18.09.2024, 19:00 ✶
Kiedy to się stało? Jak to się stało? Tylko kobieta kobiecie mogła zrobić największe świństwo, wiedząc doskonale gdzie uderzyć. Tylko kobieta kobiecie mogła pomóc, gdy dochodziło do takich tematów. Strata, macierzyństwo, oczekiwania społeczeństwa, oczekiwania własne wobec siebie. Moody nigdy nie chciała być matką. Chciała być normalna, co nie było osiągalne. Nagle bardzo, bardzo zapragnęła, żeby Olivia mogła mieć dzieci.
– Nie masz? – zdziwiła się, piękna hipokryzja z jej strony, bo przecież omamy miała od dzieciństwa, ale żeby się komuś do tego przyznać to zapomnij! Niemniej nie przestawała głaskać drugiej dziewczyny, tulić ją do siebie, jakby była starszą siostrą, a nie klientką, która przed chwilą wpadła w histerię zaraz po wejściu do sklepu. – To Basilius Prewett. Jest super. Wiesz, czasem te fartuchy mają pacjenta w dupie, poddają się rutynie. Ale on grzebie, szuka. Ma kontakty, czasem opowiadał, że celowo gdzieś skakał do innego kraju na konsultacje więc wiesz... to są dobre ręce. Napiszę do niego, powiem mu, że jesteś ode mnie. Nie... nie musisz nic mówić temu z którym jesteś, póki nie będziesz pewna. Widzisz, tego problemu jeszcze nie ma. – Jak to się stało, że spokojny pocałunek opadł na głowę Olivii Quirke, tak jak kiedyś przed wielu, wielu laty matka całowała małą zapłakaną Millie, która przychodziła do jej łóżka, gdy przyśnił jej się koszmar. Pachniały podobnie. Lekami.
– Patrz, nie będzie że w próżne zniżki dajesz, mogę Ci się jakoś odwdzięczyć nawet jak nie robię w swojej robocie teraz – dodała nieco lżejszym tonem próbując żartować z własnej ułomności. – Bo na bimber własny Cię nie zaproszę. Działalność zawieszona do końca terapii. – Skrzywiła się, bo akurat karmelówka rozwiązywała niemal wszystkie problemy. Znaczy... pozwalała o nich zapomnieć ale kurwa ileż lat jej to absolutnie wystarczało?
– Nie masz? – zdziwiła się, piękna hipokryzja z jej strony, bo przecież omamy miała od dzieciństwa, ale żeby się komuś do tego przyznać to zapomnij! Niemniej nie przestawała głaskać drugiej dziewczyny, tulić ją do siebie, jakby była starszą siostrą, a nie klientką, która przed chwilą wpadła w histerię zaraz po wejściu do sklepu. – To Basilius Prewett. Jest super. Wiesz, czasem te fartuchy mają pacjenta w dupie, poddają się rutynie. Ale on grzebie, szuka. Ma kontakty, czasem opowiadał, że celowo gdzieś skakał do innego kraju na konsultacje więc wiesz... to są dobre ręce. Napiszę do niego, powiem mu, że jesteś ode mnie. Nie... nie musisz nic mówić temu z którym jesteś, póki nie będziesz pewna. Widzisz, tego problemu jeszcze nie ma. – Jak to się stało, że spokojny pocałunek opadł na głowę Olivii Quirke, tak jak kiedyś przed wielu, wielu laty matka całowała małą zapłakaną Millie, która przychodziła do jej łóżka, gdy przyśnił jej się koszmar. Pachniały podobnie. Lekami.
– Patrz, nie będzie że w próżne zniżki dajesz, mogę Ci się jakoś odwdzięczyć nawet jak nie robię w swojej robocie teraz – dodała nieco lżejszym tonem próbując żartować z własnej ułomności. – Bo na bimber własny Cię nie zaproszę. Działalność zawieszona do końca terapii. – Skrzywiła się, bo akurat karmelówka rozwiązywała niemal wszystkie problemy. Znaczy... pozwalała o nich zapomnieć ale kurwa ileż lat jej to absolutnie wystarczało?