22.09.2024, 16:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2024, 15:43 przez Electra Prewett.)
— Ach, rozumiem... — Electra dobrze wiedziała, jakie to uczucie, kiedy wszystko wydawało się iść nie tak i nawet najmniejsza pierdoła potrafiła wyprowadzić cię z równowagi. Najwyraźniej dla drugiej dziewczyny takim katalizatorem był właśnie ten żuk.
Kiedy brunetka zaniosła się szlochem, Prewettówna uznała, że lepiej będzie pozwolić jej się wypłakać. Przebywanie w środku lasu miało przynajmniej tę zaletę, że nikt nie będzie się jej czepiał za ten wybuch emocji. Electra dalej kucała więc przed dziewczyną, przyglądając się jej ze zmartwioną miną. Miała ochotę mocno ją przytulić, ale mogłoby to wyjść dość niezręcznie, biorąc pod uwagę, że były sobie zupełnie obce. Dopiero kiedy płacz towarzyszki trochę się uspokoił, czarownica odezwała się ponownie.
— No to faktycznie kurtka średnio pomoże. — dobra wiadomość była taka, że dziewczyna raczej nie była przeziębiona. Za to zła wiadomość była taka, że Electra nie do końca wiedziała jak rozwiązać problemy nieznajomej, skoro te były natury psychicznej. Prewettówna uznała jednak, że coś musi zrobić.
— Jeśli nie chcesz tu być, możemy się przenieść gdzieś indziej. — wstała, podnosząc miotłę z ziemi. — Nie wiem do końca co masz na myśli przez "wszystko", ale przyznam ci rację, że życie jest posrane. Chodź, przejdziemy się i będziesz mogła mi ponarzekać na to "wszystko". Albo nie, jeśli wolisz połazić w ciszy. — wyciągnęła rękę do towarzyszki, żeby pomóc jej wstać. — Nie ma sprawy, zawsze dobrze jest mieć wsparcie w takich momentach. — chyba, że z pewnych względów nie możesz powiedzieć o swoich problemach absolutnie nikomu. Electra była typem osoby, która zawsze potrzebowała się komuś wygadać z tego, co akurat ją trapi. Dlatego nigdy jeszcze nie czuła się tak samotna jak wtedy, gdy po zerwaniu z Lesley nie mogła się nikomu zwierzyć. — Wybacz, że nie zapytałam wcześniej, ale jak ci na imię? I skąd jesteś?
Kiedy brunetka zaniosła się szlochem, Prewettówna uznała, że lepiej będzie pozwolić jej się wypłakać. Przebywanie w środku lasu miało przynajmniej tę zaletę, że nikt nie będzie się jej czepiał za ten wybuch emocji. Electra dalej kucała więc przed dziewczyną, przyglądając się jej ze zmartwioną miną. Miała ochotę mocno ją przytulić, ale mogłoby to wyjść dość niezręcznie, biorąc pod uwagę, że były sobie zupełnie obce. Dopiero kiedy płacz towarzyszki trochę się uspokoił, czarownica odezwała się ponownie.
— No to faktycznie kurtka średnio pomoże. — dobra wiadomość była taka, że dziewczyna raczej nie była przeziębiona. Za to zła wiadomość była taka, że Electra nie do końca wiedziała jak rozwiązać problemy nieznajomej, skoro te były natury psychicznej. Prewettówna uznała jednak, że coś musi zrobić.
— Jeśli nie chcesz tu być, możemy się przenieść gdzieś indziej. — wstała, podnosząc miotłę z ziemi. — Nie wiem do końca co masz na myśli przez "wszystko", ale przyznam ci rację, że życie jest posrane. Chodź, przejdziemy się i będziesz mogła mi ponarzekać na to "wszystko". Albo nie, jeśli wolisz połazić w ciszy. — wyciągnęła rękę do towarzyszki, żeby pomóc jej wstać. — Nie ma sprawy, zawsze dobrze jest mieć wsparcie w takich momentach. — chyba, że z pewnych względów nie możesz powiedzieć o swoich problemach absolutnie nikomu. Electra była typem osoby, która zawsze potrzebowała się komuś wygadać z tego, co akurat ją trapi. Dlatego nigdy jeszcze nie czuła się tak samotna jak wtedy, gdy po zerwaniu z Lesley nie mogła się nikomu zwierzyć. — Wybacz, że nie zapytałam wcześniej, ale jak ci na imię? I skąd jesteś?