16.09.2024, 16:55 ✶
– Muszę przyznać, że nigdy nie byłam wielbicielką astronomii.
To nie tak, że nie lubiła gwiazd ani gwiazdozbiorów, bo je lubiła. Potrafiła znaleźć na niebie Wenus, gwiazdę polarną czy patronujący jej gwiazdozbiór bliźniąt. Ale to właściwie tyle. Męczyła się na szkolnych wypracowaniach, opisując wszystkie księżyce Jowisza, nie chciało się jej wyliczać w jaki sposób ustalać kierunek na podstawie położenia gwiazd. Mocno teoretyczne przedmioty męczyły energiczną nastolatką, i to mimo całego jej zamiłowania do starych ksiąg. Pluton? No był sobie na mapach nieba, a kiedy się tam znalazł, to już Brenna nie miała pojęcia.
Uśmiechnęła się sama do siebie, uśmiechem którego nie mógł dostrzec Anthony Shafiq, gdy jej uszu dobiegło szczęknięcie drzwi. Powoli przesunęła ręce, poszukując podobnych symboli na regale, na ramach – wątpliwe, by pamiętała je wszystkie, ale sam fakt ich istnienia byłby tutaj już wskazówką.
Osiem obrazów, osiem planet, odpowiednie ich ułożenie? Przesunięcie, naciśniecie? Czy symbole na ramach były już ustawione równo z tymi na półkach…?
– Nie może to być udane małżeństwo, skoro lubi ośmieszać ją przed kolegami, nie uważa pan, panie Shafiq? – spytała, gdy jej palce przesuwały się po drewnie, szukały symboli, i zdawało się, że zupełnie nie zwraca na niego uwagi. Myślała teraz mimowolnie o pewnej mugolskiej powieści, z której początkowo rozumiała piąte przez dziesiąte, a potem, przy kolejnej lekturze dziwiła się wręcz, ile w niej podobieństw do czystokrwistego światka. O panu Bennecie, który nie mogąc kochać żony ani się z nią rozwieść, czerpał przynajmniej przyjemność z wyśmiewania jej głupoty. – Czy to zamykanie drzwi było naprawdę konieczne, panie Shafiq? – Słowa padły, gdy mógł już sądzić, że nie zauważyła tych machinacji. Obróciła się na krześle, ze stukotem ciemnych pantofelków, z uśmiechem na ustach: na razie nie mówiąc ni słowa o znalezionym symbolu, o rzeźbieniach w drewnie? Dlaczego by miała: weszli tu razem, ale nie byli partnerami w zbrodni, przynajmniej jeszcze nie, i każde z nich grało we własną grę.
To nie tak, że nie lubiła gwiazd ani gwiazdozbiorów, bo je lubiła. Potrafiła znaleźć na niebie Wenus, gwiazdę polarną czy patronujący jej gwiazdozbiór bliźniąt. Ale to właściwie tyle. Męczyła się na szkolnych wypracowaniach, opisując wszystkie księżyce Jowisza, nie chciało się jej wyliczać w jaki sposób ustalać kierunek na podstawie położenia gwiazd. Mocno teoretyczne przedmioty męczyły energiczną nastolatką, i to mimo całego jej zamiłowania do starych ksiąg. Pluton? No był sobie na mapach nieba, a kiedy się tam znalazł, to już Brenna nie miała pojęcia.
Uśmiechnęła się sama do siebie, uśmiechem którego nie mógł dostrzec Anthony Shafiq, gdy jej uszu dobiegło szczęknięcie drzwi. Powoli przesunęła ręce, poszukując podobnych symboli na regale, na ramach – wątpliwe, by pamiętała je wszystkie, ale sam fakt ich istnienia byłby tutaj już wskazówką.
Osiem obrazów, osiem planet, odpowiednie ich ułożenie? Przesunięcie, naciśniecie? Czy symbole na ramach były już ustawione równo z tymi na półkach…?
– Nie może to być udane małżeństwo, skoro lubi ośmieszać ją przed kolegami, nie uważa pan, panie Shafiq? – spytała, gdy jej palce przesuwały się po drewnie, szukały symboli, i zdawało się, że zupełnie nie zwraca na niego uwagi. Myślała teraz mimowolnie o pewnej mugolskiej powieści, z której początkowo rozumiała piąte przez dziesiąte, a potem, przy kolejnej lekturze dziwiła się wręcz, ile w niej podobieństw do czystokrwistego światka. O panu Bennecie, który nie mogąc kochać żony ani się z nią rozwieść, czerpał przynajmniej przyjemność z wyśmiewania jej głupoty. – Czy to zamykanie drzwi było naprawdę konieczne, panie Shafiq? – Słowa padły, gdy mógł już sądzić, że nie zauważyła tych machinacji. Obróciła się na krześle, ze stukotem ciemnych pantofelków, z uśmiechem na ustach: na razie nie mówiąc ni słowa o znalezionym symbolu, o rzeźbieniach w drewnie? Dlaczego by miała: weszli tu razem, ale nie byli partnerami w zbrodni, przynajmniej jeszcze nie, i każde z nich grało we własną grę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.