20.09.2024, 00:53 ✶
Erik po prostu nie znosił czegoś nie wiedzieć. Nawet jeśli nie odnajdywał się w danych sferach, to próbował nadrabiać brak wiedzy zręczną gadką lub odpowiednio wyważonymi neutralnymi komentarzami. W większości przypadków to działało, chociaż na podstawie swoich ostatnich spotkań z artystami miał coraz większe wrażenie, że osoby utalentowane artystyczne były... poza jego zasięgiem. Loretta Lestrange opowiadająca mu o swojej sztuce w pracowni osadzonej w jednej z kamienic w magicznej dzielnicy Londynu. Teraz do tej grupy dołączyła także Stella.
Z drugiej strony, nie powinien się dziwić. Każde z nich specjalizowało się w czymś innym. Gdyby czarownica próbowała wynająć go jako ochroniarza, ze względu na doświadczenia wyniesione z pracy w Brygadzie Uderzeniowej, to pewnie też by się zdziwiła paroma szczegółami związanymi z planowaniem wycieczek czarodziejów i czarownic, którym należało zapewnić bezpieczeństwo. Tak samo on teraz mógł się dziwić temu, jak wyglądały kulisy jej popularności i występów na salonach czarodziejów czystej krwi.
— Zaskoczyła mnie pani — potwierdził spolegliwym głosem Erik, próbując zamaskować swoje wcześniejsze zdziwienie. — Po prostu sądziłem, że za pani osobą kryje się... cóż... zespół odpowiedzialny za opiekę nad panią. Albo przynajmniej ktoś, kto jest w stanie panią wesprzeć w codziennej pracy. Najwidoczniej się pomyliłem. — Wzruszył sztywno ramionami. — W gruncie rzeczy całkiem dobrze to o pani świadczy. Potrafi pani zarządzać własnym biznesem i nie polega na kompetencjach osób trzecich. Odważne posunięcie.
Pokiwał głową. Sam jeszcze nie miał konkretnego planu na swoje urodziny. Kto wie, czy w ogóle ich dożyje? Lato upływało względnie spokojnie - przynajmniej pod względem zagrożenia ze strony Śmierciożerców. Żadnych wielkich ataków i fal rzucających się w oczy porwań. Ale kto wie, co się stanie, kiedy 1 września rodzice odprowadzą swoje pociechy na Peron 9 i 3/4? Może wtedy ogień konfliktu na powrót zacznie się tlić? Erik westchnął cicho.
— No dobrze, to proszę mi jeszcze raz opowiedzieć, jak to wszystko ma wyglądać. I co mogę zrobić, żeby jakoś panią wesprzeć w przygotowaniach — kontynuował z cieniem uśmiechu na twarzy. — Nie wybrałem jeszcze, gdzie odpędzę się przyjęcie, ale na razie w grę wchodzi prywatna sala w Londynie lub rodzinna posiadłość. Warownia ma całkiem przyzwoitą akustykę.
Z drugiej strony, nie powinien się dziwić. Każde z nich specjalizowało się w czymś innym. Gdyby czarownica próbowała wynająć go jako ochroniarza, ze względu na doświadczenia wyniesione z pracy w Brygadzie Uderzeniowej, to pewnie też by się zdziwiła paroma szczegółami związanymi z planowaniem wycieczek czarodziejów i czarownic, którym należało zapewnić bezpieczeństwo. Tak samo on teraz mógł się dziwić temu, jak wyglądały kulisy jej popularności i występów na salonach czarodziejów czystej krwi.
— Zaskoczyła mnie pani — potwierdził spolegliwym głosem Erik, próbując zamaskować swoje wcześniejsze zdziwienie. — Po prostu sądziłem, że za pani osobą kryje się... cóż... zespół odpowiedzialny za opiekę nad panią. Albo przynajmniej ktoś, kto jest w stanie panią wesprzeć w codziennej pracy. Najwidoczniej się pomyliłem. — Wzruszył sztywno ramionami. — W gruncie rzeczy całkiem dobrze to o pani świadczy. Potrafi pani zarządzać własnym biznesem i nie polega na kompetencjach osób trzecich. Odważne posunięcie.
Pokiwał głową. Sam jeszcze nie miał konkretnego planu na swoje urodziny. Kto wie, czy w ogóle ich dożyje? Lato upływało względnie spokojnie - przynajmniej pod względem zagrożenia ze strony Śmierciożerców. Żadnych wielkich ataków i fal rzucających się w oczy porwań. Ale kto wie, co się stanie, kiedy 1 września rodzice odprowadzą swoje pociechy na Peron 9 i 3/4? Może wtedy ogień konfliktu na powrót zacznie się tlić? Erik westchnął cicho.
— No dobrze, to proszę mi jeszcze raz opowiedzieć, jak to wszystko ma wyglądać. I co mogę zrobić, żeby jakoś panią wesprzeć w przygotowaniach — kontynuował z cieniem uśmiechu na twarzy. — Nie wybrałem jeszcze, gdzie odpędzę się przyjęcie, ale na razie w grę wchodzi prywatna sala w Londynie lub rodzinna posiadłość. Warownia ma całkiem przyzwoitą akustykę.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