- Zawsze łapiesz mnie za słówka, nie wierzę, że dalej ci się to nie znudziło, ale to prawda, znasz moje możliwości, jak nikt inny. - Zaczęła kalkulować w głowie, czy faktycznie chodzi o trzy butelki. Nie miała pojęcia, ile już wypiła, pewnie gdyby wstała grawitacja by się o nią upomniała, bo naprawdę sporo dzisiaj w siebie wlała. - Dzisiaj chyba nie dałabym już rady wypić trzech butelek, chociaż mogę spróbować. - Zastanawiała się nad tym dłuższą chwilę, może to wcale nie było takie głupie rozwiązanie? Potraktowała ten żart, jak dobrą radę. - Twojego towarzystwa zawsze mi brakuje. - Czy powinna powiedzieć to na głos? Zdecydowanie nie. Jednak niedługo miała umrzeć, mogła mówić, co jej tylko ślina na język przyniosła, nie musiała się dzisiaj przejmować konsekwencjami (jakby kiedykolwiek się nimi przejmowała, ale cóż, dzisiaj mogła się nie przejmować jeszcze bardziej).
Nie zauważyła oczywiście tego, że Ambroise zabronił barmanowi się zbliżać do baru, gdyby to dostrzegła zapewne byłaby bardzo niezadowolona, bo potrzebowała więcej trunków, ile tylko się dało! Gdyby mogła to wypiłaby cały alkohol w tym barze. - Wiem to tak po prostu. - Zastanawiała się jak najprościej mogła mu to wytłumaczyć, ale to wcale nie było takie jasne, jak się jej wydawało. Musiała wrócić myślami do kilku tygodni wstecz. To nie było szczególnie łatwe kiedy nie do końca ogarniała rzeczywistość. Wszystko jej się rozmywało.
- Jak to kto, jasnowidzka! - Rzuciła jeszcze, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Znał ją na tyle, że mógł wiedzieć, że rzadko kiedy przejmowała się wróżbami, czy innymi podobnymi praktykami. Coś jednak musiało się zmienić w ostatnim czasie.
Zauważyła dłoń, którą wyciągnął w jej kierunku. Sama nie wiedziała, czy powinna po nią sięgnąć. Nie miała pojęcia, czego właściwie od niego potrzebowała, nie chciał jednak odrzucić tej bliskości, którą jej oferował, trochę się bała, że może się to źle skończyć, ale tak naprawdę nie miała już nic do stracenia. Wyciągnęła więc lewą dłoń, którą zbliżyła do jego ręki, splotła swoje palce z jego palcami. Dawno tego nie robili. Może nawet trochę jej tego brakowało.
- Dopaść dupka, to byłoby bardzo proste rozwiązanie, najlepsze. - Dlaczego więc nie był to jej pierwszy wybór? Właśnie, bo sprawa trochę się skomplikowała. - Nie wiem dlaczego takie niezdarzające się przypadki, zawsze trafiają na mnie. - Powiedziała nieco rozczarowana. - Działam jak magnes na kłopoty, to musi być to, może ktoś mnie przeklął, gdy byłam dzieckiem? - Myślała głośno nad powodem swoich wszystkich nieszczęść.
- Tym razem to on chce dopaść mnie, wiesz? - Wydawała się być tym niezwykle zafascynowana, bo to było dla niej coś zupełnie nowego. Ścisnęła mocniej jego dłoń i nachyliła się nad stołem. Nie chciała, żeby ktokolwiek ją usłyszał. Oczy nieco przymrużyła, na całe szczęście obraz jeszcze jej się za bardzo nie rozmazywał, nadal widziała przed sobą tylko jednego Greengrassa. - To coś powiedziało, że moje życie należy do niego i zaczęłam w to wierzyć, wiesz. - Mówiła cicho, nadal jednak nie umiała przejść do konkretów. Może przez to, że jeszcze sama nie do końca wiedziała, co właściwie się dzieje.
- Śniłeś kiedyś sen, taki sen, który wydawał się być bardzo prawdziwy, sen w którym czułeś wszystko, dotyk na swoim ciele, strach i bezsilność? - Zapytała jeszcze, chcąc nieco przybliżyć mu sprawę. Spięła się przy tym dosyć mocno, zdecydowanie nie był to dla niej łatwy temat.
- Tak, masz rację, nie mam zbyt wiele czasu, więc mogę odpuścić zabawę. - Pokiwała głową na jego słowa. Nie było sensu szukać dziury w całym. Przyszedł tu, chociaż nie musiał. Zainteresował się jej losem, a mógł zostawić ją na pastwę losu i obcych ludzi, całkiem urocze to było, że mimo tego, iż postanowił zniknąć z jej życia, to jednak nadal, chociaż trochę się nią interesował. To było miłe, w tej chwili sporo dla niej znaczyło, nawet więcej od tego, że ostatnio nie potraktował jej najlepiej. Aktualnie nie myślała o tym, jak zabolało ją to, kiedy ją opuścił.
Pogodziła się z tym, że nie byli sobie pisani, albo próbowali udowodnić sobie, że nie są, bo czy było im razem faktycznie, aż tak źle? Ucieczka czasami była najmniej bolesnym rozwiązaniem, kto wie ile krzywdy by sobie wyrządzili, gdyby nadal trwali obok siebie. Nie miała pojęcia. Teraz nie było to dla niej istotne, bo siedział tuż obok, podczas tej jej małej, osobistej tragedii, która właśnie ją pochłaniała.