20.09.2024, 19:43 ✶
– Dziękuję kochana. Ty też – odpowiedział, sam wpatrzony teraz w niebo, bo oto rzeczywiście było tak jak mówił i jedna z gwiazd postanowiła zrzucić się w otchłań niebytu na jego widok. Nie powiedział tego jednak na głos, bo całą swoją uwagę skupił na tym czego tak właściwie mógłby sobie życzyć,
Bądźmy w piątkę szczęśliwi na własnych zasadach – pomyślał w końcu, doliczając wyjątkowo Neda do czwórki Jeźdzców, bo i on na to zasługiwał skoro Lottie go kochała. To chyba było dobre życzenie, prawda? Takie, które nie zamykało ich jedynie na jednej ścieżce życiowej, a jednocześnie dawało szanse na dobre życie. Oczywiście zamierzał temu życzeniu pomóc tak bardzo, jak tylko potrafił, a był przecież szalenie zdolny no i trwał w tym specyficznym stanie umysłowym, kiedy zakładał, że wszystkim problemom sprosta i z wszystkim sobie poradzi.
– Przezorna – stwierdził, a potem widząc jej wyraz twarzy i on przybrał bliźniaczy uśmiech. – Znam doskonałe miejsce na plaży, do którego mogę nas przenieść – oznajmił wstając z trawy i otaczającymi Lottie jednym ramieniem. Gdzieś tam na dole dobiegały ich głosy dobrej zabawy, przetykane jedynie od czasu do czasu głośnymi narzekaniami starych ciotek na życie. Na pewno poradzą sobie bez nich. Zresztą jakby nie patrzeć byli trochę gwiazdami tego wieczoru, a o gwiazdach najlepiej się myślało, gdy były daleko, lub też znikały z nieba. – Albo nie, lubię tę szatę. Nie chcę pobrudzić jej piaskiem, o już wiem. Zobaczysz, na pewno ci się spodoba. Lepszej niespodzianki już długo nie będziesz miała.
I z tymi słowami deportowali się w jedynie Jonathanowi znanym kierunku, idealnie na chwilę przed tym, jak na dach weszły panie Crouch i Selwyn, szukając swoich dzieci, aby zeszły na dół na kolejną porcję gości, którzy chcieli pogratulować im zaręczyn.
Bądźmy w piątkę szczęśliwi na własnych zasadach – pomyślał w końcu, doliczając wyjątkowo Neda do czwórki Jeźdzców, bo i on na to zasługiwał skoro Lottie go kochała. To chyba było dobre życzenie, prawda? Takie, które nie zamykało ich jedynie na jednej ścieżce życiowej, a jednocześnie dawało szanse na dobre życie. Oczywiście zamierzał temu życzeniu pomóc tak bardzo, jak tylko potrafił, a był przecież szalenie zdolny no i trwał w tym specyficznym stanie umysłowym, kiedy zakładał, że wszystkim problemom sprosta i z wszystkim sobie poradzi.
– Przezorna – stwierdził, a potem widząc jej wyraz twarzy i on przybrał bliźniaczy uśmiech. – Znam doskonałe miejsce na plaży, do którego mogę nas przenieść – oznajmił wstając z trawy i otaczającymi Lottie jednym ramieniem. Gdzieś tam na dole dobiegały ich głosy dobrej zabawy, przetykane jedynie od czasu do czasu głośnymi narzekaniami starych ciotek na życie. Na pewno poradzą sobie bez nich. Zresztą jakby nie patrzeć byli trochę gwiazdami tego wieczoru, a o gwiazdach najlepiej się myślało, gdy były daleko, lub też znikały z nieba. – Albo nie, lubię tę szatę. Nie chcę pobrudzić jej piaskiem, o już wiem. Zobaczysz, na pewno ci się spodoba. Lepszej niespodzianki już długo nie będziesz miała.
I z tymi słowami deportowali się w jedynie Jonathanowi znanym kierunku, idealnie na chwilę przed tym, jak na dach weszły panie Crouch i Selwyn, szukając swoich dzieci, aby zeszły na dół na kolejną porcję gości, którzy chcieli pogratulować im zaręczyn.
Koniec sesji