• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna Carkitt Market [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine

[20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
19.09.2024, 09:45  ✶  

Niby powinni być dla siebie obcy, nie dało się jednak zapomnieć o tym wszystkim, co ich łączyło. Nie potrafiła, nie chciała, bo przecież było wiele przyjemnych chwil, to je przede wszystkim starała się pamiętać. Szczególnie kiedy siedział tu przed nią, chociaż nie musiał, on przecież nic nie musiał tak jak i ona, był to argument po który chętnie sięgali podczas ich niesnasek. Chciał zobaczyć, jak się miewa, nie porzucił jej. Zaopiekował się nią teraz, kiedy tego potrzebowała, tylko po co? Zbyt często wracała do tego co ich łączyło, do tego, co mogliby mieć. Może gdyby była inna, bardziej przystępna, może wtedy miałoby to sens, bała się jednak, że zatraci siebie, jeśli da mu wszystko to, czego potrzebował, a najbardziej przerażało ją to, że był moment, w którym byłaby to w stanie dla niego zrobić. Dystans dobrze jej robił, chociaż czasem brakowało jej Ambroise'a w jej chaotycznym życiu. Był jej kotwicą, której mogła się chwycić, żeby nie utonąć, najwyraźniej nadal nie porzucił tej roli, chociaż myślała, że to już za nimi. Przypadkiem jednak znowu to robił, a może celowo, może nadal choć trochę mu na niej zależało? Nie mogła o tym myśleć, bo nie była w najlepszym stanie, wiedziała, że może jej się to wymknąć spod kontroli, a zdecydowanie nie mogła sobie teraz na to pozwolić, nie kiedy nie myślała do końca jasno.

- Och, teraz sugerujesz, że nie rozróżniam kolorów, Greengrass, to cios poniżej pasa. - Punkt widzenia zależał od tego, kto patrzył. To prawda, coś co dla niej zostało spowite czernią dla niego mogło mieć zupełnie inne odcienie. Poczuła się jednak urażona tym, że sugerował, że jej sytuacja nie jest taka okropna jak jej się wydaje. To był jej mały koniec świata, dlaczego próbował jej to wyperswadować?

Czekała na to, jak zareaguje, gdy wspomni mu o bratu bliźniaku, bo reakcje były różne. Nie miała pojęcia, czego powinna się po nim spodziewać, wbrew pozorom to nie było takie oczywiste jakby się mogło wydawać, doprowadzało ją to do szału, bo nie mogła nad tym zapanować. Bała się, że weźmie ją za wariatkę, że będzie kwestionował jej zdrowie psychiczne, przerażało ją to, nie chciała, aby kolejna osoba sugerowała jej, że oszalała. Po tym, co stało się z jej ojcem stało się to jej lękiem.

- Brata bliźniaka. - Potwierdziła. Czyli dla niego nie było to jasne. Musiał znajdować się w tej części osób, która o nim nie słyszała. Tylko jakim cudem? Jak to w ogóle możliwe, że nie słyszał o Thoranie. Zdradziła mu swoje tajemnice, te o których nie wspominała nikomu innemu, dlaczego więc nie opowiedziałaby mu o swoim bliźniaku, skoro był dla niej taki ważny? Było to zastanawiające.

Uścisnęła mocniej dłoń mężczyzny, zupełnie nad tym nie panowała. Przeraziła się jego słowami. Znowu mieszało jej się w głowie. - Nie, przyszliśmy razem na świat, od zawsze byliśmy razem, znaczy kiedyś bardziej, ostatnio trochę mniej, ale to przecież normalne, że rodzeństwo się od siebie oddala, prawda? - Głos jej drżał, jakby zupełnie nie była pewna tego, co mówiła. Potrzebowała potwierdzenia, tyle, że nie wydawało jej się, aby Greengrass zamierzał jej je dać. To, w jaki sposób mówił sugerowało, że nie wiedział o tym, że ma brata bliźniaka.

