19.09.2024, 22:58 ✶
Jonathan, jak na najlepszy nabytek Zakonnu jaki tylko Brenna mogła zrekrutować, oczywiście poradził sobie z zadaniem opanowania zaklęcia, które utrudniało im odlot i śmiał nawet stwierdził, że poradził sobie z tym zadaniem lepiej, niż poradziłby sobie Woody, ale nie że się chwalił, ani zaniżał czyny kolegi od porywania pojazdow. W końcu drugi czarodziej był naprawdę inteligenty, zdolny do szybkich reakcji, dobry w zaklęciem, a każdy przeciwnik niewątpliwie bladł na jego widok, przypominając sobie o własnych modowych wpadkach które miał za młodu. Z kolei widząc Jonathana nabywali kompleksów, że pokonuje ich ktoś kto zdechdowanje wyglądał lepiej od nich. Jakby się nad tym zastanowić to razem stanowili dość dobre duo.
Woody, całkiem zgrabnie jak na siebie, skoczył na wóz i już mkneli w powietrzu, a Jonathan czuł triumf, że ten akt sztuki zakończył się tak pomyślnie. Ale! Ale jednak nastąpił pewien plot twist! Jaka to była tragedia, że miał zmieniona twarz, nawet jeśli chodziło o jego własne dobro, bo tak to ten bezczelny Śmierciożerca nawet nie zrozumie z jak przystojnym przeciwnikiem i jego kolegą, przyszło mu przegrać.
Jonathan, na słowa Woody'ego, chwycił mocniej różdżkę i... Zawahał się, bo przez jego głowę przemknęła nieproszona myśl, czy jeśli zrzuci tamtego z powozu, to ten to przeżyje. Nienawidził Śmierciożerców i ich zgniłej ideologi, po prostu nienawidził, ale jednak... Nie. Jeśli go nie zrzuci, to misja zakończy się niepowodzeniem i jeszcze coś im się stanie. Szybko, próbując więcej nie myśleć, rzucił zaklęcie, które miało uderzyć przeciwnika siłą sztuczmor wytworzonego wiatru, z dachu, tak by stracił swoją przyczepność i po prostu zleciał.
Woody, całkiem zgrabnie jak na siebie, skoczył na wóz i już mkneli w powietrzu, a Jonathan czuł triumf, że ten akt sztuki zakończył się tak pomyślnie. Ale! Ale jednak nastąpił pewien plot twist! Jaka to była tragedia, że miał zmieniona twarz, nawet jeśli chodziło o jego własne dobro, bo tak to ten bezczelny Śmierciożerca nawet nie zrozumie z jak przystojnym przeciwnikiem i jego kolegą, przyszło mu przegrać.
Jonathan, na słowa Woody'ego, chwycił mocniej różdżkę i... Zawahał się, bo przez jego głowę przemknęła nieproszona myśl, czy jeśli zrzuci tamtego z powozu, to ten to przeżyje. Nienawidził Śmierciożerców i ich zgniłej ideologi, po prostu nienawidził, ale jednak... Nie. Jeśli go nie zrzuci, to misja zakończy się niepowodzeniem i jeszcze coś im się stanie. Szybko, próbując więcej nie myśleć, rzucił zaklęcie, które miało uderzyć przeciwnika siłą sztuczmor wytworzonego wiatru, z dachu, tak by stracił swoją przyczepność i po prostu zleciał.