Parsknęła śmiechem, trochę głośniej niż chciała, kiedy usłyszała jego komentarz. - Tak jest, dokładnie dlatego, za dobrze mnie znasz, nie jestem cię w stanie niczym zaskoczyć. - Dodała jeszcze z udawanym rozżaleniem. - Szkoda czasu na sen. - Chociaż teraz nie mogłaby wybrać lepszej opcji. Sen pomógłby jej otrzeźwieć i nieco się ogarnąć, zdawała sobie z tego sprawę, ale nie zamierzała tego przyznać. Miała w zwyczaju pić do momentu, w którym odlatywała, gdy działo się coś złego. To była jej metoda na radzenie sobie z niekomfortowymi sytuacjami. Zapić i zapomnieć, nic nie pomagało jak to. Poranki po takich praktykach były bardzo nieprzyjemne, jednak chwilowe ukojenie było wystarczającym argumentem do podążania taką drogą.
- Przestań tak mówić, bo jeszcze pomyślę, że jesteś uroczy. - Raczej przywykła do tego, że negował jej wszystkie słowa, które padały jej z ust, nie chciała, żeby obchodził się z nią inaczej przez to, co mu dzisiaj powiedziała. Nie była może w najlepszym stanie, ale to nic nie zmieniało. Nadal była tą samą osobą, gotową do potyczek, które pewnie sromotnie by dzisiaj przegrała. Zależało jej na tym, aby nic się nie zmieniło, by nadal widział ją w ten sam sposób. Nie przywykła do bycia ofiarą, to nie było dla niej nic naturalnego, nie zamierzała tego zmieniać. Jasne, szambo wywaliło całkiem mocno, tak to czasem bywa.
Wspólnymi siłami udało im się dotrzeć do mieszkania. Gdyby miała to zrobić sama zapewne nadal tkwiłaby gdzieś na pierwszym piętrze, prawdopodobne też było, że zasnęłaby tam nie będąc w stanie wczołgać się na samą górę. Nie zdarzało się to często, jednak z dwa razy zaległa tak niczym kamień po drodze. Nie był to najprzyjemniejsze wspomnienia. Nie mogła spojrzeć w oczy sąsiadom przez kilka miesięcy. Młoda dama z dobrego domu nie powinna się prowadzać w ten sposób. Tak... wątpliwa opinia na jej temat nie wzięła się z powietrza, skutecznie dawała ludziom powody do plotek na swój temat, w każdej plotce przecież była odrobina prawdy.
Ambroise zamknął za nimi drzwi, nie włączali światła, ale wiedziała, że ono nie było potrzebne jej bratu do tego, aby ich dostrzec. Miała nadzieję, że był to jeden z tych dni, kiedy postanowił włóczyć się po okolicy. Może Merlin nad nią czuwał? Pierdoła odpuścił, faktycznie udał się na miejsce po tym nieco zbyt energicznym przywitaniu. Był jeszcze szczeniakiem, więc Yaxley naprawdę sporo mu wybaczała, ale tego, że mógł ściągnąć na nich nie do końca mile widzianą uwagę mogłaby żałować. Jak mogła zapomnieć o tym psie? Musiała być naprawdę mocno wstawiona.
- Nie, chyba nie. To by było wszystko. - Nie była jednak jakoś specjalnie tego pewna. Sporo zmian zaszło ostatnio w jej życiu, nie do wszystkich zdążyła przywyknąć. Nigdy nie musiała skradać się do swojej własnej sypialni, to było coś zupełnie nowego, a do tego ukrywać osoby, z którą się pojawiła. Wiedziała, że Ambroise mógł tu być nie do końca mile widziany zważając na to, że któregoś razu powiedziała trochę za dużo o tym, co ich łączyło swojemu młodszemu bratu. Może powinna go uprzedzić? Nie, lepiej nie. Powinna też chyba wspomnieć, że wchodzą do jaskini potwora, znaczy to nawet mówiła, tyle, że Ambroise chyba nie zrozumiał, że mówiła poważnie. Nie przeszło jej przez gardło nazywanie rzeczy po imieniu, nadal ciężko było jej się przyzwyczaić do tego, że jej brat już nie żył tak do końca i był wampirem.
To Geraldine była wampirzycą, a raczej miała nią być, a Ambroise wilkołakiem. Zabawne, że nadal pamiętała tę historię, którą wymyślili na samym początku ich znajomości.
Wiele razy zjawiali się razem w tym mieszkaniu. Mężczyzna znał je bardzo dobrze, właściwie to poza nowymi lokatorami nie zmieniło się tutaj nic. Yaxleyówna spędzała tu głównie noce, to mieszkanie służyło jej raczej tylko i wyłącznie do spania. Dotarli do jej sypialni, nacisnęła klamkę, żeby otworzyć drzwi. Zaskrzypiały dosyć głośno, kiedy je otwierała. - Kurwa, serio, nawet drzwi są przeciwko mnie. - Nie puściła nadal ręki Ambroisea, jakby nie chciała go zgubić w ciemności, która okrywała korytarz.