16.09.2024, 20:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2024, 20:45 przez Charlotte Kelly.)
– Powinnam była ostrzegać was od początku – westchnęła Charlotte, spoglądając na Jaspera z jakąś taką rezygnacją, kiedy wspomniał, że za późno. Znaczy się, że już wpadł w Gryfońskie towarzystwo? Ale może Gryfońskie towarzystwo było lepsze niż żadne. Chyba że miał na myśli swojego ojca chrzestnego…? Charlotte pozwoliła sobie na kolejne westchnienie, bo cóż poradzić, właściwie to sama wpuściła tego Gryfona do życia swoich dzieci…
Kelly zacmokała, stając przed kolejnym lustrem, na pytanie Jessiego. Nie odpowiedziała jednak od razu, najpierw oglądając się ze wszystkich stron: najpierw z przodu, potem z boku, potem przesunęła się, by zobaczyć drugi bok, a potem obróciła, zerkając na siebie przez ramię.
– Tak, nawet tak pogrubiona wyglądam doskonale – oświadczyła z pewną satysfakcją, a potem spróbowała skontrolować stan nowych cieni do oczu i tuszu do rzęs, ale w pogrubiającym lusterku nie było to łatwe.
– Naprawdę, czy ja k i e d y k o l w i e k miałam problemy z powiedzeniem „nie” w jakimkolwiek przypadku, gdy chciałam je powiedzieć, Jessie? – spytała i pokręciła głową z niedowierzaniem. To znaczy, zdarzało się, że ostatecznie mówiła w takich sytuacjach „tak”, ale gderała najpierw tyle, że uszy od tego więdły i każdy wiedział, że Charlotte ustępowała tylko dlatego, że była oczywiście tak wspaniałą jednostką, skłonną do pójścia czasem na kompromis i zadbania o kogoś innego… i tak dalej, i tak dalej… jak wtedy, gdy postanowili przygarnąć psa.
– Po prostu zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnim razem widziałam, żebyś wychodził gdzieś ze znajomymi – stwierdziła, machając ręką w stronę grupki młodych ludzi, którzy odchodzili właśnie dalej w korytarz, a potem uniosła jasne brwi, gdy Jessie walnął się nosem prosto w lustro. Inna matka może bardzo by się przejęła, ale póki nie mdlał i nie krwawił, Charlotte nie planowała wokół niego skakać. – Jeśli potłuczesz lustro, czeka cię siedem lat nieszczęścia – przypomniała i żartobliwie pogroziła mu palcem.
Kelly zacmokała, stając przed kolejnym lustrem, na pytanie Jessiego. Nie odpowiedziała jednak od razu, najpierw oglądając się ze wszystkich stron: najpierw z przodu, potem z boku, potem przesunęła się, by zobaczyć drugi bok, a potem obróciła, zerkając na siebie przez ramię.
– Tak, nawet tak pogrubiona wyglądam doskonale – oświadczyła z pewną satysfakcją, a potem spróbowała skontrolować stan nowych cieni do oczu i tuszu do rzęs, ale w pogrubiającym lusterku nie było to łatwe.
– Naprawdę, czy ja k i e d y k o l w i e k miałam problemy z powiedzeniem „nie” w jakimkolwiek przypadku, gdy chciałam je powiedzieć, Jessie? – spytała i pokręciła głową z niedowierzaniem. To znaczy, zdarzało się, że ostatecznie mówiła w takich sytuacjach „tak”, ale gderała najpierw tyle, że uszy od tego więdły i każdy wiedział, że Charlotte ustępowała tylko dlatego, że była oczywiście tak wspaniałą jednostką, skłonną do pójścia czasem na kompromis i zadbania o kogoś innego… i tak dalej, i tak dalej… jak wtedy, gdy postanowili przygarnąć psa.
– Po prostu zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnim razem widziałam, żebyś wychodził gdzieś ze znajomymi – stwierdziła, machając ręką w stronę grupki młodych ludzi, którzy odchodzili właśnie dalej w korytarz, a potem uniosła jasne brwi, gdy Jessie walnął się nosem prosto w lustro. Inna matka może bardzo by się przejęła, ale póki nie mdlał i nie krwawił, Charlotte nie planowała wokół niego skakać. – Jeśli potłuczesz lustro, czeka cię siedem lat nieszczęścia – przypomniała i żartobliwie pogroziła mu palcem.