22.09.2024, 14:19 ✶
Pokręcił głową, odmawiając poczęstunku. Kusiły go w takich sytuacjach właściwie tylko i wyłącznie słodycze - pieczone ziemniaki, chociaż niewątpliwie znajdowały się wysoko w rankingu jedzenia, które był w stanie wsadzić do ust, wciąż kategoryzował jako desperację. Trafiła ze swoją dobrocią na bardzo wybrednego niejadka.
- Czasem... - powtórzył po niej, nadal wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. Sprawiał wrażenie kogoś, kto łączył teraz elementy jakiejś wielkiej układanki, ale wcale tego nie robił - jedynie napawał się obecnością gadatliwej, bardzo wylewnej (kto normalny dzielił się od razu tyloma detalami swojego życia... nawet Laurent nie osiągnął tego poziomu, a buzia mu się nie zamykała - Crow przywykł do obecności ludzi chroniących swojej prywatności aż za bardzo) dziewczyny. Takie osobistości często go irytowały, ale zamiłowanie do słuchania opowiadanych historii najwyraźniej brało górę nad preferencjami dotyczącymi doboru znajomych.
- Wyglądam ci na trupa? - Oczywiście, że się pocił. Ale ludzie tacy jak on chodzili w tych samych, ciężkich, skórzanych butach niezależnie od pogody. Nie znali innego życia.
Naliczył już tyle dziwnych rzeczy, które przytrafiły się Olivii w ostatnim czasie, że jakaś dziewczyna robiąca napad na jej stoisko nie wywołała na nim żadnego wrażenia. W przeciwieństwie do komplementów. Bo z komplementami było tak: Crow chciał je słyszeć i lubił je, lubił też pieszczoty słowne sugerujące jak dobrze się spisał, jednocześnie kompletnie nie umiał ich przyjmować. Więc znów - był jak kot, taki chcący ocierać się o cudzą rękę, ale z tak wielką dawką niepewności, jakby obawiał się bycia złapanym i wywiezionym nie wiadomo gdzie, po co i dlaczego.
- Pytasz, bo normalnie nie wpuszczają cię z kolejki do środka? - Parsknął. - Idąc gdzieś ze mną nie musisz przejmować się głupotami. Musisz tylko poczuć muzykę, żeby odkryć, że ty też potrafisz się tak ruszać.
Mówiąc takie rzeczy, musiał wychodzić na naprawdę pewnego siebie, ale przecież prawda o nim była zupełnie inna...
- Czasem... - powtórzył po niej, nadal wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. Sprawiał wrażenie kogoś, kto łączył teraz elementy jakiejś wielkiej układanki, ale wcale tego nie robił - jedynie napawał się obecnością gadatliwej, bardzo wylewnej (kto normalny dzielił się od razu tyloma detalami swojego życia... nawet Laurent nie osiągnął tego poziomu, a buzia mu się nie zamykała - Crow przywykł do obecności ludzi chroniących swojej prywatności aż za bardzo) dziewczyny. Takie osobistości często go irytowały, ale zamiłowanie do słuchania opowiadanych historii najwyraźniej brało górę nad preferencjami dotyczącymi doboru znajomych.
- Wyglądam ci na trupa? - Oczywiście, że się pocił. Ale ludzie tacy jak on chodzili w tych samych, ciężkich, skórzanych butach niezależnie od pogody. Nie znali innego życia.
Naliczył już tyle dziwnych rzeczy, które przytrafiły się Olivii w ostatnim czasie, że jakaś dziewczyna robiąca napad na jej stoisko nie wywołała na nim żadnego wrażenia. W przeciwieństwie do komplementów. Bo z komplementami było tak: Crow chciał je słyszeć i lubił je, lubił też pieszczoty słowne sugerujące jak dobrze się spisał, jednocześnie kompletnie nie umiał ich przyjmować. Więc znów - był jak kot, taki chcący ocierać się o cudzą rękę, ale z tak wielką dawką niepewności, jakby obawiał się bycia złapanym i wywiezionym nie wiadomo gdzie, po co i dlaczego.
- Pytasz, bo normalnie nie wpuszczają cię z kolejki do środka? - Parsknął. - Idąc gdzieś ze mną nie musisz przejmować się głupotami. Musisz tylko poczuć muzykę, żeby odkryć, że ty też potrafisz się tak ruszać.
Mówiąc takie rzeczy, musiał wychodzić na naprawdę pewnego siebie, ale przecież prawda o nim była zupełnie inna...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.