adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
—24/07/1972—
Fontanna Szczęśliwego Losu, Aleja Horyzontalna
Erik Longbottom & Stella Avery
To niemalże przerażające, jak szybko mija ostatnio czas, pomyślał przelotnie, pociągając długi łyk słodzonej herbaty z filiżanki. Musiał przyznać, że obecna sytuacja nieco go dobijała, gdy miał okazję zatrzymać się w biegu i zastanowić się nad tym, co właściwie ostatnio działo się w jego życiu. Teoretycznie istniało wiele podmiotów, którym mógł przypisać winę za ten stan rzeczy. Ministerstwo Magii. Zakon Feniksa. Srebrne Różdżki. Rodzina. Przyjaciele. Mugolski listonosz, który wygrażał mu się, kiedy wyprowadzał psiaki z Warowni na poranny spacer, a te zdecydowały się z nim nieco nazbyt czule przywitać.
A jednak na samym szczycie tej listy widniał nikt inny, jak... Philip Nott. Longbottom westchnął cicho. Nie powinien żałować tego, że zgodził się pomóc koledze z londyńskiego klubu pojedynków. A jednak nie mógł wyzbyć się przeświadczenia, że angażowanie się w spór celebryty z Lestrangem nie było najlepszym ruchem z jego strony. Wprawdzie dzięki temu miał okazję realizować misję pod tytułem ''odwracanie uwagi od reszty rodziny'', jednak regularne spotkania z Nottem i ćwiczenie na wypadek, gdyby ten wypadł z gry, nieco nadwyrężyło jego kalendarz. I nerwy. I czas, który wolałby przeznaczyć na sen.
— Och, proszę wybaczyć. Znowu się zamyśliłem — odezwał się nagle, czerwieniąc się na policzkach. — Ostatnio mam... intensywny okres. W pracy. I po pracy.
Może i był zalatany i miał milion spraw na głowie, ale o jednej kwestii dalej pamiętał całkiem dobrze. Bywały takie dni, kiedy wypadało patrzeć w przyszłość. Nawet jeśli ta przyszłość oznaczała tegoroczną jesień będącą poniekąd dla Erika synonimem jego urodzin. Na tym etapie nie chciał jeszcze angażować Brenny w przygotowania... Poza tym, podczas stypy po Simone Malfoy poniekąd nawiązał do swoich planów. A teraz mam ten plan przed sobą, skomentował w myślach, uśmiechając się skromnie do Stelli Avery, którą udało mu się tego dnia zaprosić na małe spotkania. Oderwał wzrok od widoku rozpościerającego się za oknem przy jednym ze stolików w Fontannie Szczęśliwego Losu i przekierował go na swoją rozmówczynię.
— Rozmawialiśmy o... Pani... Twoich oczekiwaniach co do zaplecza i organizacji występu, prawda? — kontynuował z niepewną miną, nawiązując do urwanej chwilę wcześniej dyskusji.
Cóż mógł poradzić na to, że twórczość panny Avery przypadła mu do gustu? Wprawdzie jej umiejętności wili, mogły narobić im nieco kłopotów, jeśli za bardzo się rozkręci, ale przecież... Nie każdy jej występ tak się kończył, prawda? Gdyby było inaczej Prorok Codzienny i inne gazety byłyby pełne artykułów o tym, jaką to skandalistką nie jest dziewczyna. Poza tym zawsze mogli zainwestować w jakiegoś ochroniarza. Albo dwóch. Albo trzech. A może Avery miała jakąś swoją sprawdzoną ekipę?
— Domyślam się, że najbliższe miesiące mogą być nieco intensywne na rynku — skomentował łagodnie licząc, że kobieta zdradzi mu coś na temat swoich planów na najbliższy sezon. Kto wie, może okaże się, że jej kalendarz był równie pełny co służbowy terminarz Brenny i cały plan legnie w gruzach?
A jednak na samym szczycie tej listy widniał nikt inny, jak... Philip Nott. Longbottom westchnął cicho. Nie powinien żałować tego, że zgodził się pomóc koledze z londyńskiego klubu pojedynków. A jednak nie mógł wyzbyć się przeświadczenia, że angażowanie się w spór celebryty z Lestrangem nie było najlepszym ruchem z jego strony. Wprawdzie dzięki temu miał okazję realizować misję pod tytułem ''odwracanie uwagi od reszty rodziny'', jednak regularne spotkania z Nottem i ćwiczenie na wypadek, gdyby ten wypadł z gry, nieco nadwyrężyło jego kalendarz. I nerwy. I czas, który wolałby przeznaczyć na sen.
— Och, proszę wybaczyć. Znowu się zamyśliłem — odezwał się nagle, czerwieniąc się na policzkach. — Ostatnio mam... intensywny okres. W pracy. I po pracy.
Może i był zalatany i miał milion spraw na głowie, ale o jednej kwestii dalej pamiętał całkiem dobrze. Bywały takie dni, kiedy wypadało patrzeć w przyszłość. Nawet jeśli ta przyszłość oznaczała tegoroczną jesień będącą poniekąd dla Erika synonimem jego urodzin. Na tym etapie nie chciał jeszcze angażować Brenny w przygotowania... Poza tym, podczas stypy po Simone Malfoy poniekąd nawiązał do swoich planów. A teraz mam ten plan przed sobą, skomentował w myślach, uśmiechając się skromnie do Stelli Avery, którą udało mu się tego dnia zaprosić na małe spotkania. Oderwał wzrok od widoku rozpościerającego się za oknem przy jednym ze stolików w Fontannie Szczęśliwego Losu i przekierował go na swoją rozmówczynię.
— Rozmawialiśmy o... Pani... Twoich oczekiwaniach co do zaplecza i organizacji występu, prawda? — kontynuował z niepewną miną, nawiązując do urwanej chwilę wcześniej dyskusji.
Cóż mógł poradzić na to, że twórczość panny Avery przypadła mu do gustu? Wprawdzie jej umiejętności wili, mogły narobić im nieco kłopotów, jeśli za bardzo się rozkręci, ale przecież... Nie każdy jej występ tak się kończył, prawda? Gdyby było inaczej Prorok Codzienny i inne gazety byłyby pełne artykułów o tym, jaką to skandalistką nie jest dziewczyna. Poza tym zawsze mogli zainwestować w jakiegoś ochroniarza. Albo dwóch. Albo trzech. A może Avery miała jakąś swoją sprawdzoną ekipę?
— Domyślam się, że najbliższe miesiące mogą być nieco intensywne na rynku — skomentował łagodnie licząc, że kobieta zdradzi mu coś na temat swoich planów na najbliższy sezon. Kto wie, może okaże się, że jej kalendarz był równie pełny co służbowy terminarz Brenny i cały plan legnie w gruzach?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