17.09.2024, 23:39 ✶
Mrugnęła kilkukrotnie, jakby resetowała swój mózg do ustawień fabrycznych, bo nie wiedziała, czy dobrze usłyszała o tej nadchodzącej śmierci. Położyła rozpostarte dłonie na swoim tułowiu jak ojciec, który szukając portfela musiał się cały wymacać, po czym rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu odpowiedzi. Nie znalazła wielu wskazówek.
- To może ja wyślę sowę do Necronomiconu. Tam pracuje taka sympatyczna dziewczyna, na pewno ułoży cię na katafalku tak, żebyś ładnie wyszła na zdjęciu nagrobkowym - oznajmiła ze szczerą intencją, bo wiedziała, jak Lyssie na dobrym wizerunku zależy. Nigdy nie mijała lustra bez sprawdzenia jak wygląda. Co prawda według Scylli wyglądała zawsze tak samo, ale nie komentowała tego na głos, bo nie chciała oberwać.
- Jak myślę? - Zapytała tak, jakby chciała się upewnić, czy dobrze usłyszała pytanie. Nie rozumiała, czemu chciała wiedzieć, co siedzi jej w głowie. Przecież gdyby była tam jakaś sensowna odpowiedź w kwestii czasu trwania ślepoty, to by Lyssy nie pytała o to. To było chyba logiczne? - Nie lamentujesz i nie płaczesz, więc... chyba... się jeszcze kiedyś... zobaczymy? - Zatrzymywała się po każdym słowie w niepewności, dosłownie zgadując poprawną odpowiedź. Jednakże robiła to tak ostrożnie, dając Mulciberównie czas na powiedzenie jej, że nie ma racji i ma przestać się odzywać. Scylla aż tak głupia nie była, wiedziała, jak ukrócić sobie cierpienia.
Podrapała się go czubku głowy, próbując sobie przypomnieć, czy kiedyś wcześniej oślepła.
- Nie... Chyba nie? - W głosie Greybackówny zagrało zawahanie. - Znaczy, podczas wizji nie widzę świata obecnego, tego, którego z naszej perspektywy nazywamy teraźniejszym. Ale nigdy nie miałam sytuacji, w której siedzę na krzesełku i komuś z teraźniejszości mówię, że nic nie widzę i oślepłam - wyznała, zaczynając się zastanawiać czy to źle, że nie reagowała na porażki tak jak Lyssa. Lecz z drugiej strony przecież Scylla zwykle nie zaglądała w przyszłość z własnej woli, wizje po prostu do niej przychodziły. Jak miała oślepnąć, kiedy nawet nie umiała ich zatrzymać?
- To może ja wyślę sowę do Necronomiconu. Tam pracuje taka sympatyczna dziewczyna, na pewno ułoży cię na katafalku tak, żebyś ładnie wyszła na zdjęciu nagrobkowym - oznajmiła ze szczerą intencją, bo wiedziała, jak Lyssie na dobrym wizerunku zależy. Nigdy nie mijała lustra bez sprawdzenia jak wygląda. Co prawda według Scylli wyglądała zawsze tak samo, ale nie komentowała tego na głos, bo nie chciała oberwać.
- Jak myślę? - Zapytała tak, jakby chciała się upewnić, czy dobrze usłyszała pytanie. Nie rozumiała, czemu chciała wiedzieć, co siedzi jej w głowie. Przecież gdyby była tam jakaś sensowna odpowiedź w kwestii czasu trwania ślepoty, to by Lyssy nie pytała o to. To było chyba logiczne? - Nie lamentujesz i nie płaczesz, więc... chyba... się jeszcze kiedyś... zobaczymy? - Zatrzymywała się po każdym słowie w niepewności, dosłownie zgadując poprawną odpowiedź. Jednakże robiła to tak ostrożnie, dając Mulciberównie czas na powiedzenie jej, że nie ma racji i ma przestać się odzywać. Scylla aż tak głupia nie była, wiedziała, jak ukrócić sobie cierpienia.
Podrapała się go czubku głowy, próbując sobie przypomnieć, czy kiedyś wcześniej oślepła.
- Nie... Chyba nie? - W głosie Greybackówny zagrało zawahanie. - Znaczy, podczas wizji nie widzę świata obecnego, tego, którego z naszej perspektywy nazywamy teraźniejszym. Ale nigdy nie miałam sytuacji, w której siedzę na krzesełku i komuś z teraźniejszości mówię, że nic nie widzę i oślepłam - wyznała, zaczynając się zastanawiać czy to źle, że nie reagowała na porażki tak jak Lyssa. Lecz z drugiej strony przecież Scylla zwykle nie zaglądała w przyszłość z własnej woli, wizje po prostu do niej przychodziły. Jak miała oślepnąć, kiedy nawet nie umiała ich zatrzymać?
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga