19.09.2024, 20:08 ✶
Brenna na słowa Millie odnośnie tulenia się i tego, że nie byłoby jej głupio, zajęła się z powrotem swoim kubkiem, jakby jego zawartość była tak bardzo fascynująca. Dobrze że nic nie jadła, bo by się zakrztusiła na nagłą myśl – czy Moody z nim flirtowała? Nie że nie życzyła im oboju najlepiej, ale… jakoś ciężko było jej sobie wyobrazić Millie z kimś tak poukładanym jak Basilius. Niemniej mogła się tu mylić, bo akurat pod tym względem absolutnie nie była znawczynią ludzkich charakterów.
A i chyba jakoś tak się dziwnie składało, że członkowie Zakonu mieli słabość do ludzi, u boku których nikt by ich nie widział.
– Sześć lat – odparła jednocześnie z Basiliusem i uśmiechnęła się lekko. – Tu nie ma nic do rozgryzania Millie, ja się nie za bardzo nadaję do wielkich historii miłosnych, chyba że za taką uznać mnie i pączki – powiedziała, zbywając to wzruszeniem ramion, a potem spojrzała na Prewetta z pewnym współczuciem. – Miles mi wspomniała, przykro mi, że was trafiło, ale… selkie mogła trafić się wszędzie, a to akurat kawałek wybrzeża, gdzie nie bywają mugole… pewnie ją zwabiło.
A co zwabiło grajka, który uśpił ją i strącił w otchłań przedziwnego snu?
Przesunęła palcami po skroniach, jakby liczyła, że w ten sposób pozbędzie się tej natrętnej melodii, która raz za razem rozbrzmiewała jej w głowie.
– Myślę, że mogę sobie wyobrazić, co byłoby w tarocie na pracę. W porządku Millie – oświadczyła i uśmiech stał się szerzy i bardziej przebiegły, a Brenna wstała i dokonała szybkich przetasowań czyli zabrała talerz Millie z boczkiem dla siebie, za to przed nią pojawił się nowy, na który Brenna wrzuciła plasterki smażonych pomidorów, smażony chleb tostowy, kanapkę z serem i jeszcze dołożyła z boku miodu, jakby Moody chciała go nałożyć na chleb. – Jestem pewna, że twoja religia nie ma nic wobec sera. Zastąpimy nim boczek, smacznego. Zjadła wczoraj boczek? Naprawdę?
Zjadła kawałek kiełbaski, którą Brenna jej podetknęła, i Longbottom trochę się obawiała, że to był jedyny jej posiłek.
A i chyba jakoś tak się dziwnie składało, że członkowie Zakonu mieli słabość do ludzi, u boku których nikt by ich nie widział.
– Sześć lat – odparła jednocześnie z Basiliusem i uśmiechnęła się lekko. – Tu nie ma nic do rozgryzania Millie, ja się nie za bardzo nadaję do wielkich historii miłosnych, chyba że za taką uznać mnie i pączki – powiedziała, zbywając to wzruszeniem ramion, a potem spojrzała na Prewetta z pewnym współczuciem. – Miles mi wspomniała, przykro mi, że was trafiło, ale… selkie mogła trafić się wszędzie, a to akurat kawałek wybrzeża, gdzie nie bywają mugole… pewnie ją zwabiło.
A co zwabiło grajka, który uśpił ją i strącił w otchłań przedziwnego snu?
Przesunęła palcami po skroniach, jakby liczyła, że w ten sposób pozbędzie się tej natrętnej melodii, która raz za razem rozbrzmiewała jej w głowie.
– Myślę, że mogę sobie wyobrazić, co byłoby w tarocie na pracę. W porządku Millie – oświadczyła i uśmiech stał się szerzy i bardziej przebiegły, a Brenna wstała i dokonała szybkich przetasowań czyli zabrała talerz Millie z boczkiem dla siebie, za to przed nią pojawił się nowy, na który Brenna wrzuciła plasterki smażonych pomidorów, smażony chleb tostowy, kanapkę z serem i jeszcze dołożyła z boku miodu, jakby Moody chciała go nałożyć na chleb. – Jestem pewna, że twoja religia nie ma nic wobec sera. Zastąpimy nim boczek, smacznego. Zjadła wczoraj boczek? Naprawdę?
Zjadła kawałek kiełbaski, którą Brenna jej podetknęła, i Longbottom trochę się obawiała, że to był jedyny jej posiłek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.