• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[29.11.1970] Aleja Horyzontalna

[29.11.1970] Aleja Horyzontalna
Jakąś świecę kurwa ten?
”Szczękający Kandelabrador” oferuje usługi świecarskie od A do Ż!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Średniego wzrostu, stosunkowo młody mężczyzna. Średniej długości, blond włosy, na ogół przykrywają mu połowicznie uszy, a spojrzenie jego brązowych oczu - choć wnikliwe - nosi jednak znamiona zmęczenia. Wygląda, jakby albo długo nie spał, albo spał zdecydowanie za długo. Choć idzie zaskakująco pewnym krokiem, wrażenie hardego, może wręcz chłodnego charakteru łamie się przy pierwszym lepszym kontakcie; mówi wtedy dość metodycznie, ważąc słowa, jakby chciał dobrze przemyśleć to co wypowie - ale w faktycznej treści w ogóle tego nie widać. Nosi się schludnie, elegancko, ale w żadnej mierze nie ekskluzywnie.

Faust Flitwick
#3
20.09.2024, 00:11  ✶  
Skąd znają moje imię, do diabła?...
Faust, zanim nawet przeszedł przez próg tego przybytku, był bojowo nastawiony. Nie uznawał ani krzty prawdy w tych przepowiedniach, znakach, dyrdymałach. To były wszystko tylko tanie triki, specjalnie kreowane pod publiczkę, żeby wyciągnąć kasę od ludzi, którym to imponuje. Matka od zawsze czytała te mugolskie gazety z horoskopami i srała pod siebie, kiedy widziała, że "prawdopodobnie rozwiąże się problem, który zaprzątał ci głowę od dłuższego czasu. W twoim zawodzie i związku czeka cię ciężki wysiłek, ale też nagroda". No wielkie mi halo, to opisuje chyba każdego. 
Czemu więc zimny pot i dreszcze przebiegły przez kręgosłup świecarza, gdy asystent, a później też właściciel, jak gdyby nic wypowiedzieli jego imię?
Ach. Przecież matka mnie umówiła. Debil.
I większość stresu jak ręką odjął.

Asystentowi, rozproszony swoimi myślami, jedynie coś odburknął - ni to dzień dobry, ni to chuj ci w dupę - ale za to skinął chociaż głową. Z kolei docelowy wróżbita...

Atmosfera była dość ciężka. Przynajmniej w pierwszej chwili. Bo o ile powietrze było nieco zastygłe, ciepłe od świec, a kotary zasłaniały pomieszczenie przed jasnym światłem, to wszechobecny przepych zadziałał jakoś ożywiająco. Przynajmniej dla Fausta, chłopa nienawykłego do takich warunków. Lecz wtem w jego oczy rzuciły się świece. Mnóstwo, moc świec przeróżnego rodzaju. I pomimo tej różnorodności, żadne nie należały do prężnie rozwijającego się zakładu przybyłego gościa. Przypadek? A może próba wytrącenia go z równowagi? Na tym etapie pozostały chyba już tylko resztki wątpliwości...
Ale może to tylko moja psychika.

- Dzie... - kaszlnął, chcąc powiedzieć coś, nie odchrząknąwszy. Dzięki chwili przerwy dotarło do niego też, że chciał powiedzieć "dzień dobry", a od kiedy beznamiętnie zaczął człapać w kierunku "Praw Czasu", to już nie było to zgodne z prawdą. - Witam.

Ale Dolohov chyba ledwo zwrócił na to uwagę, o ile w ogóle. Był już zbyt zajęty jakimiś mrocznymi przepowiedniami. To wszystko wyglądało bardzo teatralnie, jak jakiś wyuczony ruch aktorski... nie, spektakl - cała ta atmosfera, asystent, nawet kukułki. W podobnych sytuacjach Faust by się zaśmiał. Z absurdu, z tej niepotrzebnej patetyczności. Ale z jakiegoś powodu, jedynie jakiś bliżej niezidentyfikowany grymas wymalował się na jego twarzy, gdy Vakel podszedł bliżej. Czy to z powodu prezencji celebryty, czy swojego nędznego samopoczucia, nie mógł zdobyć się na śmiech.

Z lekko wykrzywionym kącikiem ust, po chwili zebrał siły na odpowiedź.
- Niemniej poproszę. - to rzekłszy, zdał sobie sprawę, że wrócił do początku wypowiedzi rozmówcy, trochę gubiąc meritum. Dla przywrócenia pamięci... - O tę herbatę, znaczy się.

Wydukanie z siebie tych kilku słów przywróciło mu nieco śmiałości. Postanowił więc kontynuować... póki jeszcze mógł... w końcu nie wiadomo, jak długo mu jeszcze zostało...

- Woń śmierci, też mi co. Niosę za sobą tylko zapach wosku i aromatów jakie z nim mieszam. - mówiąc to, nie mógł powstrzymać się od podniesienia płaszcza za kołnierz i nerwowego pociągania nosem. Nie czuł śmierci. Co to w ogóle znaczy? Podniósł oczy z powrotem na jasnowidza, niepewnie utrzymując kontakt wzrokowy. - No i przede wszystkim, przyszedłem po wróżbę dla matki, taką generalną, o zdrowie, o przyszłość. To czy mnie coś dopadnie, to już moja sprawa. - skwitował, próbując jakoś odbić piłeczkę w tej rozmowie, żeby nie było, że się obawia. Ale robiąc to, skłamał. Matka zapytała o bezpieczeństwo rodziny; jakby nie patrzeć, on do niej należał. Vakel zrobił swoje już w pierwszej minucie tego spotkania. Fakt, że Faust jeszcze tu siedział, był spowodowany jedynie dumą, która nie pozwalała mu tak po prostu zaakceptować, że wróżba mogła być trafna.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Faust Flitwick (953), Vakel Dolohov (349)




Wiadomości w tym wątku
[29.11.1970] Aleja Horyzontalna - przez Faust Flitwick - 19.11.2022, 21:37
RE: [29.11.1970] Aleja Horyzontalna - przez Vakel Dolohov - 03.12.2022, 15:25
RE: [29.11.1970] Aleja Horyzontalna - przez Faust Flitwick - 20.09.2024, 00:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa