Nie spodziewała się po Thomasie takiej bezpośredniości. Zamarła, kiedy wspomniał jej o tym, w jaki sposób on to widzi. Przyglądała mu się swoimi ciemnymi oczami w milczeniu. To prawda, ona nie rzuciła tej klątwy, nie zaprowadziła tam braci siłą, to nie była jej wina, chociaż trochę czuła się za to odpowiedzialna. - Nie, nie zmusiłam ich do tego. - Nie sądziła, że oczekiwał odpowiedzi, ale mu ją dała. Rozumiała o co mu chodzi, ale trudno jej było nie myśleć o tym w taki sposób. Ona ukradła pierścionek, jej bracia zostali za karę zamienieni w lwy, prosta sprawa. Wina - kara.
- Tak, tylko ja im zostałam. Nie mamy nikogo więcej, znaczy mamy rodzinę z cyrku, ale to coś innego. - Jej bracia i siostry nie poznali lwów, gdy byli jeszcze ludźmi, to był inny etap jej życia. Była jedyną żywą osobą, która mogła im pomóc, nie mieli nikogo poza nią.
- Na pewno marzą o tym, żeby wrócić do ludzkiej formy, ale ktoś musi myśleć o tym, że coś może pójść źle. Nie chcę ich stracić, nie chce zostać sama. - Nadal próbowała pokazać mu swój sposób widzenia, wiedziała, że Thomas ma rację, że powinna dać mu szansę, ale bała się, że ich straci na dobre.
Odetchnęła ciężko, trochę ją przerażało to, co mogło się wydarzyć. Z drugiej strony, może jednak warto spróbować? Figg był całkiem przekonujący w tej swojej gadce.
Dała mu ująć swoje dłonie. Słuchała nadal uważnie tego, co miał jej do powiedzenia. - Dobrze, zgodzę się na te twoje badania, ale masz być ostrożny. - Mówiła cicho, nie chciała, żeby bracia widzieli, że nie do końca jest zadowolona z takiego obrotu sprawy. - Nie potrzebuję twojego kota, żeby z nimi rozmawiać, wypracowaliśmy już pewne metody komunikacji. - Tkwili w tej formie ponad dziesięć lat, musiała nauczyć się z nimi rozmawiać.