20.09.2024, 22:23 ✶
Nie miała pojęcia, że proponowała coś między słowami, bo dla niej była tam dosłowna pustka. Toteż nie wiedziała, jak zareagować kiedy tak bez namysłu zaproponował nie tylko kawę i ciastko, ale też kolację i drinka. Chciała wpierw zapytać, czy wszystko na raz, czy raczej po kolei, ale potem przeanalizowała propozycję raz jeszcze i dotarło do niej, że obydwie opcje łączyło słowo albo. Czyli musiała podjąć nie tylko decyzję o tym, czy się zgodzić, czy nie, ale także co mają robić.
- Och, nie wiem - przyznała szczerze, wręcz wyduszając te słowa wraz ze wstrzymywanym oddechem. Nie wyglądała na niechętną, tylko skonfundowaną. - To nie tak, że odmawiam, po prostu nie sądziłam, że dojdę tak daleko. -
Zaśmiała się niezręcznie, a potem odgarnęła włosy za ucho. Rumiana od komplementu twarz wcale nie bledła, a może nawet czerwieniła się bardziej z każdą kolejną myślą na ten temat. W końcu jednak doszła do satysfakcjonującej konkluzji: nie ma powodu, żeby się nie zgodzić. Po pierwsze Charlie wydawał się ogromnie sympatyczny, a po drugie sama przecież to wszystko zasugerowała.
- Albo jednak wiem, zastanowiłam się. Możemy gdzieś się wybrać - uśmiechnęła się, pełna optymizmu wobec swej nowej opinii. - Tylko nie jestem przekonana co do drinka. Mam strasznie słabą głowę, nie chcę ci przynieść wstydu w miejscu publicznym - pokręciła właśnie nią, wyglądając na zawiedzioną sobą samą. Jej współlokatorka lubiła namawiać ją często do picia i zawsze kończyło się to tak samo - zaczynała mieszać wizje ze wspomnieniami, oświadczała coś niezwykle martwiącego, a potem trzeba ją było zanosić do łóżka.
- Już skończyłam podpisywać książki Mistrza Dolohova, więc nie mam już nic ciekawego do roboty - oświadczyła to tak, jakby faktycznie podrabianie podpisu Vakela było dla niej fajną atrakcją. Było to o tyle dziwne, że cała reszta ekipy Praw Czasu uważała to za najbardziej daremne zajęcie dostępne w kamienicy. - Mogę zostać. Tylko chyba będziesz musiał znaleźć mi coś do roboty, bo podobno ludzie nie lubią, jak po prostu siedzę i się na nich patrzę - oznajmiła, ewidentnie nauczona na własnych błędach. Nawet na moment uciekła wzrokiem i zrobiła trochę obrażoną minę, jakby nie rozumiała, co było w tym zachowaniu złego lub dziwnego. Lubiła obserwować ludzi, gdy zajmowali się swoimi zadaniami. To mówiło o ich charakterze więcej niż rozmowa, bo ich ruchy nie mogły kłamać.
Zmarszczyła brwi, gdy wspomniał o kształtach świeczek, zupełnie jakby przez kilka pierwszych chwil nie miała zielonego pojęcia, o czym mówi. Skupiła się jednak i wróciła wspomnieniami do dnia, w którym przeczytała artykuł, przewertowała w swojej głowie przeszłe obrazy i... ją oświeciło.
- Ach, chodzi ci o siurświeczki! - Powiedziała to bez cienia zażenowania, a nawet wybuchnęła radosnym śmiechem. Chyba w jakichś kręgach wyroby Charliego dostały uroczą ksywkę. - Czy ty myślisz, że ja nigdy takiego... kształtu nie widziałam? Mam kilku starszych braci, wiem, co to jest. - Machnęła ręką nonszalancko, jakby to nie było nic, czym powinien się przejmować. Po Scylli tego nie było widać, ale wychowywała się na Ścieżkach. Dorastała widząc gorsze, bardziej ordynarne rzeczy. Świeczki w osobliwych kształtach były jedynie zabawną nowalijką w porównaniu z obrazami z jej dzieciństwa.
- Nie przejmuj się, ja nie uważam tego za powód do wstydu, to nie jest rok 1920. Raczej myślę, że skoro ktoś zdecydował się zrobić z tobą wywiad do Czarownicy, to musi być bardzo dużo osób, które również nie ma nic przeciwko i chętnie taką świeczkę nabędzie. - Kiwnęła głową z uśmiechem. Była święcie przekonana, że do tak znanej gazety wywiadów z byle chłystkami nie robią. Musiał zrobić spory rozgłos w świecie czarodziejów, a to jest nie lada wyczyn.
- Wiesz, ja chyba wolałabym dokładne informacje - wyznała. - Nie zrozum mnie źle, po prostu to jest strasznie dołujące, kiedy zawczasu teoretycznie wiesz co się stanie, ale tego samemu nie rozumiesz. Zawsze mi smutno, kiedy dopiero po szkodzie łączę kropki i dociera do mnie, jakie to było z perspektywy czasu oczywiste - spuściła głowę, mówiąc to. Chciałaby wiedzieć, z czyjego powodu złożyła mu kondolencje. Miała szczerą nadzieję, że to nie był nikt bliski jego sercu, nie chciałaby go widzieć w żałobie.
