Byli siebie warci. To nie tak, że Geraldine nie miała sobie nic do zarzucenia, bo ostatnio akurat ona zachowała się paskudnie w stosunku do niego, tyle, że nie od niej się to zaczęło. Naprawdę próbowała wszystko ułożyć w miarę logicznie, ale się nie dało. Zraziła się, a kiedy to robiła bywała nieco nieprzyjemna i uszczypliwa. Odczuwała dziwną przyjemność, kiedy mogła powiedzieć coś niezbyt miłego, chociaż w ogóle nie wydawało jej się, aby go to ruszało. Takie gadanie bez sensu nie powinno jej sprawiać tyle radości, ale jednak sprawiało, dlatego nie przestawała tego robić, chociaż dzisiaj i tak była wyjątkowo potulna.
Wiedziała, gdzie jest jej miejsce. Nie przesadzała, dla niej świat był czarno biały, albo się chciało kogoś lubić i z nim przyjaźnić, albo przechodziło się do drugiej skrajności, czyli nienawiści i nielubienia.
- Dobrze wiedzieć, że wierzysz w moje umiejętności, to podbudowujące. - Oczywiście, że wolałaby zginąć, niż dać się zamknąć w Lecznicy Dusz, nie przetrwałaby zbyt długo w zamknięciu, póki co jednak na razie nigdzie się nie wybierała, ani na drugi świat, ani do psychiatryka.
- Poluję na to, co się pojawia, nie do końca mam wybór, co nie? Tez wolałabym znaleźć jakiś bardziej wyjątkowy okaz, a muszę sobie radzić, z tym co jest. - Mogła nie ciągnąć tego tematu, ale nie chciała dać mu ostatniego słowa. Wiedziała, że pewnie zaraz zaczną znowu odbijać piłeczkę, jak mieli w zwyczaju. Dwoje dorosłych ludzi... którym przyjemność sprawiało zaczepianie się bez żadnego konkretnego powodu, trochę jak dzieciaki, które chciały udowodnić, które z nich jest fajniejsze.
Yaxleyówna rozglądała się po okolicy przez dłuższą chwilę. Uważnie taksowała wzrokiem każde drzewo, każdy krzak. Nic jednak nie widziała, a przede wszystkim nic nie wyczuwała. Nie było tu żadnych dzikich stworzeń. Nic nie chowało się w śniegu. Była tego pewna, bo jej rodowa umiejętność by ją o tym uprzedziła, a teraz nie czuła zupełnie nic, bardziej nawet spokój i trochę ją to przerażało. Spodziewała się walki, rozlewu krwi, a dostali aktualnie ciszę, oby nie przed burzą.
- Nie ma tutaj żadnych dzikich stworzeń, żadnych potworów, w zasięgu wzroku i trochę dalej, nic nie czuję. - Ambroise nie miał pojęcia o tym, że posiadała pewne umiejętności, które pozwalały jej wyczuwać bestie jeśli tylko znalazły się w okolicy. - Musimy uważać, może trzeba wejść głębiej, żeby zauważyć różnicę. - Ruszyła całkiem żwawym krokiem przed siebie, skoro już znaleźli się na terenie, na którym leżała posiadłość to jeszcze trochę i może uda im się odnaleźć budynek.