Sztuka była pożywką dla duszy, ale nie każdą duszę należało pożywiać w ten sam sposób. Nie nakarmisz w końcu konia tym, czym karmisz kota, a ludzie różnili się od siebie jeszcze bardziej niż zwierzęta. To, co potrzebne było do zachowania zdrowego stanu umysłu nie było zawsze obleczone w ten sam papier kolorowy, nie było obwiązane tymi samymi kokardkami. Nie miało tego samego w środku. Basilius był osobą, która preferowała cięższy krok po tej ziemi niż ten lekki, dryfujący między zapisami nut. Laurent potrafił mieć te pięciolinie faliste - Basilius zawsze miał proste. Laurent potrafił je przerywać, rozkładać jak mozaikę, Basilius zawsze musiał mieć swoją ciągłość. Jeśli właśnie próbował uniknąć negatywnego odbioru swojego uśmiechu i komentarza to mu się to udało, bo blondyn nie pomyślał, by miał coś złego na myśli. Łatwo zasiać w głowie człowieka niepewność, ale tutaj ten zasiew miejsca nie miał.
- Właściwie całkiem niedaleko. Po drugiej stronie New Forest znalazłem urokliwe miasteczko. Potrzebuję... zmiany. - I nowego miejsca do życia, żeby to stare nie było wywoływaczem krwawych i nieprzyjemnych wizji wszystkich wydarzeń, jakie zdążyły się przezeń przetoczyć. Dobre pytanie: co się stało ze starym? Och, w zasadzie znając możliwości świata magii i nie-przygód Laurenta to rzeczywiście opcja skończenia pod oceanem nie wydawała się niemożliwa. Basilius po prostu szykował się na najgorsze, dlatego mógł być miło zaskoczony, kiedy jego czarnowidzenie okaże się nieprawdziwe. - I nie zamierzam przestawać. Chociaż może powinienem, czasami za bardzo gonię za bajkami, które rzeczywistość potem weryfikuje. - Tu był dopiero stos marzeń i pogrzebanych pragnień, wyciekająca krew z bólu i rozczarowania. Zawód. Porażki. Lecz cóż - dzisiaj stali tutaj, a tutaj nie mieli w istocie nic bajkowego. Dwóch ludzi połączonych przez słono-gorzką rzeczywistość.
Laurent zatrzymał się przed Norą Nory i otworzył drzwi przed swoim kuzynem. Różowa kawiarenka była jednak jak wrota do zapomnianej bajki. Więc jak to właściwie było..?
- Byłeś też w Windermere? - Zaskoczyło go to, ale po pierwszej chwili zaskoczenia przecież nie powinno go to aż tak dziwić - cały swój pobyt tam spędził w zasadzie pod wodą, więc nie widział niemal nikogo, kto walczył na lądzie. - Będę nalegał, drogi Basiliusie, żebyś mi opowiedział wszystko... może niekoniecznie ze szczegółami. - Bo nie wiedział, co widział Basilius, za to sam widział po wyjściu na brzeg martwe oczy wpatrzone w niebo. I nie były to zwierzęce oczy. - Proszę... myślę, że ona wie lepiej, że obietnice o odpoczynku nie są tym, co trzyma się Prewettów. - Uśmiechnął się blado. - Jeśli o tym mowa to co z twoim zdrowiem? - Zaprosił kuzyna do jednego z wolnych stolików, chwilowo bardziej zainteresowany nim niż ewentualnym menu i zamówieniem. Chwilowo lekkim gestem machnął ręką na to pytanie o Nottcie dając znać, że to nie jest istotne - zaraz mogli do tego przejść. To nie było aż tak ważne.