16.09.2024, 22:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2024, 22:02 przez Scylla Greyback.)
Scylla siedziała na pieńku, tuląc się do siebie jakby próbowała zamknąć w sobie cały ten chłód, który ogarniał jej ciało. Uczucie samotności było nie do zniesienia, coraz bardziej osaczało jej umysł, jak gdyby stała nad przepaścią, a cienie wyciągały po nią ręce.
Kiedy Electra z hukiem spadła z drzewa, Scylla nawet nie drgnęła. Jej umysł był zbyt zajęty ciemnością, która zjadała ją od środka. Myśl o tym, że hałas mógł być spowodowany dzikim zwierzęciem, nie przebiła się przez mur otępienia, w jakim się znalazła. Zresztą, co za różnica? Czy to zwierzę, czy człowiek - to miejsce było pełne dziwacznych zagrożeń. A ona była tak przyzwyczajona do wizji i zagubienia, że nawet nie miała siły, by się przejąć.
W tej chwili jedyną rzeczą, na której jej zależało, było jakiekolwiek ciepło, jakikolwiek dowód na to, że nie jest tu całkiem sama. Reszta mogła się nie liczyć.
Kiedy usłyszała głos dziewczyny, poczuła nagły dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. "Czy to prawdziwe?" - przemknęło jej przez myśl, lecz nie miała siły od razu odpowiedzieć. Spojrzała w górę, napotykając twarz nieznajomej, która wyraźnie nie należała do lasu. Jej jasne oczy, nadal zasnute mgłą smutku, zatrzymały się na miotle, a potem znów na twarzy przybysza.
Electra mówiła coś dalej, pytając o drogę, a Scylla, choć rozumiała słowa, poczuła się, jakby była oddalona o setki mil od rzeczywistości. Jej ciało zdawało się stawać coraz cięższe, a dusza coraz bardziej chłodna. Nie była gotowa na ten nagły przejaw zainteresowania, nie wiedziała, jak odpowiedzieć.
Greyback spojrzała na Electrę, jej oczy pełne łez, które zaczynały spływać po policzkach. Uczucie samotności wypełniało ją od środka, aż w końcu, nie mogąc dłużej znieść tej rozpaczy, wyciągnęła drżącą dłoń w stronę nieznajomej. Chwyciła Electrę za rękę, kurczowo ściskając, jakby jej dotyk był jedyną rzeczą, która mogła powstrzymać ją przed całkowitym zagubieniem się w otchłani smutku.
- Nie mogę znaleźć żuka - załkała żałośnie, ledwo łapiąc oddech między szlochami. Jej głos był rozedrgany, jakby każde słowo kosztowało ją ogromny wysiłek. - Nikt nie chce ze mną spędzać czasu, nawet żuki - dodała spomiędzy łez, podnosząc jedną dłoń, by wytrzeć twarz. - I jeszcze pewnie będę chora, bo jest środek sierpnia, a mi jest zimno! - Zezłościła się na własny los, a następnie znowu zaniosła się płaczem.
Kiedy Electra z hukiem spadła z drzewa, Scylla nawet nie drgnęła. Jej umysł był zbyt zajęty ciemnością, która zjadała ją od środka. Myśl o tym, że hałas mógł być spowodowany dzikim zwierzęciem, nie przebiła się przez mur otępienia, w jakim się znalazła. Zresztą, co za różnica? Czy to zwierzę, czy człowiek - to miejsce było pełne dziwacznych zagrożeń. A ona była tak przyzwyczajona do wizji i zagubienia, że nawet nie miała siły, by się przejąć.
W tej chwili jedyną rzeczą, na której jej zależało, było jakiekolwiek ciepło, jakikolwiek dowód na to, że nie jest tu całkiem sama. Reszta mogła się nie liczyć.
Kiedy usłyszała głos dziewczyny, poczuła nagły dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. "Czy to prawdziwe?" - przemknęło jej przez myśl, lecz nie miała siły od razu odpowiedzieć. Spojrzała w górę, napotykając twarz nieznajomej, która wyraźnie nie należała do lasu. Jej jasne oczy, nadal zasnute mgłą smutku, zatrzymały się na miotle, a potem znów na twarzy przybysza.
Electra mówiła coś dalej, pytając o drogę, a Scylla, choć rozumiała słowa, poczuła się, jakby była oddalona o setki mil od rzeczywistości. Jej ciało zdawało się stawać coraz cięższe, a dusza coraz bardziej chłodna. Nie była gotowa na ten nagły przejaw zainteresowania, nie wiedziała, jak odpowiedzieć.
Greyback spojrzała na Electrę, jej oczy pełne łez, które zaczynały spływać po policzkach. Uczucie samotności wypełniało ją od środka, aż w końcu, nie mogąc dłużej znieść tej rozpaczy, wyciągnęła drżącą dłoń w stronę nieznajomej. Chwyciła Electrę za rękę, kurczowo ściskając, jakby jej dotyk był jedyną rzeczą, która mogła powstrzymać ją przed całkowitym zagubieniem się w otchłani smutku.
- Nie mogę znaleźć żuka - załkała żałośnie, ledwo łapiąc oddech między szlochami. Jej głos był rozedrgany, jakby każde słowo kosztowało ją ogromny wysiłek. - Nikt nie chce ze mną spędzać czasu, nawet żuki - dodała spomiędzy łez, podnosząc jedną dłoń, by wytrzeć twarz. - I jeszcze pewnie będę chora, bo jest środek sierpnia, a mi jest zimno! - Zezłościła się na własny los, a następnie znowu zaniosła się płaczem.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga