21.09.2024, 18:10 ✶
Jedną z jego największych radości było posiadanie praktycznie pod nosem wspaniałej cukierni. Lokal przylegał do jego sklepu ściana w ścianę i często dosięgał go wspaniały zapach tart i serników. Chwilowa przerwa w pracy zachęciła go do wypuszczenia się na krótki spacer w kierunku Nory Nory. Dziewczyna była naprawdę utalentowanym cukiernikiem, a do tego potrafiła stworzyć przyjemną, pełną optymizmu i spokoju atmosferę.
Gdy tylko wszedł do środka w oczy rzuciła mu się aktywna obecność kotów. Były szybkie jak zaklęcia aurorów. Czyżby natrafił na godzinę, w której pupile Nory Figg wcale nie były tak senne jak zazwyczaj? Zajęcie konkretnego miejsca bez usłyszenia agresywnego miauczenia nie było takie proste, a naprawdę nie chciał usiąść na żadnym rozpędzonym kocie. Pazury w pośladkach nie były jego ulubioną formą fetyszu. Tylko jeden z nich, dość mały, siedział przy oknie z pazurami widocznie wczepionymi w zasłonę, a nad nim pochylała się właścicielka lokalu, dyskutując o czymś cichym głosem.
Na chwilę zawiesił wzrok na ladzie pełnej ciast różnego rodzaju. Czekał go najgorszy moment. Nie potrafił zdecydować. Wszystko wyglądało wspaniale. Zapachy mieszały się, drażniąc jego nozdrza i żołądek. W zasadzie zjadłby każde z nich. Dlatego właśnie był tuta stałym gościem. Czasem dość cichym, ale jednak gościem. Nie lubił brać ciast na wynos, to zabijało atmosferę.
- Dzień dobry! - przywitał się , starając się zwrócić na siebie uwagę właścicielki kawiarni. - Jak zwykle potrzebuję pomocy. Które ciasto polecałabyś mi dzisiaj? Może tym razem coś nowego? - zapytał Nory, przeczesując w zamyśleniu palcami jasne włosy.
Gdy tylko wszedł do środka w oczy rzuciła mu się aktywna obecność kotów. Były szybkie jak zaklęcia aurorów. Czyżby natrafił na godzinę, w której pupile Nory Figg wcale nie były tak senne jak zazwyczaj? Zajęcie konkretnego miejsca bez usłyszenia agresywnego miauczenia nie było takie proste, a naprawdę nie chciał usiąść na żadnym rozpędzonym kocie. Pazury w pośladkach nie były jego ulubioną formą fetyszu. Tylko jeden z nich, dość mały, siedział przy oknie z pazurami widocznie wczepionymi w zasłonę, a nad nim pochylała się właścicielka lokalu, dyskutując o czymś cichym głosem.
Na chwilę zawiesił wzrok na ladzie pełnej ciast różnego rodzaju. Czekał go najgorszy moment. Nie potrafił zdecydować. Wszystko wyglądało wspaniale. Zapachy mieszały się, drażniąc jego nozdrza i żołądek. W zasadzie zjadłby każde z nich. Dlatego właśnie był tuta stałym gościem. Czasem dość cichym, ale jednak gościem. Nie lubił brać ciast na wynos, to zabijało atmosferę.
- Dzień dobry! - przywitał się , starając się zwrócić na siebie uwagę właścicielki kawiarni. - Jak zwykle potrzebuję pomocy. Które ciasto polecałabyś mi dzisiaj? Może tym razem coś nowego? - zapytał Nory, przeczesując w zamyśleniu palcami jasne włosy.