Cóż. Nora Figg nie była wprawioną w boju czarownicą. Nie ma się, co oszukiwać. Nie miała potrzeby, aby szkolić się z zakresu magii bojowej, bo po co? Miała zostać cukierniczką, ten cel został określony bardzo wcześnie. Nie była typem osoby, która należała do tych wszechstronnie uzdolnionych. Potrafiła tworzyć mikstury, bo to nie różniło się zbytnio od gotowania, ale to wszystko. Czasem ewentualnie korzystała z transmutacji przy tworzeniu słodyczy. W Zakonie Feniksa należała do tej części, która wspierała walczących jako tło - gdyby znalazła się na polu bitwy zapewne byłaby tylko kulą u nogi, o którą musieli się troszczyć. Nie pchała się więc tam, gdzie nie było dla niej miejsca, chociaż drżała o najbliższych, gdy oni organizowali kolejne, niebezpieczne misje, aby walczyć z Voldemortem.
Wiedziała, że dobrze by jej zrobiło podszkolenie swoich umiejętności. Robiło się coraz bardziej niebezpiecznie, śmierciożercy zaczęli atakować w publicznych miejscach, jak chociażby na sabacie. Powinna mieć pewność, że będzie w stanie jakoś sobie poradzić, kiedy dojdzie do ewentualnego starcia. Przeżyć, bo wiedziała, że raczej nie wygra starcia z czarnoksiężnikami.
Tor przeszkód wydawał jej się być naprawdę świetnym pomysłem. Mogli podszkolić swoje umiejętności na bezpiecznym gruncie, nie do końca wiedziała, czego powinni się spodziewać, ale miała świadomość, że nikt tutaj raczej nie doprowadziłby do ich śmierci. Mieli tylko trochę popracować nad swoimi zdolnościami.
W lesie przy Księżycowym Stawie znalazła się ze swoim bratem. Nie mogła lepiej trafić, jeśli chodzi o towarzystwo. Thomas był zdecydowanie lepszy od niej w czarowaniu, od niego mogła się naprawdę wiele nauczyć. No i przy okazji ją tutaj dostarczył, więc nie musiała pokonywać ani kawałka drogi na piechotę.
Powietrze było rześkie, Norka miała wrażenie, że czuć już w nim było woń nadchodzącej jesieni.
Panna Figg z okazji wizyty na torze przeszkód wyciągnęła ze swojej szafy jedyne spodnie, jakie w niej miała. Dziwnie się czuła spacerując w nich po lesie, do tego płaskie buty, przez co wydawała się jeszcze drobniejsza niż zwykle. Musieli wyglądać zabawnie z boku, dzieliła ich bowiem spora różnica wzrostu.
- Tak, na pewno nam się przydadzą ćwiczenia, w sensie wiesz, wszystkim. - Chodziło jej o członków zakonu, ale nie powiedziała tego w głos, żeby nikt przypadkiem tego nie usłyszał.
Norka ścisnęła mocniej różdżkę w dłoni i spojrzała na brata. - Tak, chodźmy, zobaczymy, co dla nas przygotowali. - Trochę bała się, że może opóźniać Thomasa, ale nic o tym nie wspominała. Weszli więc na tor przeszkód, gotowi go pokonać.
!przeszkody