17.09.2024, 15:38 ✶
Nie Ty jesteś osobą, która powinna to robić. Nie zrobiłaś ani jednej rzeczy za którą powinnaś była przepraszać.
Zrobiłem po prostu to, co powinien był zrobić człowiek. Zły? Dobry? Nie ma to najmniejszego znaczenia. Zrobiłem tak, jak należało zrobić, wszak było to słuszne i tyle.
Czy gdybyś była pierwszą, lepszą kobietą w jego życiu, postąpiłbym tak samo? Pewnie nie. Znając życie i jego przewrotność, miałbym to w poważaniu. Mógłbym pewnie się jeszcze rozwodzić na ten temat. Pisać epopeje czy inne mądre zdania, ale czy zmieniłyby one cokolwiek? Raczej nie.
Nie zapominać tego, czego nauczył mnie BUM? Faktu, że na każdego przyjdzie kiedyś czas? Moja odpowiedź może być tylko jedna i klarowna, w myśl pewnej piosenki... A kiedy przyjdzie także po mnie, zegarmistrz światła purpurowy, by mi zabełtać błękit w głowie, to będę jasny i gotowy... Pewne osoby z mojego najbliższego otoczenia, zapewne, mogłyby określić to jako werdykt zapisany w gwiazdach czy innych tego typu rzeczach. Czy tak rzeczywiście jest? Cóż, być może się niedługo przekonamy? Nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro.
Czy warto mi współczuć? Nie wiem. Ciężko nazwać to "coś", co nas łączyło. Z trudem mógłbym go nazwać "tatą", prędzej "ojcem"? W moim słowniku, obydwa te słowa, są niemal wyrazem obcym, nieposiadającym swojej definicji czy znaczenia. Pozbawione ideałów. A może poprawniej byłoby nazwać po prostu "Robertem"? W zaistniałej sytuacji, czemu nie?
Z drugiej zaś strony, nie jestem osobą, która miałaby go oceniać w roli ojca, męża, brata czy wujka. To Wy macie do tego sposobność i możliwość. Ty, Sophie, Rick i jego ferajna. Nikt inny, bo w końcu to była wasza strata - rodziny Mulciber i ich najbliższych.
Co ja mogę za to robić? Oceniać go za całokształt człowieka jakim był i co sobą reprezentował? Mógłbym go przeklinać i nienawidzić, ale po co? Nic mi to nie da. Niczego już nie zmieni w moim życiu.
Pozostaje mi tylko wierzyć, że reszta sobie z tym poradzi, poskłada swój świat od zera i "jakoś to będzie".
A wiesz co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? To, że w życiu bym nie wypowiedział tego wszystkiego na głos. Może zmienia to fakt, że ów list po przeczytaniu, spłonie. Nie zostanie po nim żadnych dowodów czy śladów, że kiedykolwiek powstał, a jedynymi świadkami tego wszystkiego będę ja i Ty.
Kiedyś pewnie skorzystam, a na razie niech miejsce jego spoczynku pozostanie takim, jakim zostało mianowane - miejscem prywatnym. Musi minąć trochę czasu, aby i zainteresowanie ucichło. Wszystkim to będzie na rękę.
S.
PS.
Dziękuję za prezent, chociaż jest on przesadzony i niekonieczny. Zwykłe życzenia by wystarczyły. Nie mniej jednak, zajmie honorowe miejsce.
PS2.
Jako, że ciężko może być z przekazywaniem wiadomości czy informacji z moją osobą, załączam karteczkę z danymi mojego zaufanego człowieka, który może mi przekazać różne wieści
Pismo wskazywało, że list został napisany przez kogoś innego. Jak poprzednio, wiadomość spłonęła po przeczytaniu. Karteczka o której była mowa w liście, zawierała imię 'Francis' oraz adres jakiegoś baru na Notkurnie - zapewne szemranego.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972