- Nie jestem z Grecji, chyba że to jakiś zaułek na Nokturnie - zachichotała. Uznała to za wybitnie śmieszne. - Czemu wróciliście do Anglii? Nie podobało wam się w Skandynawii? - Zagaiła, nie chcąc rozmawiać o swoim pochodzeniu. Głównie dlatego, że nie było o czym rozmawiać.
- Och, nie wiem - przyznała szczerze, wręcz wyduszając te słowa wraz ze wstrzymywanym oddechem. Nie wyglądała na niechętną, tylko skonfundowaną. - To nie tak, że odmawiam, po prostu nie sądziłam, że dojdę tak daleko. -
Zaśmiała się niezręcznie, a potem odgarnęła włosy za ucho. Rumiana od komplementu twarz wcale nie bledła, a może nawet czerwieniła się bardziej z każdą kolejną myślą na ten temat. W końcu jednak doszła do satysfakcjonującej konkluzji: nie ma powodu, żeby się nie zgodzić. Po pierwsze Charlie wydawał się ogromnie sympatyczny, a po drugie sama przecież to wszystko zasugerowała.
- Albo jednak wiem, zastanowiłam się. Możemy gdzieś się wybrać - uśmiechnęła się, pełna optymizmu wobec swej nowej opinii. - Tylko nie jestem przekonana co do drinka. Mam strasznie słabą głowę, nie chcę ci przynieść wstydu w miejscu publicznym - pokręciła właśnie nią, wyglądając na zawiedzioną sobą samą. Jej współlokatorka lubiła namawiać ją często do picia i zawsze kończyło się to tak samo - zaczynała mieszać wizje ze wspomnieniami, oświadczała coś niezwykle martwiącego, a potem trzeba ją było zanosić do łóżka.
- Już skończyłam podpisywać książki Mistrza Dolohova, więc nie mam już nic ciekawego do roboty - oświadczyła to tak, jakby faktycznie podrabianie podpisu Vakela było dla niej fajną atrakcją. Było to o tyle dziwne, że cała reszta ekipy Praw Czasu uważała to za najbardziej daremne zajęcie dostępne w kamienicy. - Mogę zostać. Tylko chyba będziesz musiał znaleźć mi coś do roboty, bo podobno ludzie nie lubią, jak po prostu siedzę i się na nich patrzę - oznajmiła, ewidentnie nauczona na własnych błędach. Nawet na moment uciekła wzrokiem i zrobiła trochę obrażoną minę, jakby nie rozumiała, co było w tym zachowaniu złego lub dziwnego. Lubiła obserwować ludzi, gdy zajmowali się swoimi zadaniami. To mówiło o ich charakterze więcej niż rozmowa, bo ich ruchy nie mogły kłamać.
Zmarszczyła brwi, gdy wspomniał o kształtach świeczek, zupełnie jakby przez kilka pierwszych chwil nie miała zielonego pojęcia, o czym mówi. Skupiła się jednak i wróciła wspomnieniami do dnia, w którym przeczytała artykuł, przewertowała w swojej głowie przeszłe obrazy i... ją oświeciło.
- Ach, chodzi ci o siurświeczki! - Powiedziała to bez cienia zażenowania, a nawet wybuchnęła radosnym śmiechem. Chyba w jakichś kręgach wyroby Charliego dostały uroczą ksywkę. - Czy ty myślisz, że ja nigdy takiego... kształtu nie widziałam? Mam kilku starszych braci, wiem, co to jest. - Machnęła ręką nonszalancko, jakby to nie było nic, czym powinien się przejmować. Po Scylli tego nie było widać, ale wychowywała się na Ścieżkach. Dorastała widząc gorsze, bardziej ordynarne rzeczy. Świeczki w osobliwych kształtach były jedynie zabawną nowalijką w porównaniu z obrazami z jej dzieciństwa.
- Nie przejmuj się, ja nie uważam tego za powód do wstydu, to nie jest rok 1920. Raczej myślę, że skoro ktoś zdecydował się zrobić z tobą wywiad do Czarownicy, to musi być bardzo dużo osób, które również nie ma nic przeciwko i chętnie taką świeczkę nabędzie. - Kiwnęła głową z uśmiechem. Była święcie przekonana, że do tak znanej gazety wywiadów z byle chłystkami nie robią. Musiał zrobić spory rozgłos w świecie czarodziejów, a to jest nie lada wyczyn.
- Wiesz, ja chyba wolałabym dokładne informacje - wyznała. - Nie zrozum mnie źle, po prostu to jest strasznie dołujące, kiedy zawczasu teoretycznie wiesz co się stanie, ale tego samemu nie rozumiesz. Zawsze mi smutno, kiedy dopiero po szkodzie łączę kropki i dociera do mnie, jakie to było z perspektywy czasu oczywiste - spuściła głowę, mówiąc to. Chciałaby wiedzieć, z czyjego powodu złożyła mu kondolencje. Miała szczerą nadzieję, że to nie był nikt bliski jego sercu, nie chciałaby go widzieć w żałobie.
- Nie jestem z Grecji, chyba że to jakiś zaułek na Nokturnie - zachichotała. Uznała to za wybitnie śmieszne. - Czemu wróciliście do Anglii? Nie podobało wam się w Skandynawii? - Zagaiła, nie chcąc rozmawiać o swoim pochodzeniu. Głównie dlatego, że nie było o czym rozmawiać.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga