19.09.2024, 21:42 ✶
Jonathan przyjrzał się jej na chwilę zanim cokolwiek powiedział, zastanawiając się jakiej odpowiedzi udzielić jej na to pytanie. Rozumiał przecież doskonale jej ekscytację, sam się przecież nie raz czymś szalenie ekscytował, i nie chciał gasić jego godnego pozazdroszczenia entuzjazmu, ale jednocześnie wiedział, że przecież czasem trzeba było zachować kamienną twarz, lub nałożyć na siebie maskę jedynie grzecznego, spokojnego uśmiechu.
– Myślę, że dopóki jesteśmy poza pracą możesz entuzjazmować się do woli moja droga – odpowiedział, mrugając w jej stronę okiem. – Obawiam się jednak, że większość dyplomatów preferuje nudniejsze objawy radości – powiedział, krzywiąc się nieco, jakby i jemu samemu to nieco przeszkadzało. Nic dziwnego, że w tej pracy czuł się czasem wciąż jak aktor na scenie. W końcu trzeba było się uśmiechać, ale w określony sposób. Być entuzjastycznym, ale nie przerysowanie. Czasem smucić się, ale bez przesady. Zupełnie jakby słyszał wskazówki swoich nauczycieli, gdy jeszcze szkolił się do tamtego zawodu. – W każdym razie mam szczerą nadzieję, że Kambodża cię nie zawiedzie – powiedział, wypijając kawę do końca, a potem zerknął na zegarek i cicho westchnął. – Chyba powinniśmy się powoli zbierać. Jutro czeka nas pracowity dzień. – Tak samo jak kolejny i jeszcze kolejny. Może łatwiej było po prostu stwierdzić, że do wyjazdu do Kambodży żadne z nich nie będzie się nudzić. No chyba, że biedny Anthony, który przecież siedział na przykład w swojej posiadłości zamiast przychodzić do biura. Biedny co on robił z tym całym czasem? Może powinien mu wysłać chociaż jakąś dokumentację do podpisania w trosce o dobro przyjaciela? Nie spiesząc się i tak jakoś szczególnie dokończył swoje ciasto, odprowadził Ritę pod drzwi kamienicy, w której mieszkała, a potem zadowolony z odbytej rozmowy deportował się do siebie.
– Myślę, że dopóki jesteśmy poza pracą możesz entuzjazmować się do woli moja droga – odpowiedział, mrugając w jej stronę okiem. – Obawiam się jednak, że większość dyplomatów preferuje nudniejsze objawy radości – powiedział, krzywiąc się nieco, jakby i jemu samemu to nieco przeszkadzało. Nic dziwnego, że w tej pracy czuł się czasem wciąż jak aktor na scenie. W końcu trzeba było się uśmiechać, ale w określony sposób. Być entuzjastycznym, ale nie przerysowanie. Czasem smucić się, ale bez przesady. Zupełnie jakby słyszał wskazówki swoich nauczycieli, gdy jeszcze szkolił się do tamtego zawodu. – W każdym razie mam szczerą nadzieję, że Kambodża cię nie zawiedzie – powiedział, wypijając kawę do końca, a potem zerknął na zegarek i cicho westchnął. – Chyba powinniśmy się powoli zbierać. Jutro czeka nas pracowity dzień. – Tak samo jak kolejny i jeszcze kolejny. Może łatwiej było po prostu stwierdzić, że do wyjazdu do Kambodży żadne z nich nie będzie się nudzić. No chyba, że biedny Anthony, który przecież siedział na przykład w swojej posiadłości zamiast przychodzić do biura. Biedny co on robił z tym całym czasem? Może powinien mu wysłać chociaż jakąś dokumentację do podpisania w trosce o dobro przyjaciela? Nie spiesząc się i tak jakoś szczególnie dokończył swoje ciasto, odprowadził Ritę pod drzwi kamienicy, w której mieszkała, a potem zadowolony z odbytej rozmowy deportował się do siebie.
Koniec sesji