16.09.2024, 17:58 ✶
- Coś panią boli, panno Wood? - spytała Florence, spoglądając na Heather, może w pewnej obłudności, a może faktycznie zwiedziona grymasem, który pojawił się na jej twarzy, niechęć biorąc za objaw bólu. - Będziemy musieli przeprowadzić dodatkową diagnostykę, wydawało się, że nic poważnego pannie nie dolega - stwierdziła, jeszcze raz zerkając do karty pacjenta, a potem odwieszając ją z powrotem na ramę łóżka.
Czy Bulstrode wiedziała, że Heather jej nie lubi? Być może. Łatwo było zorientować się, że Cameron Lupin się jej bał - jeżeli nawet Florence miała wcześniej wątpliwości, to bogin je z pewnością rozwiał - i zapewne opowiedział o niej narzeczonej. Z dużym prawdopodobieństwem niewiele ją to obchodziło. Heather była pacjentką i normalnie Florence podałaby jej eliksiry, a potem zapomniała o jej istnieniu. Nie miało znaczenia, co ta o niej myśli, a sama Bulstrode w normalnym warunkach nie myślałaby o niej wcale.
Ale w tej chwili uzdrowicielkę zaprzątały myśli o klątwie żywiołów i szansach na dodatkowe badania. Może dlatego przypatrywała się Heather tak uważnie: jakby była kotem, obserwującym mysz. A może chodziło o coś jeszcze, o związki Heather Wood z Patrickiem Stewardem i z jego ludźmi, którym pomoc Florence zaoferowała, przez wzgląd na Beltane, na Zimnych, na przyjaciela, ale za jedną z których się tak naprawdę nie uważała. Przynajmniej jeszcze nie.
– Porcja eliksiru rozgrzewającego – zaordynowała do pielęgniarki. Eliksir uspokajający już podano i prawdopodobnie powinien zaraz zacząć działać, minął kwadrans od dawki, Heather mogła więc dostać kolejną miksturę. – Woda musiała osiąść pani na skórze i wyziębić organizm. Utrzymała się po ataku, czy znikła od razu? – spytała, wyciągając z kieszeni paskudnej, uzdrowicielskiej szaty własny notatnik, znad którego zerknęła jeszcze na włosy Heather. Z pewnym rozczarowaniem odnotowała, że są suche: do tej pory nie miała okazji spotkać nikogo obarczonego akurat tą klątwą, ale natknęła się na opis obarczonej nim osoby, która podobno zawsze miała wilgotne włosy. – Wie pani, po kim odziedziczyła klątwę żywiołów?
Czy Bulstrode wiedziała, że Heather jej nie lubi? Być może. Łatwo było zorientować się, że Cameron Lupin się jej bał - jeżeli nawet Florence miała wcześniej wątpliwości, to bogin je z pewnością rozwiał - i zapewne opowiedział o niej narzeczonej. Z dużym prawdopodobieństwem niewiele ją to obchodziło. Heather była pacjentką i normalnie Florence podałaby jej eliksiry, a potem zapomniała o jej istnieniu. Nie miało znaczenia, co ta o niej myśli, a sama Bulstrode w normalnym warunkach nie myślałaby o niej wcale.
Ale w tej chwili uzdrowicielkę zaprzątały myśli o klątwie żywiołów i szansach na dodatkowe badania. Może dlatego przypatrywała się Heather tak uważnie: jakby była kotem, obserwującym mysz. A może chodziło o coś jeszcze, o związki Heather Wood z Patrickiem Stewardem i z jego ludźmi, którym pomoc Florence zaoferowała, przez wzgląd na Beltane, na Zimnych, na przyjaciela, ale za jedną z których się tak naprawdę nie uważała. Przynajmniej jeszcze nie.
– Porcja eliksiru rozgrzewającego – zaordynowała do pielęgniarki. Eliksir uspokajający już podano i prawdopodobnie powinien zaraz zacząć działać, minął kwadrans od dawki, Heather mogła więc dostać kolejną miksturę. – Woda musiała osiąść pani na skórze i wyziębić organizm. Utrzymała się po ataku, czy znikła od razu? – spytała, wyciągając z kieszeni paskudnej, uzdrowicielskiej szaty własny notatnik, znad którego zerknęła jeszcze na włosy Heather. Z pewnym rozczarowaniem odnotowała, że są suche: do tej pory nie miała okazji spotkać nikogo obarczonego akurat tą klątwą, ale natknęła się na opis obarczonej nim osoby, która podobno zawsze miała wilgotne włosy. – Wie pani, po kim odziedziczyła klątwę żywiołów?