18.09.2024, 10:24 ✶
- Nie, to nie wstyd. Po prostu… Wiesz jacy są ojcowie, prawda? Pragną chronić swoje dzieci za wszelką cenę. Może chciał odstraszyć kandydatów? Może uważa, że nie jesteś jeszcze gotowa na randkowanie? - Esther spojrzała na Sophie współczująco. Zaraz jednak po tym zmarszczyła brwi. Ojciec… Kobieta zajrzała do notatek. - Robert Mulciber, tak? Nie macie sklepu, z tego co widzę. Hm… Działalność, wszystko się zgadza.
Zebrała wywiad na temat Mulciberów najlepiej, jak potrafiła. Na odręcznie pisanych notatkach znajdowała się adnotacja, że Mulciberowie nie dorobili się sklepu, dlatego zamówienia zwykle składano listownie albo osobiście. Kobieta pokiwała głową - wszystko się zgadzało.
- Tak, czytałam raport z wydarzenia - dla pewności sięgnęła po kartę i przeleciała po niej wzrokiem. - Z tego co mówił mojemu koledze, Atreusowi, to współpracował z jego dziadkiem. I… Stąd go znasz?
Esther uniosła wzrok znad kartek papieru. Zmarszczyła brwi, lekko przekrzywiając głowę. Blond spuszone loki rozsypały się wokół jej twarzy.
- Czekaj, Sophie. Mówiłaś, że znasz go z tej jednej sytuacji u was w domu, a teraz nazywasz go przyjacielem- Esther westchnęła. Nie mogła zdradzać Sophie wszystkiego, co wiedzieli o Stanleyu. Dostała rozkaz, którego nie zamierzała łamać, mimo że naprawdę polubiła tę rudą, niewinną dziewuchę. I chyba dlatego że Sophie wzbudziła w niej sympatię, blondynka nachyliła się. - On może być niebezpieczny, Sophie. Dlatego teraz rozmawiamy. No i zabrał cię na Nokturn… To chyba wystarczający dowód, że nie ma czystych myśli? Porządni czarodzieje nie szlajają się po Nokturnie.
Esther odłożyła notatki i podrapała się po nasadzie nosa. Dziwne, bardzo dziwne…
- Czemu nazywasz go przyjacielem? Masz z nim kontakt? Wiesz, gdzie może teraz być?
Czas na odpis: do 23.09, @Sophie Mulciber