Czyli jednak i ona miała w sobie aurę tajemniczości! W sumie wiedziała, że to o czym dzisiaj opowiadała można było uznać za mocno zagmatwane, nie do końca przewidywalne, sama póki co była w tym zagubiona, co zresztą również można było zauważyć, bo zachowywała się nieswojo. Ambroise dowiedział się tyle, co mu powiedziała, a jako, że była pijana to wszystko przekazała mu bez ładu i składu, więc pewnie brakowało mu konkretów. Na to pewnie przyjdzie czas później.
- Wcale nie jestem, aż taka pijana! Mogę zrobić jaskółkę! - Naprawdę była skłonna spróbować to zrobić, chociaż nie było szans, aby utrzymała się na jednej nodze przez kilka sekund, ledwo dawała sobie radę z dwoma, gdyby nie Ambroise pewnie nie dałaby rady doczołgać się do domu.
- Nie wierz nigdy kobiecie, czy coś, tak mówią. - Całkiem rozsądne podejście, a szczególnie pijanej kobiecie. Sama nie do końca ogarniała rzeczywistość, mogła zapomnieć o tym, co jeszcze znajdowało się w tym domu. Ba, przecież miała tutaj wampira, o czym też nie wspomniała mężczyźnie, nie wprost. Zdecydowanie wolałaby, aby o tym nie wiedział, nie był to chyba odpowiedni moment na przekazywanie takich informacji. Z drugiej strony powinna być ostrożniejsza, bo przecież Astaroth mógł być głodny, mógł go skrzywdzić, a ona miała pilnować, aby nikogo nie atakował. W tym stanie nie mogła tego robić.
Już miała mu odpowiedzieć, że jest pewna, że to muszą być jej drzwi, nie mogło być inaczej, bo drogę do swojej sypialni znała przecież doskonale, ale ktoś ją wyręczył. Nie zdążyła więc zareagować na teorię o widmowych drzwiach. Usłyszała bowiem znajomy głos i dreszcz przeszedł jej po plecach. Kurwa, jednak był w domu.
Tuż po tym, gdy Astaroth się odezwał światło zaatakowało jej oczy. Zmrużyła je, bo było to okropnie nieprzyjemne uczucie. Przyłapał ich na gorącym uczynku, zrobiło jej się głupio, że skradła się do sypialni, w swoim własnym mieszkaniu. To nie powinno tak wyglądać. Poczuła się, jakby znowu miała szesnaście lat i przemycała do rodzinnej rezydencji chłopaka.
Ścisnęła mocniej dłoń Ambroise'a, wolną ręką przetarła oczy i spojrzała na brata. Nie wyglądał dobrze, czy był głodny? Musiał się posilić? Nie miała zielonego pojęcia, nie była specjalistką od wampirzego życia, jeszcze nie. Dopiero sama się uczyła tego, jak to wszystko wygląda.
- Mam cię na oku cały czas Ast, coś się stało? Jesteś głodny? Potrzebujesz mnie do czegoś? - Musiała się o to zapytać, bo tego bała się najbardziej. Jeśli tak było, to mógł zrobić komuś krzywdę. Nie miała pojęcia, czy w ostateczności i jej by nie postanowił zaatakować. Jasne, był jej bratem, ale nie wiedziała, czy w pełni jest w stanie panować nad swoją dziką naturą. - Miałam gorszy dzień, a Roise mnie właśnie odprowadza do sypialni. - Przesunęła się nawet bliżej mężczyzny, którego trzymała za rękę, wydawało jej się, że powinna wyjaśnić jego obecność u jej boku. Nie chciała, żeby jeszcze stąd wychodził, ale obecność brata mogła spowodować, że zechce zaraz się stąd ulotnić. Musiała go jakoś zatrzymać, nie zdążyła mu przecież wszystkiego opowiedzieć, a tak naprawdę to chciała go po prostu znowu zobaczyć w swojej sypialni. Jak za starych, dobrych czasów.
- Nie ma Kimi, dobrze. - To mogło oznaczać, że faktycznie musiał się posilić. Ger miała wrażenie, że to ona ostatnio stanowiła jego główne źródło pożywienia. Mogło być źle.