Nie miał w zwyczaju się powstrzymywać. Tym razem jednak postanowił to zrobić, dlaczego? Czego nie chciał jej powiedzieć. - Roise, ty zawsze mówisz to na co masz ochotę, nie krępuj się i teraz, pierdol co tylko chcesz. - Trochę zdziwiło ją to, że coś kazało mu się zatrzymać, czego się obawiał, dlaczego się hamował? - To jest istotne, dla mnie jest. - Próbowała go zachęcić do tego, aby nie urywał myśli. Była ciekawa, co faktycznie chciał powiedzieć.

- Nie, nie dwóch. - Zaprzeczyła temu, co powiedział. Może nie powinna, może lepiej było udawać, że faktycznie tak jest? Szczególnie, że gdzieś pojawił się błąd. Byli ze sobą jednak na tyle blisko, że na pewno poznał jej rodzinę, przecież był uzdrowicielem jej rodziców, jak to możliwe, że nigdy nie dotarły do niego informacje o trzecim z braci? Nie układało się to w spójną całość. Znowu.

- Mam trzech braci, James, najstarszy jest chuj wie gdzie od dawna, najmłodszy to Astaroth, zapewne teraz siedzi w moim mieszkaniu, bo jest do niego trochę uwiązany - Swoją drogą była ciekawa, czy Ambroise słyszał o tym, jak umarł na jej rękach, kiedy polowali na wampira, gdy myślała o tym, że odszedł na zawsze. Tak dużo gówna działo się aktualnie w jej życiu, że nie miała pojęcia, od czego zacząć. Zresztą nie chciała go obarczać tym wszystkim, nie chciała mu się kojarzyć tylko z kłopotami i chaosem. - No i jeszcze Thoran, mój brat bliźniak, jemu nie ufamy, znaczy przy jego osobie pojawiają się wątpliwości. - Nie chciała wierzyć w to, że te wszystkie wspomnienia to bujda, przecież byli sobie tacy bliscy, zawsze mogli liczyć na swoje wsparcie. Jak to możliwe, że to była ułuda?

- Chciałabym, żeby to były głupoty, Roise, ale ja to widziałam, widziałam na własne oczy, co on zrobił z Cainem. - Była świadkiem tego, jak Thoran odebrał mu wspomnienia. Nadal nie mogła sobie wybaczyć, że pozwoliła na to, aby jej przyjaciel stanął z nim oko w oko. To było kurewsko egoistyczne. Ryzykowała, nie wiedząc praktycznie nic, Bletchley jej pomógł, przez co oberwał rykoszetem. Nie udało jej się go przed tym ochronić, co jeśli komuś jeszcze stanie się przez nią krzywda? - Nie mam pojęcia w jaki sposób to działa, ale to coś naprawdę żywi się wspomnianiami. - Bardzo chciałaby uwierzyć w to, co mówił Ambroise, że to nie takie proste, że się nie da, tyle, że miała dowód, widziała, że jest to możliwe. Przerażało ją to, co ta istota mogła zrobić z życiem jej i jej bliskich.

- Tak, wiem, twoja racja jest najważniejsza, ale co jeśli tym razem moja racja okaże się być tą prawdziwą? - Wiedziała, że zawsze bronił swoich hipotez niczym lew, bez względu na to, jakie głupie by nie były. Tym razem jednak chodziło o coś więcej i nawet chciała, aby było tak jak mówił, bardzo by chciała, żeby teraz wygrał. Tylko coś czuła, że akurat w tym przypadku będzie inaczej.

- Nie odwracaj kota ogonem, nie takie było pytanie. - Zauważyła, co robił. Mimo swojego upojenia alkoholowego widziała, że próbuje wymigać się od odpowiedzi. To tylko potwierdziło jej obawy. Nie zamierzała jednak ciągnąć go za język, zmuszać do tego, żeby ją pocieszał i tak wiele dla niej robił siedząc tu i próbując ją złożyć w część po tym jak dzisiaj rozsypała się na milion drobnych kawałków.

