17.09.2024, 00:01 ✶
– Jaką dałbym role? – zaśmiał się cicho, opierając głowę o klatkę, w której na próżno można było próbować usłyszeć bicie serca. – Mój drogi, dla ciebie napisałbym własną rolę! Kim chciałbyś być? Wymyślę wszystjo czego tylko twoja dusza by zapragnęła, tylko proszę cię nie przysłoń całej sztuki i nie zakochaj się w teatrze bardziej ode mnie – powiedział, podnosząc się nieco, by delikatnie unieść jego podbródek i złożyć na chłodnych ustach ciepły pocałunek, jeszcze zanim poderwał się z łóżka. Zanim nastąpiła kolejna falą koszmaru, bo chyba tylko koszmarem można było nazwać to co nastąpiło dalej, nawet jeśli tej scenerii nie zdobiły żadne duchy, czy też inne strachy. To znaczy... Był tu demon przeszłości. Chyba. Nie? Tak?
Serce niemal wyrywało mu się z klatki piersiowej, a w głowię kręciło się od skrajnych emocji. Strach i wściekłość. Tak, powinien się tego trzymać. Powinien dalej krzyczeć, a jednak... Zabolało. Na widok skulonego Jeana jego serce przeszedł bliźniaczy ból do tego, który właśnie przeszywał jego nadgarstek. Co on robił? Dlaczego to powiedział? Czemu...
Odsłoń okna. Wpuść światło – podpowiadał mu jakiś głos w głowie. Nie. Nie. Nie. Teraz nie miał pojęcia, czy przerażała go bardziej ta sytuacja, czy paskudne myśli. Nie mógł tak myśleć. Nie miał o co się wściekać. To nie Jean go krzywdził. To on go właśnie zranił. Chciał wykonać krok w stronę mężczyzny, by objąć go na przeprosiny, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Omamiona głowa nie pozwalała mu dalej krzyczeć, ale wiedzione instynktem ciało nie chciało, by ponownie podchodził do łóżka.
Zakończ to. Wystaw go na światło – To tylko wredne myśli. Pewnie ze stresu. Nic więcej. Chyba. Nie wiedział. Nie chciał wiedzieć. Może dlatego po prostu odwrócił się od wampira, by wyjść z pomieszczenia, tak by oboje byli na chwilę jak najdalej od siebie. Nie zaszedł jednak daleko, bo gdy tylko zamknęły się za nim drzwi sypialni, osunął się na podłogę korytarza gwałtownie oddychając.
Serce niemal wyrywało mu się z klatki piersiowej, a w głowię kręciło się od skrajnych emocji. Strach i wściekłość. Tak, powinien się tego trzymać. Powinien dalej krzyczeć, a jednak... Zabolało. Na widok skulonego Jeana jego serce przeszedł bliźniaczy ból do tego, który właśnie przeszywał jego nadgarstek. Co on robił? Dlaczego to powiedział? Czemu...
Odsłoń okna. Wpuść światło – podpowiadał mu jakiś głos w głowie. Nie. Nie. Nie. Teraz nie miał pojęcia, czy przerażała go bardziej ta sytuacja, czy paskudne myśli. Nie mógł tak myśleć. Nie miał o co się wściekać. To nie Jean go krzywdził. To on go właśnie zranił. Chciał wykonać krok w stronę mężczyzny, by objąć go na przeprosiny, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Omamiona głowa nie pozwalała mu dalej krzyczeć, ale wiedzione instynktem ciało nie chciało, by ponownie podchodził do łóżka.
Zakończ to. Wystaw go na światło – To tylko wredne myśli. Pewnie ze stresu. Nic więcej. Chyba. Nie wiedział. Nie chciał wiedzieć. Może dlatego po prostu odwrócił się od wampira, by wyjść z pomieszczenia, tak by oboje byli na chwilę jak najdalej od siebie. Nie zaszedł jednak daleko, bo gdy tylko zamknęły się za nim drzwi sypialni, osunął się na podłogę korytarza gwałtownie oddychając.