- Były ogromne, atakowały wszystko, co weszło im w drogę, nigdy czegoś takiego nie widziałam, dosyć egzotyczne, nie przypominały żadnego znanego mi gatunku. - Próbowała wrócić pamięcią do tych wydarzeń, które miały miejsce w sadzie Abbotów. Przyglądała się wtedy tej roślinie, jednak nie była w stanie zbyt wiele o niej powiedzieć poza tym, że należała do trujących. - Zniszczyły naprawdę sporą część sadu, na szczęście nikt nie umarł. - Nie miała właściwie pojęcia, jakim cudem wszystkim udało wyjść się cało z tej katastrofy.
- On się świecił w pełnię, myślisz, żeby poczekać do następnej? - Cóż, to oznaczałoby kolejny miesiąc oczekiwania. Jasne, nie spieszyło im się nigdzie, ale to dosyć sporo czasu, może jednak warto było się wstrzymać? - Tak właściwie, to mam przecież klątwołamacza w domu, poproszę Thomasa, żeby na to spojrzał, może będzie potrafił rozgryźć w jaki sposób to działa. - Miała wrażenie, że jednak nie do końca o to chodzi, bardziej skłaniała się ku wersji, że matka natura stworzyła ten cud.
- Śmiało rysuj. - Jeśli miało to pomóc w jakikolwiek sposób to nie miała nic przeciwko temu. Niech Dora robi wszystko, na co ma tylko ochotę.
- Jest dużo możliwości, nie wiem, która właściwa, możemy też spróbować z wodą, masz tutaj taką? Nie pomyślałam o tym, pewnie mam jeszcze jakieś resztki u siebie w spiżarni. - Nie chciała zużywać zapasów dziewczyny, bo to trochę byłoby nadużywanie gościnności. Mogło jej się to przydać do stworzenia jakichś eliksirów.
Norka sięgnęła po jedną z książek, którą przytachała ze sobą. Wpadła na coś, tylko musiała znaleźć odpowiednie informacje. W końcu przewertowała na odpowiednią stronę. - O, zobacz to! - Gdy Dora wspomniała o wodzie księżycowej zaczęła bardzo intensywnie myśleć. - Kojarzysz kwiat paproci? - Zapytała jeszcze dziewczynę i przysunęła książkę w jej stronę.