- Nie chcę o niczym zapominać. - Mówiła przecież, że to tego boi się najbardziej. Już miała wrażenie, że jej pamięć szwankuje, nie chciała do tego dokładać nic więcej. Chciała pamiętać, musiała pamiętać wszystko.

- Bycie rodzynką nigdy nie było jednym z moich priorytetów, Roise, przecież wiesz. - Między innymi dlatego im nie wyszło. Yaxleyówna prosiła się o śmierć, ryzykowała, żyła tak, żeby niczego nie żałować, ale robiła to na swoich zasadach, to ona podejmowała decyzje, to ona decydowała o tym na jaką nierozwagę może sobie pozwolić. Tym razem było inaczej, to nie ona rozdawała karty i to ją przerażało.

Zdawała sobie sprawę, że próbuje odciągnąć jej myśli od tego, co nieprzyjemne, w sumie to się sprawdzało. Udało jej się wyobrazić siebie siedzącą w bujanym fotelu, opowiadającą dzieciakom historie o swoich przygodach. Ta wizja była nawet zabawna, bo ona nie znosiła dzieci, może mogło się to zmienić? Teraz nie podobało jej sie to, że może nie mieć szansy zmienić zdania, zmienić swojego życia, że mogłoby się skończyć tu i teraz. Lubiła mieć wybór.

- Chciałbyś, żebym była jedną z tych starych dziwaczek, z których się nabijaliśmy, nieźle, liczyłam, że jednak trochę lepiej mi życzysz... - W sumie może to wcale nie była to taka straszna perspektywa. Starość była nieunikniona, no chyba, że dochodziło do przedwczesnej śmierci, może jednak jej nie chciała, nigdy nie spoglądała na to w ten sposób, raczej twierdziła, że woli umrzeć młodo, bo bała się tego, że kiedyś nie będzie już w pełni sprawna, ale może jednak to wcale nie było takie okropnee, w końcu spotykało każdego, no praktycznie każdego.

- Do domu? - Powtórzyła za nim. Czy był to naprawdę odpowiedni pomysł? Nie chciała spotkać się z Astarothem, nie miała zamiaru go martwić swoim stanem. Wiedziała, że może się zainteresować sprawą, a i tak spieprzyła mu życie, przez nią stał się wampirem, nie pozwoli, aby umarł jej na drugi raz, jej serce by tego nie przeżyło. To było zbyt wiele nawet, jak na nią.

- W domu jest Astaroth, nie chcę, żeby mnie taką widział. - Słabą, załamaną, zdecydowanie musiała dzisiaj uniknąć konfrontacji. To ona wzięła go pod swoją opiekę, musiała być dla niego oparciem, po tym, co się wydarzyło, a teraz sama sobie ledwo radziła ze swoim życiem, jakim cudem miała udźwignąć to wszystko? To było zbyt wiele. - Miałam się nim zająć, a nie potrafię poradzić sobie ze sobą samą. - Zdecydowanie słychać było w jej głosie rozczarowanie. Zawiodła. - Wiesz, że przeze mnie taki jest? Przeze mnie stał się potworem. - Nie mogła sobie wybaczyć tego, że nie udało jej się dobiec na czas, że założyli się o to, kto pierwszy dotrze do bestii, powinna być rozsądniejsza, powinna być odpowiedzialną starszą siostrą, wyszło jak zawsze.

- Chociaż jak po cichutku to może nie zauważy, że wróciłam? - Może tak będzie lepiej, w domu powinna być bezpieczna, chociaż teraz nie była tego taka pewna. Niczego nie była pewna.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (8754), Geraldine Greengrass-Yaxley (7265)




Wiadomości w tym wątku
[20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 13:47
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 14:33
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 15:04
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 15:35
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 21:15
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 21:48
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.09.2024, 16:16
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.09.2024, 17:39
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.09.2024, 00:53
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.09.2024, 09:45
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.09.2024, 00:04
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.09.2024, 10:03
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.09.2024, 17:12
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.09.2024, 11:38
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 21.09.2024, 16:43

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa