22.09.2024, 21:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.03.2025, 03:18 przez The Tempest.)
- Myślę, że Alex próbuje wspierać co niektórym w walce z nałogiem. Siłą, jak widać - uśmiechnęła się do Nicholasa konspiracyjnie, bo jak było widać na załączonym obrazku, ich bratu szło nad wyraz dobrze. Tak dobrze, że sam właśnie kończył na podłodze, zaśmiewając się z własnego żartu, który nawet żartem nie był.
Fenomenalny był to widok, chociaż Layla podejrzewała, że kiedy z Alexandra zejdą wreszcie efekty przyniesionej przez Jima mieszanki, to usłyszą wszyscy swoją dolę pouczeń na temat tego, że coś takiego nie powinno mieć w ogóle miejsca, kiedy on tu dzielnie walczył z ich niezdrowymi tendencjami. Tyle że, niestety, nikt go o takie zbawienie nigdy chyba nie prosił. Bezpiecznie więc było założyć, że może Overseer nie walczył tyle z ich własnymi grzeszkami i przewinieniami, co z jakimiś własnymi, skrzętnie skrywanymi gdzieś głęboko tendencjami. Layla przez dłuższą chwilę wpatrywała się w Alexandra z zamyśloną miną, zastanawiając się, czy w ogóle chciałaby znać odpowiedzi na swoje pytania. Pytania, które nawet nie były przesadnie palące, a raczej rodzące się z nudy i rutyny. I frustracji spowodowanej koślawością jej kukurydzianej laleczki. W końcu jednak pokręciła głową - sama do siebie i do swoich myśli - każdy z nich miał swoje własne tajemnice, którymi nie chwalił się chętnie przed resztą rodzeństwa, a oni nie naciskali. Rozumieli się bez słów, nawet jeśli kiedy przy każdej możliwej okazji darli ze sobą koty z niebywałą wręcz łatwością. Jakby to nie cyrk był ich powołaniem, a sianie chaosu między sobą.
Skrzywiła się lekko, słysząc że ani Nicholas, ani Jim, nie byli chętni do podzielenia się wiedzą na temat tego, jak właściwie się te całe laleczki składało. I fakt, że nic na ten temat nie wiedzieli, wcale ich nie usprawiedliwiał, bo Layla była zdania że wystarczyła do tego odrobina chęci. Tych najwyraźniej nie mieli. Pozostało jej więc dalej trudzić się w swojej własnej małej krucjacie, by tworzona przez nią rzecz wyglądała chociażby wyględnie.
- Nie chce mi się szukać szmatek - skomentowała, ale już sugestie na temat tego, żeby samą kolbę użyć jako wypełnienie, przyjęła z zadowolonym uśmiechem, bo to w sumie był całkiem dobry pomysł. - Ale może zamiast szmatek... - wymruczała, obrywając liście z takich surowych, które mieli pod ręką gdyby trzeba było uzupełnić zapasy tych ugotowanych. Związała je ze sobą, tworząc z nich pokraczne rączki, a po chwili zastanowienia dorobiła także frywolną spodniczkę. - Patrz, ma ręce i ubranko - pokazała w pierwszej kolejności Jimowi, a potem i całej reszcie. Czuła się trochę, jakby znowu miała parę lat i próbowała bawić się czymkolwiek co wpadło jej w ręce. Po chwili też przywołała do siebie jeden z noży i wystrugała na górze kolby uśmiech i oczka. - O, a teraz ma buzie - uśmiechnęła się zadowolona z siebie, nawet jeśli całe jej dzieło wyglądało absolutnie wręcz pokracznie. Ale artystką nie była, przynajmniej w kwestii strugania laleczek z warzyw, więc jej to absolutnie nie przeszkadzało.
Fenomenalny był to widok, chociaż Layla podejrzewała, że kiedy z Alexandra zejdą wreszcie efekty przyniesionej przez Jima mieszanki, to usłyszą wszyscy swoją dolę pouczeń na temat tego, że coś takiego nie powinno mieć w ogóle miejsca, kiedy on tu dzielnie walczył z ich niezdrowymi tendencjami. Tyle że, niestety, nikt go o takie zbawienie nigdy chyba nie prosił. Bezpiecznie więc było założyć, że może Overseer nie walczył tyle z ich własnymi grzeszkami i przewinieniami, co z jakimiś własnymi, skrzętnie skrywanymi gdzieś głęboko tendencjami. Layla przez dłuższą chwilę wpatrywała się w Alexandra z zamyśloną miną, zastanawiając się, czy w ogóle chciałaby znać odpowiedzi na swoje pytania. Pytania, które nawet nie były przesadnie palące, a raczej rodzące się z nudy i rutyny. I frustracji spowodowanej koślawością jej kukurydzianej laleczki. W końcu jednak pokręciła głową - sama do siebie i do swoich myśli - każdy z nich miał swoje własne tajemnice, którymi nie chwalił się chętnie przed resztą rodzeństwa, a oni nie naciskali. Rozumieli się bez słów, nawet jeśli kiedy przy każdej możliwej okazji darli ze sobą koty z niebywałą wręcz łatwością. Jakby to nie cyrk był ich powołaniem, a sianie chaosu między sobą.
Skrzywiła się lekko, słysząc że ani Nicholas, ani Jim, nie byli chętni do podzielenia się wiedzą na temat tego, jak właściwie się te całe laleczki składało. I fakt, że nic na ten temat nie wiedzieli, wcale ich nie usprawiedliwiał, bo Layla była zdania że wystarczyła do tego odrobina chęci. Tych najwyraźniej nie mieli. Pozostało jej więc dalej trudzić się w swojej własnej małej krucjacie, by tworzona przez nią rzecz wyglądała chociażby wyględnie.
- Nie chce mi się szukać szmatek - skomentowała, ale już sugestie na temat tego, żeby samą kolbę użyć jako wypełnienie, przyjęła z zadowolonym uśmiechem, bo to w sumie był całkiem dobry pomysł. - Ale może zamiast szmatek... - wymruczała, obrywając liście z takich surowych, które mieli pod ręką gdyby trzeba było uzupełnić zapasy tych ugotowanych. Związała je ze sobą, tworząc z nich pokraczne rączki, a po chwili zastanowienia dorobiła także frywolną spodniczkę. - Patrz, ma ręce i ubranko - pokazała w pierwszej kolejności Jimowi, a potem i całej reszcie. Czuła się trochę, jakby znowu miała parę lat i próbowała bawić się czymkolwiek co wpadło jej w ręce. Po chwili też przywołała do siebie jeden z noży i wystrugała na górze kolby uśmiech i oczka. - O, a teraz ma buzie - uśmiechnęła się zadowolona z siebie, nawet jeśli całe jej dzieło wyglądało absolutnie wręcz pokracznie. Ale artystką nie była, przynajmniej w kwestii strugania laleczek z warzyw, więc jej to absolutnie nie przeszkadzało.