19.09.2024, 22:43 ✶
– Och. Wyrazy współczucia – skwitowała Florence. – Pani organizm źle zniósł tę emanację, więc możemy wypisać dwa dni urlopu – dodała gładko, wcielenie chęci pomocy, które wcale nie rzuciło chwilę wcześniej łagodnym tonem jakże złośliwej uwagi. Bulstrode składała tę propozycję głównie dlatego, że była ciekawa, jak Heather na to zwolnienie będzie się zapatrywać: nie zamierzała nalegać, bo nie było z dziewczyną aż tak źle, ale też wypisanie jej urlopu nie byłoby żadnym nadużyciem, ponieważ faktycznie zużyła duże pokłady magii, a podtopienie oraz zmarznięcie sprawiały, że powinna chwilę odpocząć.
– Sprawdzimy jeszcze, czy nie została woda w płucach. Proszę podciągnąć trochę koszulę – zarządziła, wskazując na dziewczynę różdżką i rzucając odpowiednie zaklęcie, mające na celu zweryfikowanie stanu płuc Heather. Wyglądało jednak na to, że wszystko jest w porządku. – Tak, właściwie to. Mogłaby pani na przykład wszystko podpalać, razić błyskawicami, wywoływać burze śnieżne, wyhodować trujące kwiaty… – wyliczyła Florence, niezbyt przejęta przytykiem. Dotknąć ją było dość trudno: i potrafili to zwykle robić tylko bliscy, ale i im wychodziło to dość rzadko. Bulstrode była kobietą pewną siebie, znającą swoją wartość, a Heather pozostawała w jej oczach dzieckiem zaledwie.
I…
Tak.
Obiektem badań.
Żałowała, że dziadek faktycznie nie żył. Porównanie przypadku trzech pokoleń, w tym jednego pasywnego, mogłoby dostarczyć nieocenionej wiedzy, ale Florence na razie musiała zadowolić się tym, co przyniósł jej los. A przyniósł, o ironio, właśnie samą Heather Wood.
– W tej chwili jedyny sposób panowania nad klątwą to ćwiczenie kształtowania oraz panowania nad emocjami. Mam na myśli próbę częściowego uregulowania zaburzeń magii, które powodują klątwę – wyjaśniła z niezmąconym spokojem. Czy chciała przełamać ją całkowicie? O c z y w i ś c i e, że tak. Ale było to coś, do czego nie mogła się zobowiązać: i co na pewno miało zająć długie tygodnie lub miesiące badań. – Skoro rozmawiała pani z klątwołamaczami, zapewne wie, że klątwa to prawdopodobnie rezultat eksperymentów jednego człowieka. Wprawdzie znacznie łatwiej coś magicznie popsuć niż naprawić, ale skoro zdołał rozregulować magię, musi istnieć sposób na zapanowanie nad tym.
– Sprawdzimy jeszcze, czy nie została woda w płucach. Proszę podciągnąć trochę koszulę – zarządziła, wskazując na dziewczynę różdżką i rzucając odpowiednie zaklęcie, mające na celu zweryfikowanie stanu płuc Heather. Wyglądało jednak na to, że wszystko jest w porządku. – Tak, właściwie to. Mogłaby pani na przykład wszystko podpalać, razić błyskawicami, wywoływać burze śnieżne, wyhodować trujące kwiaty… – wyliczyła Florence, niezbyt przejęta przytykiem. Dotknąć ją było dość trudno: i potrafili to zwykle robić tylko bliscy, ale i im wychodziło to dość rzadko. Bulstrode była kobietą pewną siebie, znającą swoją wartość, a Heather pozostawała w jej oczach dzieckiem zaledwie.
I…
Tak.
Obiektem badań.
Żałowała, że dziadek faktycznie nie żył. Porównanie przypadku trzech pokoleń, w tym jednego pasywnego, mogłoby dostarczyć nieocenionej wiedzy, ale Florence na razie musiała zadowolić się tym, co przyniósł jej los. A przyniósł, o ironio, właśnie samą Heather Wood.
– W tej chwili jedyny sposób panowania nad klątwą to ćwiczenie kształtowania oraz panowania nad emocjami. Mam na myśli próbę częściowego uregulowania zaburzeń magii, które powodują klątwę – wyjaśniła z niezmąconym spokojem. Czy chciała przełamać ją całkowicie? O c z y w i ś c i e, że tak. Ale było to coś, do czego nie mogła się zobowiązać: i co na pewno miało zająć długie tygodnie lub miesiące badań. – Skoro rozmawiała pani z klątwołamaczami, zapewne wie, że klątwa to prawdopodobnie rezultat eksperymentów jednego człowieka. Wprawdzie znacznie łatwiej coś magicznie popsuć niż naprawić, ale skoro zdołał rozregulować magię, musi istnieć sposób na zapanowanie nad tym.