19.09.2024, 10:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2024, 15:10 przez Charles Mulciber.)
Kółka kręcone palcami na klatce piersiowej Rodolphusa nie wystarczyły. Choć zajmujące, nie były skuteczne na tyle, by odwrócić uwagę Charlesa od sytuacji, w jakiej się znalazł. Co gorsza, wysiłek sprawił, że alkohol zaczął ulatywać z jego głowy i na nowo wkradał się tam rozsądek.
Wiedział, że to, co między nimi wykiełkowało, nie było trwałe. Chwila namiętności, zryw, który poddał się chuci ciała; nic, co mogłoby przynieść długotrwałe skutki. A jednak, gdy Charlie patrzył na Rolpha, chciał, by ta chwila trwała. Może był naiwny, a może tak spragniony uwagi, że chłonął wszystko, co dawał mu świat. Moment miał trwać tak długo, jak tylko Rolph na to pozwolił.
- W takim razie... Nic. - Zgodził się, opadając po raz kolejny na ramię mężczyzny. Jeszcze chwilę, poprosił świat. Przymknął powieki. - Dziękuję. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. - Szepnął, zaciskając ramiona odrobinę mocniej na ciele Rolpha. - Jesteś mile widziany każdego dnia. Kiedy tylko chcesz. - Zapewnił, rozluźniając uścisk. Bardzo nie chciał wstawać, lecz rozumiał, że nadszedł czas. Westchnął ciężko.
Zbierał się powoli. Najpierw zabrał rękę, później podparł się na ramieniu i spojrzał z góry na Rolpha. Uśmiechnął się ciepło, rozumiejąc, że jest to pożegnanie tej nocy i chyba był jednak jeszcze odrobinę pijany, bo nachylił się, by złożyć na jego ustach krótki, słodki pocałunek.
- Tak jest. Obiecuję, że tak właśnie będzie. - Uśmiechnął się, siadając i sięgając po eliksir, który wypił za jednym razem, przechylając fiolkę. Niewiele zastanawiał się nad smakiem eliksiru, ale nagła zmiana położenia uzmysłowiła mu wiele rzeczy. W ustach miał sucho, a jego ciało desperacko potrzebowało prysznica. To mogło poczekać do rana, lecz teraz musiał przynajmniej przemyć twarz i zetrzeć największe zabrudzenia. Złapał swoją bieliznę, by wystać i udać się do łazienki.
Czas prysnął, a sen rozwiał się z zimnym powiewem na nagim, zabrudzonym ciele. Charlie obudził się z tego pięknego snu, dzielonego z przypadkowym mężczyzną spotkanym w pubie.
Wiedział, że to, co między nimi wykiełkowało, nie było trwałe. Chwila namiętności, zryw, który poddał się chuci ciała; nic, co mogłoby przynieść długotrwałe skutki. A jednak, gdy Charlie patrzył na Rolpha, chciał, by ta chwila trwała. Może był naiwny, a może tak spragniony uwagi, że chłonął wszystko, co dawał mu świat. Moment miał trwać tak długo, jak tylko Rolph na to pozwolił.
- W takim razie... Nic. - Zgodził się, opadając po raz kolejny na ramię mężczyzny. Jeszcze chwilę, poprosił świat. Przymknął powieki. - Dziękuję. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. - Szepnął, zaciskając ramiona odrobinę mocniej na ciele Rolpha. - Jesteś mile widziany każdego dnia. Kiedy tylko chcesz. - Zapewnił, rozluźniając uścisk. Bardzo nie chciał wstawać, lecz rozumiał, że nadszedł czas. Westchnął ciężko.
Zbierał się powoli. Najpierw zabrał rękę, później podparł się na ramieniu i spojrzał z góry na Rolpha. Uśmiechnął się ciepło, rozumiejąc, że jest to pożegnanie tej nocy i chyba był jednak jeszcze odrobinę pijany, bo nachylił się, by złożyć na jego ustach krótki, słodki pocałunek.
- Tak jest. Obiecuję, że tak właśnie będzie. - Uśmiechnął się, siadając i sięgając po eliksir, który wypił za jednym razem, przechylając fiolkę. Niewiele zastanawiał się nad smakiem eliksiru, ale nagła zmiana położenia uzmysłowiła mu wiele rzeczy. W ustach miał sucho, a jego ciało desperacko potrzebowało prysznica. To mogło poczekać do rana, lecz teraz musiał przynajmniej przemyć twarz i zetrzeć największe zabrudzenia. Złapał swoją bieliznę, by wystać i udać się do łazienki.
Czas prysnął, a sen rozwiał się z zimnym powiewem na nagim, zabrudzonym ciele. Charlie obudził się z tego pięknego snu, dzielonego z przypadkowym mężczyzną spotkanym w pubie.
Koniec sesji