Cóż, Fiery tak już miała, że martwiła się o wszystkich wokół siebie. Czy Thomas tego chciał, czy nie należał do grona osób, o które zaczęła się troszczyć.
- Mam nadzieję, że powiedziałbyś, gdyby faktycznie coś było nie tak. - Nie miała pojęcia, czy był jedną z tych osób, które perfekcyjnie ściemniały, że wszystko jest w porządku, czy raczej wybierał szczerość.
Nie spodziewała się, że będzie oponował. Wydawało jej się, że jasno się wyraziła. Ryzyko było zbyt duże, już i tak mieli problem przez to, że kiedyś postanowiła coś ukraść. Nie miała zamiaru po raz kolejny niepotrzebnie ryzykować, nie chciała stracić braci raz na zawsze, tak to mogła ich mieć przy sobie chociaż pod postacią lwów. Może nie było to wiele, ale ciągle przy niej byli.
- Jeśli coś im się stanie nie wybaczę sobie tego, już i tak przeze mnie mają tą namiastkę życia. - Próbowała wytłumaczyć mu swój punkt widzenia. Nie uważała, że warto ryzykować utratą życia, nie poradziłaby sobie ani z taką odpowiedzialnością, ani ewentualną stratą. To było dla niej za wiele.
- Nieźle, będziesz nastawiał teraz moje lwy, żeby mi się sprzeciwiły? - Nie była szczególnie zadowolona, że postanowił się ich zapytać o zdanie. Jasne, to było ich życie, to oni powinni o nim decydować, ale Fiery nie zamierzała na to pozwolić. Teraz to ona była za nich odpowiedzialna, dzieci i lwy głosu nie mają!
- Brzmi to wspaniale, ale nie, nie ma szans, jeśli coś im się stanie to moje życie straci sens, rozumiesz? - Miała nadzieję, że jakoś uda jej się do niego dotrzeć, że spojrzy na problem jej oczami. Kiedy o tym mówił wydawało się to bardzo proste, ale wcale takie nie było.
Westchnęła ciężko, nie podobał jej się ten pomysł, zupełnie. Nie mogła jednak zabronić mu nad tym pracować. - Nie zamierzam ci wchodzić w drogę, ale jeśli stanie im się krzywda, to nie ręczę za siebie. - Może sama nie skrzywdzi nikogo, ale zawsze mogła poprosić któreś z cyrkowego rodzeństwa, aby jej pomogło.