17.09.2024, 21:45 ✶
Miejsce tak martwe, a jednocześnie tak bardzo tętniące życiem. Już dawno temu uświadomiła sobie, że towarzystwo duchów jest o wiele bardziej atrakcyjne od interakcji z żywymi.
A las, krwiożerczy las wisielców stał się jej opoką. Miejscem oderwanym od szarej rzeczywistości i niezbyt interesujących dramatów, jakie rozgrywały się pod rodzinnym dachem.
Był cząstką tego co przyszło jej opuścić wraz z wyjazdem z Norwegii.
No i był blisko terenów zielonych, dzięki czemu mogła polować. No może nie tyle ona, co jej sokół. Wolała, aby robił to w kontrolowanych warunkach na jakieś zające, aniżeli na koty sąsiadów. Szczególnie, że mieszkali w tej mniej magicznej części Londynu.
Zazwyczaj po polowaniu wybierali się do lasu, tak było i tym razem.
Był środek nocy, a ona w towarzystwie Solvena, oraz cytrynówki wziętej od siostry, miała zamiar podelektować się uczuciem niepokoju, które wywoływało to miejsce.
Nieśpiesznie przechadzała się między drzewami, szukając jakiegoś skarbu. Pamiątce po nieszczęśniku, który skory będzie opowiedzieć jej swoją tragiczną historię, umilając jej czas.
Śmierć, tak piękne zjawisko - życie, tak kruche i ulotne. Przeplecione wstążką czasu.
Jej wzrok utkwił na czerwonej nici przywiązanej do jednej z gałęzi. Wyciągnęła dłoń, chcąc jej dotknąć, gdy nagle usłyszała szelest.
Nie, wróć, to nie był szelest. Coś zmierzało w jej stronę, kotłując się przez zarośla.
Powoli się wyprostowała, wbijając spojrzenie w źródło dźwięku, które z każdą sekundą stawało się głośniejsze.
-Shh... - uniosła dłoń, chwytając swojego nastroszonego sokoła za dziób
- Śmierć lubi ciszę...
Ku jej zdumieniu z krzaków wyłonił sie pies. Chociaż początkowo, gdy go zobaczyła, sądziła że to wilk.
-Pies - poinformowała samą siebie, widząc bydle przed sobą. Całkiem same. Westchnęła, omiatając spojrzeniem otoczenie.
Stary ją zapierdoli jeśli przyprowadzi psa, ale nie mogła przecież zostawić go w tym miejscu.
Zerknęła kontrolnie na zwierzę
-Witaj skarbie.. - rzuciła, a na jej usta wpłynął zaczepny uśmiech. Jasne tęczówki lustrowały psiaka spojrzeniem. Nie był ani wychudzony, ani zaniedbany. W dodatku ciągnął za sobą smycz - Widzę, że ty również masz niebanalny gust... ale chyba będziemy musieli Cię odprowadzić do domu...- mówiła spokojnym głosem, stając do psa bokiem, aby ten mógł poczuć się pewniej. Jeśli nie był zbyt nerwowy, nawet wyciągnęła ku niemu dłoń. Jednak nie po to aby go pogłaskać, a by psina mogła ją powąchać, zaznajamiając się z nowym zapachem.
Kolejny szelest liści. Dzisiejszego dnia las wisielców stał się niezwykle tłoczny. Zwróciła wzrok w kierunku dźwięku, chwilę później dostrzegając mężczyznę.
Buźkę ma ładną, szkoda tylko że mugol - stwierdziły zniesmaczone myśli, lustrując nieznajomego jasnym, wręcz lazurowym spojrzeniem.
-Płoszy mi pan zmarłych, właśnie wzywamy przodków puszka - mruknęła, skinowszy głową na psa, zaraz wsuwając do ust papierosa. To się porobiło. Wielki pies i równie wielki właściciel. Co prawda on był mugolem, a ona potrafiła dać po mordzie, dlatego nie czuła strachu. Zawsze mogła popraktykować czarną magię, lub zginąć. Żaden ze scenariuszy nie brzmiał jakoś przerażająco.
Wyciągnęła papierośnicę w kierunku nieznajomego. Była drobną blondynką o alabastrowej cerze i długich włosach. Odziana w czerń. Buty, spodnie, koszula i coś na wzór narzutki z kapturem, a także kapelusz. Na jej prawym ramieniu siedział sokół, lustrując nieznajomych niepewnym, bojowym spojrzeniem.
-Wietrznie dziś, nieprawdaż? - na jej usta wpłynął szelmowski uśmiech. Niezależnie czy się poczęstował czy nie, dziewczyna schowała papierośnicę, wyciągając zapalniczkę, którą odpaliła papierosa - Ciekawe kto sie powiesił...
