• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Chinatown [06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown

[06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
18.09.2024, 19:08  ✶  
– Mam trzy wydania, w tym pierwsze, chociaż ono leży głęboko schowane, żeby ktoś przypadkiem go sobie nie pożyczył.
W tej chwili jeszcze szło dostać to pierwsze wydanie, bo cóż, mistrz Tolkien jeszcze żył, i nawet niektórzy mieli nieśmiałe nadzieje, że może coś kiedyś opublikuje. Chociaż dołączyć do swojej Luthien miał już wkrótce… Nie ciągnęła jednak tematu, bo gdyby już zaczęła mówić o Władcy Pierścieni, to pewnie szybko by nie skończyła, a byli tutaj jednak w dość konkretnym celu.
Którym absolutnie nie było robienie sobie tatuażu.
– Lubię smoki, ale tylko w książkach. Na pewno z żadnym się nie utożsamiam, a siła i potęga to takie trochę nie moje – stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. – Te w książkach są… ciekawsze, wiesz, bo mówią, a te nasze nie – zdążyła rzucić jeszcze, zanim weszli do siedziby Zegarmistrza. Można by prawie pomyśleć, że ich mała działalność faktycznie była klubem książki, podczas którego dyskutowali o co ciekawszych powieściach. – Proszę cię, to brzmi jakbym była bohaterką jakiejś marnej książki – roześmiała się Brenna. – Role pierwszoplanowe nie są dla mnie.
Jak na taką miała za normalne dzieciństwo, za mało dramatów miłosnych w życiu – no dobrze, ten jeden, który się trafił, był nad wyraz spektakularny, ale Brenna miała wrażenie, że po Beltane dużo osób borykało się z zawirowaniami w życiu miłosnym – i była za bardzo… za bardzo Brenną. Właściwie to i ona, i Thomas, jakby tak się zastanowiła, nadawaliby się bardziej na drugoplanowane postacie, a bohaterką byłaby zapewne taka Millie czy ktoś… bardziej fascynujący z punktu widzenia narracji fabularnej?
Nie żeby jej to przeszkadzało.
Bohaterowie pierwszoplanowi zazwyczaj mieli trudne życie.
– Mogę i płacić, i mówić, ale nagadam wtedy takich bzdur, że ja się obawiam, że nie dostaniesz żadnych potrzebnych części, i potem będziesz siedział i płakał, próbując zmontować ten cudowny zegar z… w sumie sama nie wiem czego, na pewno wzięłabym coś bardzo dziwnego.
*
Zegarmistrz przekręcił klucz w zamku na zaplecze. Coś kliknęło i Brenna zastanawiała się, czy może bez tego klucza zostaliby poprowadzeni do zupełnie innego pomieszczenia niż do, do którego faktycznie trafili. Tu też było mnóstwo obcych dla niej rzeczy i komponentów, ale było… na swój sposób bardziej swojsko: jakieś dziwne, mechaniczne, latające pod sufitem ptaki, przedziwne klepsydry, w których piasek sypał się nie tak, jak powinien, stół, na którym leżało mnóstwo części, model jakiegoś zamku, wokół którego poruszały się zaczarowane figurki…
Korciło ją, żeby czegoś dotknąć, ale domyślała się, że to byłby z ł y pomysł, więc splotła tylko ręce za plecami.
– Przygotowałem elementy do zegara, także bazę tarczy – poinformował mężczyzna, podchodząc do jednego z regałów i wyciągając pudełeczko. [i] – Będziesz musiał odpowiednio nasycić magią wskazówki. Skoro mają symbolizować konkretne osoby, sugeruję użycie włosa lub kropli krwi każdej z osób. Jak zaprogramować sam mechanizm i użyć pieczęci zapewne wiesz sam[/b] – powiedział oschłym tonem, nawet na nich nie patrząc. Najwyraźniej nie był najmilszym człowiekiem pod słońcem, ale Brenna miała wrażenie, że geniuszom w swoim fachu to się całkiem często zdarzało.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2094), Thomas Figg (2878)




Wiadomości w tym wątku
[06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown - przez Brenna Longbottom - 15.09.2024, 17:01
RE: [06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown - przez Thomas Figg - 16.09.2024, 01:19
RE: [06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown - przez Brenna Longbottom - 16.09.2024, 11:29
RE: [06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown - przez Thomas Figg - 17.09.2024, 01:45
RE: [06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown - przez Brenna Longbottom - 17.09.2024, 15:49
RE: [06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown - przez Thomas Figg - 18.09.2024, 03:40
RE: [06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown - przez Brenna Longbottom - 18.09.2024, 19:08
RE: [06.06.72, wieczór] Pewnego razu w Chinatown - przez Thomas Figg - 19.09.2024, 01:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa