19.09.2024, 01:54 ✶
W sumie to o tym nie myślał wcześniej, ale gdyby tak z okazji przebywania już w Anglii odwiedzić pisarza? Będzie musiał podsunąć ten pomysł jej kiedyś w przyszłości, bo wydawało mu się, ze Tolkien wykładał na jakimś uniwersytecie, a może to już przeszłość. Będzie musiał się dowiedzieć nieco więcej na ten temat i wtedy wróci z pomysłem do niej.
- Ale jesteś obrończynią ludzkości, temu nie zaprzeczysz - czy tego by chciała czy nie, jako jedna z głównych postaci w Zakonie
- To, że nie mówią to czasami ich błogosławieństwo, bo wiesz spójrz na takiego Kapitana, czasami by było lepiej żeby nie mógł mówić - był tego świadom, że jego kot wdał się za bardzo w niego, pyskaty, wyszczekany (nie to, że zna język psi), a do tego skory do żartów niezależnie od sytuacji. No ale kochał tego futrzaka i nie oddałby go za żadnego innego. - Tak mówisz a całkiem dobrze sobie radzisz z pierwszoplanową rolą, skupiłaś wokół siebie całkiem osobliwą zgraję ludzi - powiedział nieco rozbawiony stwierdzeniem Brenny, ale poniekąd ją rozumiał, też wolał spokojniejsze życie kogoś kto nie był tak wystawiony na widok publiczny. Zdecydowanie bardziej odpowiadało mu bycie czyimś pomocnikiem niż postacią wokół której krążyła opowieść. Chociaż z drugiej strony życie każdego z nich było opowieścią, w której oni grali pierwsze skrzypce, czy tego chcieli czy nie. Pokręcił głową, to nie był czas i miejsce na filozoficzne mrzonki.
- No właśnie, dlatego ja będę mówił, przecież chcemy aby ten zegar działał bez zarzutów, a nie mieć z tego radio czy ekspres do kawy - mrugnął do niej i chichocząc delikatnie.
Słysząc kliknięcie w drzwiach wiedział, że nie był to taki normalny zamek. Czyżby drzwi zegarmistrza były zaklęte i w zależności od użytego klucza prowadziły w inne miejsca? To dopiero był ciekawy efekt na zagospodarowanie swojej pracowni. Poczuł dreszczyk ekscytacji niemal zapytał mężczyznę o te jego drzwi, ale nie chciał być wścibski - domyślał się, że byłoby to połączenie zaklęć translokacyjnych z pieczęciami i runami. Będzie musiał siąść do książek i sprawdzić to - bo mogliby to wykorzystać do zabezpieczenia swojej pracowni, aby przypadkiem Mabel nie wpadła na jakieś jego rzeczy związane z klątwami.
- Widzę, że jest tutaj chyba faktycznie wszystko, pozwolisz że zerknę - nie oczekują w sumie na odpowiedź zerknął do pudełeczka podanego przez właściciela tego przybytku. Przez chwilę przyglądał się częścią ułożonym w środku, wszystko wyglądało na to, że nie brakowało tutaj niczego, najważniejsze elementy, czyli wspomniana baza i przekładnie tutaj były, jeżeli będzie potrzebował czegoś jeszcze to już będą to bardziej dostępne elementy, które być może nawet już będzie miał u siebie na stanie. - Tak, już o tym myślałem, krew jest o wiele lepszym nośnikiem, zwłaszcza z dominującej ręki - odrobił zadanie domowe, choć wiedział, że wielu czarodziejów może mieć opory przed oddaniem swojej krwi do takiej rzeczy, bo używanie krwi kojarzyć się mogło z czarną magią. No ale on potrzebował od nich dwie do trzech kropel, a nie szklanek ich krwi.
- Będziemy potrzebować jeszcze dwóch sprężyn, takiej wielkości - pokazał odległość palcami, brakowało ich w pudełeczku, a dobrze wiedział, że te do zegara powinny być wykonane w specjalny sposób, aby nie trzeba było ich szybko wymieniać. Kiedy to zegarmistrz dorzucił im to co potrzebowało skinął głową i popatrzył na Brennę.
- Mamy wszystko co potrzeba - dodał zamykając pudełeczko i chowając je do kieszeni, mógł co prawda spróbować przenieść je zaklęciem do swojego pokoju w domu Nory, ale wolał ograniczyć używanie magii na tych elementach. Odczekał teraz tylko aż Brenna uregeluje należność i będą mogli udać się z tego miejsca w swoją stronę.
I dopiero kiedy każde z nich kupiło to danie, na które miało ochotę opuścili Chinatown.