Może uzna, że jest szalona. Może mimo swoich rozmiarów się wystraszy. Nie wyglądał na tchórza, ale kto tam wie.
A las, krwiożerczy las wisielców stał się jej opoką. Miejscem oderwanym od szarej rzeczywistości i niezbyt interesujących dramatów, jakie rozgrywały się pod rodzinnym dachem.
Był cząstką tego co przyszło jej opuścić wraz z wyjazdem z Norwegii.
No i był blisko terenów zielonych, dzięki czemu mogła polować. No może nie tyle ona, co jej sokół. Wolała, aby robił to w kontrolowanych warunkach na jakieś zające, aniżeli na koty sąsiadów. Szczególnie, że mieszkali w tej mniej magicznej części Londynu.
Zazwyczaj po polowaniu wybierali się do lasu, tak było i tym razem.
Był środek nocy, a ona w towarzystwie Solvena, oraz cytrynówki wziętej od siostry, miała zamiar podelektować się uczuciem niepokoju, które wywoływało to miejsce.
Nieśpiesznie przechadzała się między drzewami, szukając jakiegoś skarbu. Pamiątce po nieszczęśniku, który skory będzie opowiedzieć jej swoją tragiczną historię, umilając jej czas.
Śmierć, tak piękne zjawisko - życie, tak kruche i ulotne. Przeplecione wstążką czasu.
Jej wzrok utkwił na czerwonej nici przywiązanej do jednej z gałęzi. Wyciągnęła dłoń, chcąc jej dotknąć, gdy nagle usłyszała szelest.
Nie, wróć, to nie był szelest. Coś zmierzało w jej stronę, kotłując się przez zarośla.
Powoli się wyprostowała, wbijając spojrzenie w źródło dźwięku, które z każdą sekundą stawało się głośniejsze.
-Shh... - uniosła dłoń, chwytając swojego nastroszonego sokoła za dziób
- Śmierć lubi ciszę...
Ku jej zdumieniu z krzaków wyłonił sie pies. Chociaż początkowo, gdy go zobaczyła, sądziła że to wilk.
-Pies - poinformowała samą siebie, widząc bydle przed sobą. Całkiem same. Westchnęła, omiatając spojrzeniem otoczenie.
Stary ją zapierdoli jeśli przyprowadzi psa, ale nie mogła przecież zostawić go w tym miejscu.
Zerknęła kontrolnie na zwierzę
-Witaj skarbie.. - rzuciła, a na jej usta wpłynął zaczepny uśmiech. Jasne tęczówki lustrowały psiaka spojrzeniem. Nie był ani wychudzony, ani zaniedbany. W dodatku ciągnął za sobą smycz - Widzę, że ty również masz niebanalny gust... ale chyba będziemy musieli Cię odprowadzić do domu...- mówiła spokojnym głosem, stając do psa bokiem, aby ten mógł poczuć się pewniej. Jeśli nie był zbyt nerwowy, nawet wyciągnęła ku niemu dłoń. Jednak nie po to aby go pogłaskać, a by psina mogła ją powąchać, zaznajamiając się z nowym zapachem.
Kolejny szelest liści. Dzisiejszego dnia las wisielców stał się niezwykle tłoczny. Zwróciła wzrok w kierunku dźwięku, chwilę później dostrzegając mężczyznę.
Buźkę ma ładną, szkoda tylko że mugol - stwierdziły zniesmaczone myśli, lustrując nieznajomego jasnym, wręcz lazurowym spojrzeniem.
-Płoszy mi pan zmarłych, właśnie wzywamy przodków puszka - mruknęła, skinowszy głową na psa, zaraz wsuwając do ust papierosa. To się porobiło. Wielki pies i równie wielki właściciel. Co prawda on był mugolem, a ona potrafiła dać po mordzie, dlatego nie czuła strachu. Zawsze mogła popraktykować czarną magię, lub zginąć. Żaden ze scenariuszy nie brzmiał jakoś przerażająco.
Wyciągnęła papierośnicę w kierunku nieznajomego. Była drobną blondynką o alabastrowej cerze i długich włosach. Odziana w czerń. Buty, spodnie, koszula i coś na wzór narzutki z kapturem, a także kapelusz. Na jej prawym ramieniu siedział sokół, lustrując nieznajomych niepewnym, bojowym spojrzeniem.
-Wietrznie dziś, nieprawdaż? - na jej usta wpłynął szelmowski uśmiech. Niezależnie czy się poczęstował czy nie, dziewczyna schowała papierośnicę, wyciągając zapalniczkę, którą odpaliła papierosa - Ciekawe kto sie powiesił...
Może uzna, że jest szalona. Może mimo swoich rozmiarów się wystraszy. Nie wyglądał na tchórza, ale kto tam wie.