— Nie mam bladego pojęcia, o czym mówisz — odparł niewinnym głosem z nieprzeniknioną miną.
Nawet jeśli bywały chwilę, gdy chciał się uwolnić od młodszego rodzeństwa sztuk jeden, to nie musiał się od razu do tego przyznawać, prawda? Poza tym znalezienie go czy dogonienie nie stanowiło takiego znowuż wyczynu. Nawet za dzieciaka nie grzeszył wzrostem i stosunkowo łatwo było go wypatrzeć. Poza tym, słysząc za sobą piskliwy krzyk Brenny, nie miałby innego wyboru, jak tylko zatrzymać się i poczekać, aż ta zrówna z nim krok. Przecież nie zaryzykowałby tego, że zacznie się drzeć na całą okolicę, żądając jego niepodzielnej uwagi.
— Pomyśl, że kiedyś może przypaść Tobie. Co Ty biedna z nią zrobisz? Wiatr będzie hulać w tej bezdennej pustce. W Twoim przypadku bardziej by się przypadł wielki kufer do książki albo magiczny regał, który pozwalałby Ci na przechowywanie nieskończonej liczby książek — mruknął żartobliwie.
Co się zaś tyczyło mundurów... Może na co dzień, matka mogła patrzeć z zawodem na całą chmarę Longbottomów schodzących w mundurach na śniadanie, tak przy okazji jakichś oficjalnych wydarzeń raczej nie miała na co narzekać. Ponoć w takich odświętnych ciuchach każdy wygląda lepiej niż na zewnątrz, więc musiała pękać z dumy, gdy widziała nie tylko swoje dzieci, ale i kuzynostwo na zdjęciach relacjonujących zdarzenia, w których brał udział BUM czy Biuro Aurorów.
— A więc nielegalna animagia i wysoko rozwinięte zdolności teleportacji, co? — Pokręcił lekko głową, zdając sobie sprawę z tego, co może człowiekowi zapewnić taki zakres umiejętności. — Masz sporą przewagę. Długo nie będziesz siedział bezczynnie. O ile inni wiedzą, jak to wykorzystać.
Zerknął kontrolnie na siostrę. Wprawdzie ciężko było określić, jak rozległe są struktury Zakonu Feniksa, tak znali całkiem sporą liczbę jego członków. I całkiem spora ich liczba skupiała swoją uwagę wokół standardowych technik czarowania pokroju magii rozpraszania czy kształtowania. Posiadanie w grupie kogoś obytego ze sztuką translokacji stawiało ich w dosyć fortunnej sytuacji. Szybsze ewakuacje, mniejsza wykrywalność, mniejszy margines wylądowania w złym miejscu docelowym. Wystarczyło dodać do tego jeszcze animagię, a przy odpowiednich wskazówkach Charlie mógł się całkiem dobrze sprawdzić w infiltracji pewnych terytoriów.
Nie chcąc stać jak kołek, Erik postanowił nieco przejrzeć poddasze. Nie wątpił w to, że Brenna mogła już pozbyć się przedmiotów, które można by było wykorzystać do transmutacji, jednak kto wie, może coś jej umknęło lub odłożyła coś na później? Po chwili jego uwagę przykuło stare, nieco podarte prześcieradło, pod którym skrywało się kilka prostokątnych obiektów. Nie chcąc zakurzyć swojego ubrania, mężczyzna sięgnął po różdżkę i przeniósł płachtę ostrożnie na bok.
— To się przyda? — spytał, wskazując dosyć mało atrakcyjną zdobycz w formie pudełek ze zbitych ze sobą dosyć mało starannie desek. Tu i ówdzie dało się dostrzec nieco pordzewiałe już gwoździe, spajające ze sobą całą konstrukcję. Pchnął przy pomocy magii znalezisko na środek pokoju. Słysząc, że rozmowa przeszła na miejsce pracy Charliego, zmarszczył lekko brwi, zanim kontynuował: — Cóż, w miasteczku funkcjonuje restauracja Figgów, a Nora Figg od kilku dni... Tygodni — Uśmiechnął się przepraszająco, poprawiając swój błąd. Jak ten czas szybko leciał — prowadzi własną działalność, więc można by z nią pogadać. Rezyduje teraz na Pokątnej, to powinna też znać jakichś okolicznych sklepikarzy. Może chociaż przekaże kontakt do kogoś wiarygodnego.
Wzruszył sztywno ramionami. Gdyby mógł, sam by coś zaproponował chłopakowi, jednak wątpił, aby wstawienie Rookwooda w szeregi brygadzistów w Ministerstwie Magii było dobrym pomysłem. Przeżył już wystarczająco dużo, a na razie powinien się nie wychylać, a sprawy, którymi zajmował się BUM miały czasami tendencje do przyciągania uwagi mediów. Poza tym nie sposób było przewidzieć, jakie obowiązki służbowe przypadłyby mu w pierwszych tygodniach pracy. Longbottomowie mieli sporo do powiedzenia w departamencie, chociażby z uwagi na to, ilu ich tam pracowało, ale nie mieli kompletnej władzy. Pokątna mogła się okazać lepszym rozwiązaniem. W tym tłumie łatwo było się skryć.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