandynawskich wypiekach, zwykłe ciasteczka były dla niego jak najbardziej wystarczające. Przyzwyczajenia rodziców do herbaty przeszły również na niego, choć równie chętnie raczył się kawą. - Choć to nieuczciwe, gdybyś ty miała piec, a ja tylko zaparzyłbym herbatę? Jest coś, co lubisz? Może mógłbym coś dla ciebie kupić? Jakieś bułeczki, ciasteczka?
Charlie wybiegał odrobinę za daleko w przyszłość, lecz tylko tak było rozsądnie, gdy wiedział, że będą widywać się częściej. Mogli pracować dla innych Dolohovów, lecz dzieliła ich tylko ściana. Spotkania przy herbatce w przerwach nie musiały być niczym złym.
- Może odwiedzę was w Prawach Czasu później, jeśli macie chwilę? Najpierw chciałbym skończyć z tymi ziołami. - Usprawiedliwił się, sięgając zaraz po ciemniejsze ciasteczko, czekoladowe, jak się spodziewał. Neutralność Scylli nieco go onieśmielała. - Chcę więcej ciastek, czy to nie dostateczny dowód na to, że jestem autentyczny? Są naprawdę smaczne.
Ciastko posłużyło mu do schowania się za nim, gdy dziewczyna nie tylko nie porzuciła tematu świeczek, ale jeszcze zaczęła się nad nim pastwić, wspominając zdjęcie. Kpiny nie były na miejscu.
- Nie było mi zimno, przecież o tym wiesz! - Zaprotestował. - Wiem, co źle zrobiłem, nie musisz być niemiła... - Naburmuszył się lekko, a smak czekolady w ustach tylko delikatnie załagodził ten wstyd. - Nie musisz przedstawiać tego w taki sposób. Przynajmniej wiesz, że nie jestem potworem. Chyba.
Ciastka się skończyły, a Charlie mógł schować się za gestem ramion. Skrzyżowane na piersi wyrażały defensywną postawę, przypominającą tę, którą przedstawił w Czarownicy.
- Wróżbitka! Przepraszam, pomyliłem słowa. - Przyznał się bez wahania. - Czasem mi się mylą. Angielski to mój drugi, jeśli nie trzeci język. - Zdradził się, lecz nie było to puszenie się z powodu bycia poliglotą, a po prostu stwierdzenie faktu. - Nie jesteś za wysoka, mogłabyś być wróżką. Pewnie byłoby to łatwiejsze niż twoje... Wizje? Mogę to tak nazwać? Jesteś jak Wyrocznia Delficka? To niesamowite! To naprawdę duży dar.
Charles wolał skupić się na koleżance niż na sobie. O kondolencjach być może już zapomniał.