Gerry wyciągnęła w kierunku brata lewą dłoń, była mańkutem, więc skorzystała również ze swojej silniejszej ręki, przez co z boku musiało to wyglądać dosyć pokracznie. Mieli zakład, pozostawało jej teraz tylko go wygrać. To nie powinno być trudne. Zabiła w swoim życiu niejednego wampira, spodziewała się, że i do tego dotrze pierwsza. Bardzo dbała o to, aby być w formie. Może Asek miał od niej odrobinę dłuższe nogi, ale ta różnica nie była, aż taka widoczna, na pewno uda jej się to wygrać. Była bardzo pewna siebie, jeśli o to chodzi, cóż Gerry nigdy nie należała do skromnych osób, szczególnie jeśli chodziło o jej wiodącą dziedzinę.
- Fartuszek będzie czekał już w sobotę, poproszę, żeby był odpowiednich rozmiarów, chociaż w takim krótszym to mogłoby być bardziej zabawne. - Wyobraziła sobie już brata w odpowiednim stroju. Musiała to wygrać, zamierzała przy okazji zrobić kilka nowych zdjęć do rodzinnego albumu, nigdy o tym nie zapomni! Już ona była tego pewna.
Strzeliła mu kuksańca w ramię, nie spodobały jej się te słowa, nie znosiła tych tekstów o garach i kuchni. - Naprawdę? Nawet ty? - Pokiwała rozczarowana głową, powinien wiedzieć ile razy musiała udowadniać swoją wartość przed mężczyznami. Jasne, wiedziała, że żartował, ale te żarty zawsze trochę za mocno w nią uderzały. - Nie ma chuja, że znajdziesz mnie przy garach. - Ledwie potrafiła zagotować wodę na herbatę, nie ma szans, że znajdzie się w kuchni.
- Jak coś nie pójdzie po mojej myśli to na pewno cię zawołam. - Powiedziała do niego jeszcze zakładając sobie ręce na piersiach. - Wolę poprosić o pomoc niż umrzeć i ty - Tutaj wycelowała palcem wskazującym w jego klatkę piersiową. - też powinieneś mieć takie podejście. - Musiał pamiętać o tym, że coś mogło pójść nie po ich myśli, a wtedy wystarczyła chwila nieuwagi i mogli skończyć martwi. Astaroth był chyba jedyną osobą przy której Geraldine tak poważnie podchodziła do sprawy, zazwyczaj miała w sobie więcej luzu.
- Nie zakładam jednak, że dzisiaj będę cię wołać, raz, dwa, trzy, START! - Wykrzyczała jeszcze, po czym wbiegła do lasu, nie odwracała się za siebie, bo miała w nosie, gdzie jest jej brat. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie to, żeby znaleźć potwora.