- Ale jesteś obrończynią ludzkości, temu nie zaprzeczysz - czy tego by chciała czy nie, jako jedna z głównych postaci w Zakonie
- To, że nie mówią to czasami ich błogosławieństwo, bo wiesz spójrz na takiego Kapitana, czasami by było lepiej żeby nie mógł mówić - był tego świadom, że jego kot wdał się za bardzo w niego, pyskaty, wyszczekany (nie to, że zna język psi), a do tego skory do żartów niezależnie od sytuacji. No ale kochał tego futrzaka i nie oddałby go za żadnego innego. - Tak mówisz a całkiem dobrze sobie radzisz z pierwszoplanową rolą, skupiłaś wokół siebie całkiem osobliwą zgraję ludzi - powiedział nieco rozbawiony stwierdzeniem Brenny, ale poniekąd ją rozumiał, też wolał spokojniejsze życie kogoś kto nie był tak wystawiony na widok publiczny. Zdecydowanie bardziej odpowiadało mu bycie czyimś pomocnikiem niż postacią wokół której krążyła opowieść. Chociaż z drugiej strony życie każdego z nich było opowieścią, w której oni grali pierwsze skrzypce, czy tego chcieli czy nie. Pokręcił głową, to nie był czas i miejsce na filozoficzne mrzonki.
- No właśnie, dlatego ja będę mówił, przecież chcemy aby ten zegar działał bez zarzutów, a nie mieć z tego radio czy ekspres do kawy - mrugnął do niej i chichocząc delikatnie.
Słysząc kliknięcie w drzwiach wiedział, że nie był to taki normalny zamek. Czyżby drzwi zegarmistrza były zaklęte i w zależności od użytego klucza prowadziły w inne miejsca? To dopiero był ciekawy efekt na zagospodarowanie swojej pracowni. Poczuł dreszczyk ekscytacji niemal zapytał mężczyznę o te jego drzwi, ale nie chciał być wścibski - domyślał się, że byłoby to połączenie zaklęć translokacyjnych z pieczęciami i runami. Będzie musiał siąść do książek i sprawdzić to - bo mogliby to wykorzystać do zabezpieczenia swojej pracowni, aby przypadkiem Mabel nie wpadła na jakieś jego rzeczy związane z klątwami.
- Widzę, że jest tutaj chyba faktycznie wszystko, pozwolisz że zerknę - nie oczekują w sumie na odpowiedź zerknął do pudełeczka podanego przez właściciela tego przybytku. Przez chwilę przyglądał się częścią ułożonym w środku, wszystko wyglądało na to, że nie brakowało tutaj niczego, najważniejsze elementy, czyli wspomniana baza i przekładnie tutaj były, jeżeli będzie potrzebował czegoś jeszcze to już będą to bardziej dostępne elementy, które być może nawet już będzie miał u siebie na stanie. - Tak, już o tym myślałem, krew jest o wiele lepszym nośnikiem, zwłaszcza z dominującej ręki - odrobił zadanie domowe, choć wiedział, że wielu czarodziejów może mieć opory przed oddaniem swojej krwi do takiej rzeczy, bo używanie krwi kojarzyć się mogło z czarną magią. No ale on potrzebował od nich dwie do trzech kropel, a nie szklanek ich krwi.
- Będziemy potrzebować jeszcze dwóch sprężyn, takiej wielkości - pokazał odległość palcami, brakowało ich w pudełeczku, a dobrze wiedział, że te do zegara powinny być wykonane w specjalny sposób, aby nie trzeba było ich szybko wymieniać. Kiedy to zegarmistrz dorzucił im to co potrzebowało skinął głową i popatrzył na Brennę.
- Mamy wszystko co potrzeba - dodał zamykając pudełeczko i chowając je do kieszeni, mógł co prawda spróbować przenieść je zaklęciem do swojego pokoju w domu Nory, ale wolał ograniczyć używanie magii na tych elementach. Odczekał teraz tylko aż Brenna uregeluje należność i będą mogli udać się z tego miejsca w swoją stronę.
***
- Dobra, ale jedzenie jest na mój koszt, bo pewnie i tak nie masz mugolskiej waluty - powiedział idąc powoli w stronę stoisk z jedzeniem, wiedziony oczywiście nosem, tego nauczył się podczas podróży, że zawsze najlepiej kierować się nosem jeżeli chodzi o kupowanie jadła na ulicznych straganach. Często te najlepsze miejsca wyglądały całkiem obskurnie, jednak wrażenia po spożyciu posiłków były nie do opisania.I dopiero kiedy każde z nich kupiło to danie, na które miało ochotę opuścili Chinatown.
***
Później Thomas, kiedy już wrócił do siebie zabrał się za robienie zegara, wiedział, że będzie to trwało nieco dłużej niż samo złożenie mechanizmu i wykonanie wskazówek odpowiadających każdemu z członków Zakonu. Musiał odpowiednio nasączyć mechanizm magią, a do tego jeszcze nakładać pieczęcie w odpowiedniej kolejności, aby nie było problemów z działaniem zegara. Dobrze, że wcześniej zaopatrzył się w obudowę, zwykły wiszący zegar, żadnych wymyślnych zdobień, nie miał rzucać się w oczy, miał odpowiednio działać, a nie zwracać na siebie uwagę. Od siebie zamierzał jeszcze dodać, aby w przypadku, gdy wskazówka przesunie się na "Zagrożenie życia" wydawał z siebie ostrzegawczy dźwięk, przecież nikt nie będzie się bezustannie wpatrywać w zegar, lepiej w jakiś sposób zwrócić na niego uwagę w kryzysowych sytuacjach. Nie spieszył się z tym co robił, nie dlatego, że uważał, że ma dużo czasu, ale tutaj liczył się precyzja ponad szybkość - za dzień lub dwa będzie mógł przedstawić Brennie efekt swojej pracy.Koniec sesji