19.09.2024, 23:43 ✶
Słuchała go, a trochę go nie słuchała.
– Nienawidzę zielska. – przyznała, jednocześnie wyciągając opuszki do namalowanej trawy i rozmyślając o tym, ale też trochę skupiając się na wrzątku, który wypełniał jej trzewia.
– Dwór Ziemi to pole do wzrostu i płodności. Natura chuj, a nie jest prosta. Próbowałeś kiedyś naszkicować liść? Albo jebanego wróbla? Ile to ma detali, o których nawet nie pomyślisz, jak nie zaczniesz przyglądać się z bliska, w te wszystkie żyłki, zagłębienia, tonę jakiegoś nie wiem... w piórze wiesz.. jakiś pojebanych haczyków. Z resztą patrz, nasz mózg, to też natura nie? Nie naturą jest nie wiem... plastik. Chociaż pewnie jakiś mugol by się obraził na to, jakbym tak powiedziała, nie wiem. Ale dwór... dwór ziemi ma ciężar. To nie jest mój dwór. Zdecydowanie wolę powietrze. Wiesz, że kiedyś mnie pizgnął piorun? To jedno z lepszych doświadczen w moim życiu, dostałam wtedy tę oto piękną papierośnicę. – wyciągnęła z kieszeni spodni srebrzystą papierośnicę z obrazem, który mógł na zawsze utrwalić się jako cecha charakterystyczna panny M. Sztorm na morzu i porywiste fale szarpały brygiem. Nad nim żłobione stalowe chmury i co jakiś czas nieboskłon rozświetlał metaliczny piorun. Wprawnie otworzyła pudełko i sięgnęła skręta, po czym zaproponowała jednego Icarusowi.
– No już nie pierdol tak, co Ty myślisz, że chcę się z Tobą ruchać? Albo że serio Cię zjem, bo jestem jakąś nie wiem, syreną wersja lądowa? – zaśmiała się wyraźnie rozbawiona. – Nie będę Ci ciuchów suszyć bo jeszcze rzeczywiście trzeba zdejmować je najpierw i Cię przypale. A mimo wszystko chciałabym, żebyś stąd wyszedł w jednym kawałku. Pójdę za te chałdę tu i ogarnę swoje ciuchy, ok? – cmoknęła odstawiając pustą szklankę na stolik. – A jak tam zajrzysz to dostaniesz w ryj. Obiecuje dla symetrii dewastować drugą część Twojej twarzy pięknisiu. – miała o tym nie mówić, chciała żeby zapomniał, ale słowa same przychodziły do głowy. Ogień obejmował już ręce i nogi i głowę och jak bardzo głowę i też wcale jej nie było zimno, no ale dobra trzeba było ogarnąć te mokre ubrania. Wciągnęła mocno nosem powietrze i ruszyła za prowizoryczny parawan.
– Nienawidzę zielska. – przyznała, jednocześnie wyciągając opuszki do namalowanej trawy i rozmyślając o tym, ale też trochę skupiając się na wrzątku, który wypełniał jej trzewia.
– Dwór Ziemi to pole do wzrostu i płodności. Natura chuj, a nie jest prosta. Próbowałeś kiedyś naszkicować liść? Albo jebanego wróbla? Ile to ma detali, o których nawet nie pomyślisz, jak nie zaczniesz przyglądać się z bliska, w te wszystkie żyłki, zagłębienia, tonę jakiegoś nie wiem... w piórze wiesz.. jakiś pojebanych haczyków. Z resztą patrz, nasz mózg, to też natura nie? Nie naturą jest nie wiem... plastik. Chociaż pewnie jakiś mugol by się obraził na to, jakbym tak powiedziała, nie wiem. Ale dwór... dwór ziemi ma ciężar. To nie jest mój dwór. Zdecydowanie wolę powietrze. Wiesz, że kiedyś mnie pizgnął piorun? To jedno z lepszych doświadczen w moim życiu, dostałam wtedy tę oto piękną papierośnicę. – wyciągnęła z kieszeni spodni srebrzystą papierośnicę z obrazem, który mógł na zawsze utrwalić się jako cecha charakterystyczna panny M. Sztorm na morzu i porywiste fale szarpały brygiem. Nad nim żłobione stalowe chmury i co jakiś czas nieboskłon rozświetlał metaliczny piorun. Wprawnie otworzyła pudełko i sięgnęła skręta, po czym zaproponowała jednego Icarusowi.
– No już nie pierdol tak, co Ty myślisz, że chcę się z Tobą ruchać? Albo że serio Cię zjem, bo jestem jakąś nie wiem, syreną wersja lądowa? – zaśmiała się wyraźnie rozbawiona. – Nie będę Ci ciuchów suszyć bo jeszcze rzeczywiście trzeba zdejmować je najpierw i Cię przypale. A mimo wszystko chciałabym, żebyś stąd wyszedł w jednym kawałku. Pójdę za te chałdę tu i ogarnę swoje ciuchy, ok? – cmoknęła odstawiając pustą szklankę na stolik. – A jak tam zajrzysz to dostaniesz w ryj. Obiecuje dla symetrii dewastować drugą część Twojej twarzy pięknisiu. – miała o tym nie mówić, chciała żeby zapomniał, ale słowa same przychodziły do głowy. Ogień obejmował już ręce i nogi i głowę och jak bardzo głowę i też wcale jej nie było zimno, no ale dobra trzeba było ogarnąć te mokre ubrania. Wciągnęła mocno nosem powietrze i ruszyła za prowizoryczny parawan.