Rozmowa, którą odbyli w pubie zdjęła z niej spory ciężar. Miała się z nikim nie dzielić swoimi tajemnicami, może jednak faktycznie czasem nawet ona potrzebowała wsparcia. Zdawała sobie sprawę, że Ambroise teraz nie odpuści, nie pozwoli jej się samej zająć tym całym bałaganem, w którym się znalazła. Raczej nie oczekiwała nigdy od nikogo pomocy, to nie leżało w jej naturze, nie chciała być niczyim problemem, trochę teraz czuła się jak jego kolejny kłopot.
Gdyby nie pojawił się w barze, pewnie zostałaby tam do rana, kto wie, gdzie i z kim skończyła, miała tendencje do autodestrukcji, kiedy nie radziła sobie ze swoimi problemami. Najlepiej w końcu znaleźć jakieś kolejne, żeby nie wracać do tych pierwszych, całkiem sprawdzona metoda.
Wiedziała, że jest bardzo zawiana. Miała problem z tym, aby ustać prosto, przypadkiem ciągnęła mężczyznę, to w jedną, a to w drugą stronę, nie przejmowała się w ogóle ludźmi, którzy ich mijali. Powinna pomyśleć o reputacji swojego towarzysza, bo mogło to ją nieco nadszarpnąć, a z drugiej strony byłaby pewna, że nie przejął by się tym jakoś specjalnie. Sam lubił podsycać plotki, razem to przecież robili wiele razy, niemalże od samego początku, gdy tylko się poznali. Pamiętała to przyjęcie u Macmillanów, gdy udało im się zrobić całkiem niezłe przedstawienie.
Dzięki towarzystwu Ambroisea myśli o jej przyszłości przestały być takie negatywne. Podbudował ją nieco, dał jej to, czego potrzebowała, przypomniał o tym, kim jest. Nie była bezbronna, wręcz przeciwnie, będzie musiała znaleźć w sobie jak najwięcej siły, aby poradzić sobie z tym bałaganem, aktualnie przeszła przez moment zaprzeczania i dążyła ku działaniu. Oczywiście najpierw będzie musiała wytrzeźwieć, co pewnie też zajmie jej sporo czasu, zważając na to ile alkoholu wlała w siebie tego dnia.
Dotarli w końcu do kamienicy, która znajdowała się przy Alei Horyzontalnej. To było jej miejsce na ziemi, jej jaskinia, ostatnio nieco za bardzo oblegana, zazwyczaj zaszywała się właśnie tutaj, gdy miała gorszy dzień, aktualnie jednak nie mogła tego robić, bo było tu zbyt tłoczno, ktoś na pewno by to zauważył.
Uwielbiała to mieszkanie, mimo tego sporego mankamentu, którym było to, że znajdowało się na ostatnim piętrze. Wspinanie się po tych schodach, po pijaku było naprawdę sporym wyzwaniem, ale nie była nowicjuszem, często jej się to przytrafiało, a do tego miała teraz wsparcie, musiała sobie z tym poradzić.
- Nie jestem zmęczona, nie muszę odpoczywać. - Najchętniej zamiast tego wolałaby kontynuować picie, zresztą pewnie tak zrobi i gwizdnie z kuchni, albo barku w salonie jakąś butelkę.
- Dam radę. - Nie zabrzmiało to zbyt pewnie, ale zamierzała jakoś dotrzeć na górę. Nie chciała obciążać Greengrassa, nie była lekka jak piórko, nie do końca wiedziała, jak działa jego przypadłość, a wolała mu nie dokładać kolejnych problemów zdrowotnych.
Więc szli, powoli, schodek po schodku, na całe szczęście, żaden sąsiad nie przechodził obok, nie lubiła świecić przed nimi oczami.
Znaleźli się w końcu pod drzwiami, tutaj na chwilę odsunęła się od Ambroisea, aby znaleźć klucze, które miała schowane w kieszeni, jednej z wielu. Wygrzebała je wreszcie, wtedy rozpoczęła się jej walka z zamkiem, którą wygrała po kilku próbach. Kto by się spodziewał, że drzwi mogą być takim trudnym do pokonania przeciwnikiem.
Otworzyła je po czym wlazła do środka. Pozostawało im przemknąć cicho do jej sypialni, na pewno uda im się uniknąć interakcji z Astarothem, naprawdę liczyła na to, że ten plan się powiedzie, bardzo szybko do niej jednak dotarło, że się przeliczyła. Pierdoła, jej pies bowiem przybiegł, aby się z nimi przywitać. Zapomniała o nim, co nie było wcale niczym dziwnym, bo był z nią dopiero od trzech miesięcy. - Kurwa, zapomniałam o psie. - Mruknęła jeszcze do swojego towarzysza. Pogłaskała psa i zasugerowała mu odejście do swojego legowiska, miała nadzieję, że jej posłucha i będą mogli bez kolejnych przygód znaleźć się w jej pokoju.
- Chodźmy... - Pociągnęła Ambroisea za rękę, aby ruszył za nią, nie, żeby musiała to robić, w końcu bardzo dobrze wiedział, gdzie znajduje się jej sypialnia.