22.09.2024, 01:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2024, 01:46 przez Thomas Figg.)
Thomas teraz w sumie zastanawiał się czy, aby jegomość go zrozumiał. To byłoby całkiem komiczne, gdyby nie byli w stanie się porozumieć i cały czas mówili tylko w swoim języku. Tylko z drugiej strony byłoby to już nie zabawne, ale uciążliwe, gdyby tak każdy swoje i żaden nie był w stanie zrozumieć drugiego. Chyba zacznie nosić ze sobą jakieś zwroty zapisane na pergaminie, aby być w stanie choć proste rzeczy przekazać.
Dlatego też uniósł w górę brwi, kiedy okazało się, że nieznajomy posługuje się angielskim z taką wprawą jakby był urodzony na wyspach, zupełnie jak on. To nie mógł tak od razu? Wszystko by poszło gład... Cofnął to, bo mimo, że mówili teraz w tym samym języku, to chyba jednak nie z tej samej epoki.
Oczy Thomasa zabłysnęły figlarnie - bądź co bądź był tylko osiemnastoletnim mężczyzną, który znalazł się z dala od domu. Ale w całym tym zamieszaniu nie stracił tej figlarnej części siebie.
- Otóż występuje pewien paradoks. Bo jednocześnie jestem pańskim przewodnikiem, ale i w tym samym czasie nim nie jestem - powiedział z niewinną miną. Tu na pustyni nawet nie próbował silić się na jakieś górnolotne słowa, było za gorąco nawet jeśli słońce właśnie chyliło się ku zachodowi. - Wszystko zależy czy jest pan osobą, na którą czekam, czy też nią pan nie jest - dodał wpatrując się w rzeczonego jegomościa. Na całe szczęście powiedzieli mu jak nazywa się ten, na którego ma czekać, szkoda tylko, że pominęli tak istotną kwestię jak rysopis. Odczekał chwilę, ale nie torturował już Anthonego swoim zachowaniem i zagadkami.
- Pan Shafiq, jak mniemam? - dopytał i wyciągnął przed siebie rękę. - Thomas Figg, będę pana przewodnikiem - przedstawił się już jak należy.