21.10.2022, 17:37 ✶
Na środku czoła Erika pojawiła się niewielka zmarszczka, gdy usłyszał o próbie wykorzystania koneksji rodzinnych przez krewną do tego, aby postawić na swoim. Cóż, raczej nie dostała tej kary pieniężnej za nic, a czasami trzeba było wyrobić tak zwaną normę. Mimo wszystko doceniał, że ciotka nie próbowała swoich sił także u niego. Nie był bowiem pewny, czy potrafiłby odmówić.
— Tyle dobrego, że wlepili jej ten mandat dopiero teraz. Gdyby to się wydarzyło w grudniu, to najpierw czekałyby nas ciche dni z jej strony, a potem awantura podczas kolacji świątecznej. — Chrząknął głośno, modulując swój głos w taki sposób, aby nadać mu bardziej piskliwy ton. — ”Sądziłam, że posiadanie aż tylu funkcjonariuszy prawa w rodzinie na coś się zda!, „Brenno, jak mogłaś zrobić coś takiego swojej cioteczce? Musiałam wydać ostatnie drobne na ten mandat. Czy ty masz pojęcie, ile jest z tym zachodu?”
Longbottomowie mogli się wydawać istną oazą spokoju na tle innych czarodziejskich rodzin, ale nawet oni mieli swego rodzaju utarczki. Chociaż tyle dobrego, że odznaczali się także cierpliwością i byli w stanie popuścić część uwag mimo uszy. Potakuj, wyraź minimalne ubolewanie i żyj dalej, wiedząc, że i tak postąpiłeś według tego, co nakazywało ci sumienie. Ciężko było o bardziej efektywne rozwiązanie, czyż nie?
Mruknął potwierdzająco na komentarz odnoszący się do braku różnorodności w lokalach prowadzonych przez rodziny czarodziejów.
— Chociaż tyle dobrego, że zaadaptowaliśmy lokalne potrawy, więc jak dobrze poszukasz, to znajdziesz jakąś budkę z rybą i frytkami. Gorzej z tymi wszystkimi knajpami pokroju kebabowni. Widząc tempo postępu na Pokątnej, zanim się zainteresują jedzeniem tego typu, to minie ze dwadzieścia lat. —Pokręcił głową.
Parsknął gromkim śmiechem, słysząc, w jaki to kreatywny sposób Brenna zwodzi ludzi odnośnie do swojego zachowania. Pozory potrafiły mylić i nie zdziwiłby się, gdyby dziewczyna faktycznie miała jeszcze parę asów w rękawie, którymi nie pochwaliła się nawet przed swoimi najbliższymi. Zawsze mogło to dodać delikatnej nutki tajemnicy dla jej osoby.
— Dobrze, czyli skoro quidditch odpada, to skreśl też przy okazji z listy biuro ministra magii. Nie wyobrażam sobie spędzania większości dnia w sali Wizengamotu.
Skrzywił się na samą myśl, że miałby poświęcić resztę swojego dorosłego życia polityce. Zdecydowanie wolał aktywnie pomagać społecznie poprzez wpływy, jakie znalazły się pod jego kontrolą, niż spędzać długie tygodnie, negocjując warunki przegłosowania jakiejś ustawy bądź dekretu. Aż dostał gęsiej skórki na samą myśl.
— Same domy to nic. Jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że gdybyśmy chcieli przyjmować każdą osobę z jakimś problemem, to trzeba by było zapewnić pomoc psychologiczną, może jakichś terapeutów. Medyka też trzeba by było zatrudnić — dodał, mówiąc pierwsze, co ślina przyniosła mu na język. Cóż, Azyl Longbottomów rysował się, na razie, jako inicjatywa otwarta na ludzi, ale przy tym nad wyraz ciężka w utrzymaniu i uruchomieniu pod względem organizacyjnym.
Może Skeeterowie?, pomyślał, zastanawiając się już, do kogo mógłby się uśmiechnąć o pomoc przy promocji nadchodzącej loterii. Mało kto tak operował słowem, jak oni, więc może będą mieli pomysł, jak ubrać ich pomysły we frazy, które poruszą czarodziejami i czarownicami w całym kraju.
— Bo mamy zbyt wyśrubowany kompas moralny, a jeśli tego nie zrobimy, to będziemy się zadręczać, że gdybyśmy jednak się zaangażowali, to dana akcja mogła odnieść sukces, co popchnęłoby naszą społeczność ku lepszemu jutru — wyrecytował beznamiętnie. Nie było to pytanie, które słyszał po raz pierwszy. Chyba każdy, kto całym sercem angażował się w różne działania prospołeczne, miał świadomość tego, że poświęcał swój czas, który przecież na tym padole łez był w dużej mierze ograniczony.
Ciężko było czasami nie wątpić we własne zachowanie. W końcu można było spędzić ten czas pełen stresu i zmartwień o zobowiązania wobec innych, aby żyć komfortowo, z dala od problemów trawiących zwykłych ludzi. Nawet gdybyśmy chcieli, to już trochę za późno na to przedsięwzięcie, pomyślał. Może gdyby jako dzieci byli bardziej niewdzięczni i aroganccy, to wyparliby się po części tradycjom towarzyszącym Longbottomem. Jednak teraz, gdy oboje byli w pełni ukształtowanymi dorosłymi, mogli już tylko kopać ten dół głębiej i głębiej, bo wyjść z tej dziury i tak się już nie dało.
