- Ooch... nawet o tym nie myślę. - Przewidywany czas budowy zazwyczaj zawarty był w planach, ale nie można było jeszcze nawet dobrze mówić o porządnym planie. Trybiki ledwo zostały ruszone. Przy okazji sypało się wiele rzeczy, tak i uwaga Laurenta była mocno odsunięta od tego, by ten dom powstał, chociaż bardzo chciał, żeby został zbudowany - najlepiej na wczoraj. - Nie omieszkam. Zamierzam je o wiele lepiej zabezpieczyć w porównaniu do mojego obecnego miejsca zamieszkania. - Którego zabezpieczenia były regularnie krytykowane, nie ważne, czego by tam nie zrobił.
Były zdecydowanie gorsze przypadki od jego bajkowych marzeń i ludzie, którym się znacznie ciężej żyło. Ta wygoda, jaką inwestował w siebie samego, odpływała daleko od chorych - i nie to, że chorych fizycznie. Chorych psychicznie. Było ich zbyt wielu, a z każdym radzono sobie tak samo mizernie. Głównie nadzieją, że hipnoza jako ostateczna broń w czymkolwiek pomoże. Brak świadomości w wielu przypadkach problemów natury psychologicznej nie wspierała zdrowienia. A Laurent chory nie był - przynajmniej nie w tej kwestii. Jego marzycielstwo nie zakrawało jeszcze o schorzenie, bo bardzo dobrze radził sobie z odróżnianiem prawdy od fikcji. Gorzej tylko bywało z tym, jak bardzo chciał się momentami w bajkach zanurzyć i tracił przez to rezon. Nie było wesołej odpowiedzi, którą wyciągnąłby z kieszeni na to zagadnienie, więc pozwolił, żeby zaklęła je cisza. Kropka Basiliusa, która była aż nader adekwatna do podjetej problematyki, a w głowie Laurenta miała swoje podsumowanie w "nie użalaj się nad sobą".
- Też... bo też byłem w Windermere. - Powiedział to pod wpływem zaskoczenia, że teraz musiał zweryfikować w ogóle wypowiedziane zdanie, zanim kontynuował. Nie była to żadna tajemnica, nie miał niczego do ukrycia przed Basiliusem. - Większą część czasu spędziłem pod wodą. Próbowałem zaprowadzić pokój u trytonów... co wyszło... połowicznie... - Czy Basilius wiedział, że to tryutony były odpowiedzialne za zniknięcia ludzi? Za wiele tragedii? A mogło być jeszcze gorzej. Na szczęście wszystko zostało poukładane zarówno od strony lądu, jak i wody. - Pod ziemią również byłem, ale to nadal było jezioro. Pod tą wyspą na środku jeziora była trytonia osada. - Ale teraz bardziej czekał na opowieść, co to za drzewo, które pod ziemię wciąga. Jak ta przeklęta wierzba w Hogwarcie.
- Bardzo lakoniczna odpowiedź. - Odparł, lecz zrobił to z uśmiechem. Basilius nigdy nie należał do ludzi nadmiernie wylewnych, a on nie chciał go w tym momencie przyciskać. Windermere dopiero się skończyło, więc jasne, że nie mogło być idealnie dla jego kuzyna. - Zwykła, czarna kawa. Wystarczy mi. - Nigdy nie był fanem łakoci, chociaż czasami, z rzadka, sobie na nie pozwalał.