16.09.2024, 17:30 ✶
Nigdy nie sądził, że może przeżyć coś takiego. Nie miał dużego doświadczenia w sprawach cielesnych, ciesząc się jedynie obecnością i ciałem swojej ówczesnej partnerki w szkole, lecz ostrożne, pospieszne zbliżenia nie mogły równać się z namiętnością, którą dzielił z Rodophusem. Obaj byli mężczyznami, ich zbliżenie było potępiane przez społeczeństwo, ale jak coś tak pięknego mogło nie być prawidłowe?
Żaden z ruchów nie był zaplanowany, bo Charles w pełni oddał się pożądaniu i przyjemności. Trzymał w ramionach Rolpha, by zaraz samemu wpaść w jego objęcia. Dawał i brał w idealnej wymianie. Przy tym wszystkim nie był sam, bo choć tak się bał, że zostanie opuszczony, Lestrange robił wszystko, by podkreślać swoją obecność tuż obok. Kiedy największy ogień zaczął się wypalać i obaj nasycili się sobą, Rolph nie odszedł.
Oddechy wyrównywały się w ciemności nocy. Ile czasu zostało do świtu, tego żaden z nich nie wiedział. Charlesa to nie interesowało. Przez moment nie liczył się świat, przyszłość, to, co mogliby powiedzieć o nim inni, co pomyślałby ojciec. Sen powoli zaczął wkradać się pod jego powieki, ale głos Rolpha skutecznie go przegonił.
Charlie obrócił się na bok, a następnie jeszcze bardziej, na brzuch, tak, by wygodnie oprzeć się na klatce piersiowej partnera. Przez dłuższy moment wpatrywał się w niego zaspanymi oczyma. Rumieniec zdążył już uciec z jego twarzy.
- Co teraz będzie, Rolph? - Zapytał wprost, a troska o własny los uzewnętrzniła się mimowolną, powolną zabawą, gdy palcami zaczął błądzić wśród drobnych włosków na klatce piersiowej, zahaczając zalotnie o odkryty sutek. - Co się teraz stanie?
Nie chciał myśleć o eliksirze. W jakiś sposób czuł się winny, zasługiwał na cierpienie kolejnego dnia.
Żaden z ruchów nie był zaplanowany, bo Charles w pełni oddał się pożądaniu i przyjemności. Trzymał w ramionach Rolpha, by zaraz samemu wpaść w jego objęcia. Dawał i brał w idealnej wymianie. Przy tym wszystkim nie był sam, bo choć tak się bał, że zostanie opuszczony, Lestrange robił wszystko, by podkreślać swoją obecność tuż obok. Kiedy największy ogień zaczął się wypalać i obaj nasycili się sobą, Rolph nie odszedł.
Oddechy wyrównywały się w ciemności nocy. Ile czasu zostało do świtu, tego żaden z nich nie wiedział. Charlesa to nie interesowało. Przez moment nie liczył się świat, przyszłość, to, co mogliby powiedzieć o nim inni, co pomyślałby ojciec. Sen powoli zaczął wkradać się pod jego powieki, ale głos Rolpha skutecznie go przegonił.
Charlie obrócił się na bok, a następnie jeszcze bardziej, na brzuch, tak, by wygodnie oprzeć się na klatce piersiowej partnera. Przez dłuższy moment wpatrywał się w niego zaspanymi oczyma. Rumieniec zdążył już uciec z jego twarzy.
- Co teraz będzie, Rolph? - Zapytał wprost, a troska o własny los uzewnętrzniła się mimowolną, powolną zabawą, gdy palcami zaczął błądzić wśród drobnych włosków na klatce piersiowej, zahaczając zalotnie o odkryty sutek. - Co się teraz stanie?
Nie chciał myśleć o eliksirze. W jakiś sposób czuł się winny, zasługiwał na cierpienie kolejnego dnia.