16.09.2024, 22:20 ✶
Duchy na zamku w Hogwarcie nie wadziły Scylli, a można nawet było powiedzieć, że miała z nimi wiele wspólnego. Każdy z nich był dziwakiem na swój odmienny sposób, a jeśli poświęciło się na to trochę czasu, to z każdym szło się dogadać. Greyback spędziła więcej czasu na rozmowach w łazience z Jęczącą Martą niż z którymkolwiek kolegów z ławki. Może dogadywały się tak świetnie dlatego, że obydwie były ofiarami głupich psikusów i prześladowania? A może dlatego, że obydwie nie miały zielonego pojęcia o istnieniu aluzji?
Zapowietrzenie się Lyssy odebrała jako część szoku pourazowego związanego z nieudanym widmowidzeniem. Nie wdała się w geniusz swojego ojca, no trudno, nie każdy musi urodzić się gwiazdą. Była pewna, że jeśli Lyssa trochę poćwiczy i nie będzie już taka w gorącej wodzie kąpana, to incydenty ze stłuczonymi lusterkami się zmniejszą. Raczej nie znikną, ale Greybackówna na pewno liczyła, że koleżanka pozytywnie ją zaskoczy.
- To jak inaczej mam nazwać twoje nieporadne ruchy? Masz drgawki? - Omijałoby ją wiele kłopotów, gdyby swoje prawdziwie szczere pytania pełne troski formowała w taki sposób, by nie brzmiały jak kpina. Niestety umykało jej, że ktoś mógłby odebrać jej intencje za złe, bo nigdy by to jej do głowy nie przyszło. Zapytała, czy nie ma ataku jakiejś choroby, bo w razie czego wolałaby wezwać kogoś bardziej odpowiedzialnego.
Usadziła Lyssę na krześle i już chciała odgarniać jej włosy z twarzy, żeby faktycznie zajrzeć do tych oczu, ale została poinformowana, że poszkodowana przyczynę swojej ślepoty zna. Toteż odstąpiła od niej, stając z rękoma spuszczonymi wzdłuż tułowia. Teraz nie wiedziała, co ze sobą zrobić.
- Bardzo mi przykro, że straciłaś czas na przeklęte lusterko - wyraziła wsparcie zaskakująco współczującym głosem. - Czy będziesz ślepa już na zawsze? - Na moment ciekawość wzięła górę nad Scyllą, ale błyskawicznie przypomniała sobie, że przecież miała jej tutaj pomóc. - A może potrzebujesz magomedyka? Zawołać po Panią Dolohov? - Zaproponowała, wskazując palcem na drzwi, tak w kierunku gabinetu. Wykonała ten gest w pełni świadoma, że Lyssa go nie spostrzeże.
Zapowietrzenie się Lyssy odebrała jako część szoku pourazowego związanego z nieudanym widmowidzeniem. Nie wdała się w geniusz swojego ojca, no trudno, nie każdy musi urodzić się gwiazdą. Była pewna, że jeśli Lyssa trochę poćwiczy i nie będzie już taka w gorącej wodzie kąpana, to incydenty ze stłuczonymi lusterkami się zmniejszą. Raczej nie znikną, ale Greybackówna na pewno liczyła, że koleżanka pozytywnie ją zaskoczy.
- To jak inaczej mam nazwać twoje nieporadne ruchy? Masz drgawki? - Omijałoby ją wiele kłopotów, gdyby swoje prawdziwie szczere pytania pełne troski formowała w taki sposób, by nie brzmiały jak kpina. Niestety umykało jej, że ktoś mógłby odebrać jej intencje za złe, bo nigdy by to jej do głowy nie przyszło. Zapytała, czy nie ma ataku jakiejś choroby, bo w razie czego wolałaby wezwać kogoś bardziej odpowiedzialnego.
Usadziła Lyssę na krześle i już chciała odgarniać jej włosy z twarzy, żeby faktycznie zajrzeć do tych oczu, ale została poinformowana, że poszkodowana przyczynę swojej ślepoty zna. Toteż odstąpiła od niej, stając z rękoma spuszczonymi wzdłuż tułowia. Teraz nie wiedziała, co ze sobą zrobić.
- Bardzo mi przykro, że straciłaś czas na przeklęte lusterko - wyraziła wsparcie zaskakująco współczującym głosem. - Czy będziesz ślepa już na zawsze? - Na moment ciekawość wzięła górę nad Scyllą, ale błyskawicznie przypomniała sobie, że przecież miała jej tutaj pomóc. - A może potrzebujesz magomedyka? Zawołać po Panią Dolohov? - Zaproponowała, wskazując palcem na drzwi, tak w kierunku gabinetu. Wykonała ten gest w pełni świadoma, że Lyssa go nie spostrzeże.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga