Jego argumenty miały sens, nie zmieniało to jednak faktu, że Fiery i tak będzie się martwić o swoich braci, tak to już jest z rodzeństwem. Szczególnie kiedy część z nich nie jest w stanie w pełni o siebie zadbać.
- Pozwoliłam im wtedy wybrać, i co z tego mają? - Nadal była zła, że byli tam we trójkę. Gdyby poszła sama, to im nic by się nie stało, jej mogłoby, ale wolałaby być na ich miejscu, nie miałaby nic przeciwko temu, żeby to ją spotkała kara.
- Chcesz mnie przekupić? - Odparła z nieukrywanym uśmiechem. Cóż, słodyczy nigdy nie odmawiała. Czekolada była lekiem na wszystkie smutki tego świata. Niemalże od razu otworzyła słodkości, ale poczęstowała najpierw Thomasa, jemu również należało się coś od życia.
- Dobrze, dotarło do mnie, nie będę cię powstrzymywać, dam im wybór, zadowolony? - Z początku pomysł naprawdę ją przerażał, ale nie zamierzała póki co stopować Figga, bo co jeśli faktycznie uda mu się rozwiązać problem? Oczywiście, pozwoli mu testować te wszystkie metody dopiero wtedy, kiedy będzie pewien, jak działać z tą klątwą. To rozwiązanie wydawało jej się być najrozsądniejszym, nie mogła przecież zabraniać braciom próbować wrócić do normalności, nie o to też chodziło. Nie mogła być nadopiekuńcza, wiedziała, że to też może być szkodliwe.
- Zobaczymy, póki co takie spotkanie nie jest potrzebne. - Na razie nie chciała sobie zawracać głowy rozmową kota z lwami, jeszcze tego tylko brakowało w tym domu wariatów.
Później podziękowała Thomasowi za fatygę, odprowadziła go do wyjścia i się z nim pożegnała.