— Tyle dobrego, że wlepili jej ten mandat dopiero teraz. Gdyby to się wydarzyło w grudniu, to najpierw czekałyby nas ciche dni z jej strony, a potem awantura podczas kolacji świątecznej. — Chrząknął głośno, modulując swój głos w taki sposób, aby nadać mu bardziej piskliwy ton. — ”Sądziłam, że posiadanie aż tylu funkcjonariuszy prawa w rodzinie na coś się zda!, „Brenno, jak mogłaś zrobić coś takiego swojej cioteczce? Musiałam wydać ostatnie drobne na ten mandat. Czy ty masz pojęcie, ile jest z tym zachodu?”
Longbottomowie mogli się wydawać istną oazą spokoju na tle innych czarodziejskich rodzin, ale nawet oni mieli swego rodzaju utarczki. Chociaż tyle dobrego, że odznaczali się także cierpliwością i byli w stanie popuścić część uwag mimo uszy. Potakuj, wyraź minimalne ubolewanie i żyj dalej, wiedząc, że i tak postąpiłeś według tego, co nakazywało ci sumienie. Ciężko było o bardziej efektywne rozwiązanie, czyż nie?
Mruknął potwierdzająco na komentarz odnoszący się do braku różnorodności w lokalach prowadzonych przez rodziny czarodziejów.
— Chociaż tyle dobrego, że zaadaptowaliśmy lokalne potrawy, więc jak dobrze poszukasz, to znajdziesz jakąś budkę z rybą i frytkami. Gorzej z tymi wszystkimi knajpami pokroju kebabowni. Widząc tempo postępu na Pokątnej, zanim się zainteresują jedzeniem tego typu, to minie ze dwadzieścia lat. —Pokręcił głową.
Parsknął gromkim śmiechem, słysząc, w jaki to kreatywny sposób Brenna zwodzi ludzi odnośnie do swojego zachowania. Pozory potrafiły mylić i nie zdziwiłby się, gdyby dziewczyna faktycznie miała jeszcze parę asów w rękawie, którymi nie pochwaliła się nawet przed swoimi najbliższymi. Zawsze mogło to dodać delikatnej nutki tajemnicy dla jej osoby.
— Dobrze, czyli skoro quidditch odpada, to skreśl też przy okazji z listy biuro ministra magii. Nie wyobrażam sobie spędzania większości dnia w sali Wizengamotu.
Skrzywił się na samą myśl, że miałby poświęcić resztę swojego dorosłego życia polityce. Zdecydowanie wolał aktywnie pomagać społecznie poprzez wpływy, jakie znalazły się pod jego kontrolą, niż spędzać długie tygodnie, negocjując warunki przegłosowania jakiejś ustawy bądź dekretu. Aż dostał gęsiej skórki na samą myśl.
— Same domy to nic. Jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że gdybyśmy chcieli przyjmować każdą osobę z jakimś problemem, to trzeba by było zapewnić pomoc psychologiczną, może jakichś terapeutów. Medyka też trzeba by było zatrudnić — dodał, mówiąc pierwsze, co ślina przyniosła mu na język. Cóż, Azyl Longbottomów rysował się, na razie, jako inicjatywa otwarta na ludzi, ale przy tym nad wyraz ciężka w utrzymaniu i uruchomieniu pod względem organizacyjnym.
Może Skeeterowie?, pomyślał, zastanawiając się już, do kogo mógłby się uśmiechnąć o pomoc przy promocji nadchodzącej loterii. Mało kto tak operował słowem, jak oni, więc może będą mieli pomysł, jak ubrać ich pomysły we frazy, które poruszą czarodziejami i czarownicami w całym kraju.
— Bo mamy zbyt wyśrubowany kompas moralny, a jeśli tego nie zrobimy, to będziemy się zadręczać, że gdybyśmy jednak się zaangażowali, to dana akcja mogła odnieść sukces, co popchnęłoby naszą społeczność ku lepszemu jutru — wyrecytował beznamiętnie. Nie było to pytanie, które słyszał po raz pierwszy. Chyba każdy, kto całym sercem angażował się w różne działania prospołeczne, miał świadomość tego, że poświęcał swój czas, który przecież na tym padole łez był w dużej mierze ograniczony.
Ciężko było czasami nie wątpić we własne zachowanie. W końcu można było spędzić ten czas pełen stresu i zmartwień o zobowiązania wobec innych, aby żyć komfortowo, z dala od problemów trawiących zwykłych ludzi. Nawet gdybyśmy chcieli, to już trochę za późno na to przedsięwzięcie, pomyślał. Może gdyby jako dzieci byli bardziej niewdzięczni i aroganccy, to wyparliby się po części tradycjom towarzyszącym Longbottomem. Jednak teraz, gdy oboje byli w pełni ukształtowanymi dorosłymi, mogli już tylko kopać ten dół głębiej i głębiej, bo wyjść z tej dziury i tak się już nie dało.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