Prychnęła głośno. - Nie zamierzam nigdzie odlatywać, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - Zresztą daleko by nie poleciała, pewnie jedynie na swój ryj, czego była świadoma, nawet będąc w stanie upojenia alkoholowego.
- Powinieneś wiedzieć, że ja nigdy niczego nie żałuję. - Nadal nie przestawała go zaczepiać. Rano pewnie zrobi jej się głupio, ale w tej chwili brzmiała jakby była bardzo pewna tych słów. Po alkoholu zdecydowanie nie brakowało jej odwagi, to nie tak, że na trzeźwo nie była konkretna, aczkolwiek wtedy potrafiła trzymać w sobie te wszystkie myśli, które nie powinni zostać wypowiedziane. Alkohol w końcu ułatwiał dzielenie się tym, co siedziało gdzieś w głębi, powodował, że te najbardziej niewygodne myśli znajdywały ujście.
Bardzo nie chciała doprowadzić do ich spotkania. Bała się, że Ambroise szybko dostrzeże, że coś jest nie tak, a nie była chyba jeszcze gotowa na to, aby podzielić się z nim tym całym chaosem, który dział się w jej życiu, i tak sporo mu powiedziała, ale czuła, że ta jedna dodatkowa informacja to mogłoby być za dużo. Każdy miał swoje granice, no, może poza nią, ona przyjmowała chyba wszystkie kłopoty i problemy tego świata z otwartymi ramionami, gotowa je pokonać. Nie miała pojęcia, czy jest przeklęta, czy to coś innego, ale każde gówno czepiało się jej niczym rzep psiego ogona.
Cóż, gdy Greengrass się odezwał dotarło do niej, że niczego nie zauważył. Nie wiedziała, czy to źle, czy dobrze, nie poznał jej kolejnej tajemnicy. Nie miał pojęcia o tym, że zupełnie przypadkiem mógł się znaleźć w niebezpieczeństwie, przyprowadziła go do jaskini lwa, do tego była pijana, więc pewnie nie będzie w stanie go obronić przed swoim wygłodniałym bratem. Kurwa. Mogła to jednak przemyśleć.
Ger uważnie przyglądała się bratu. Nie umknęło jej to, że zachowywał się dziwnie, to skubał swoje ramię, to bawił się koszulką. Nie był dzisiaj w dobrej formie. Pewnie przez to, że Kim tutaj nie było. Na pewno był głodny. Nie miała pojęcia, kiedy ostatnio się pożywił, nie wróżyło to niczego dobrego. Jeszcze przecież nie była w stanie nad nim zapanować, zresztą nie miała pojęcia, czy on sam potrafił nad sobą panować, był wampirem ledwie pół roku.
- Nic się nie stało, po prostu musiałam odreagować. - Gdy się odezwała spojrzała na Ambroise'a nieco rozbieganym wzrokiem, jakby zależało jej na tym, żeby nic mu nie powiedział o tym, co wydarzyło się przed chwilą. Nie chciała się z nim dzielić tym, czego się dowiedziała, nie chciała mu teraz dopierdalać swoich problemów, gdy sam był w rozsypce. Musiała trzymać Astarotha z daleka od tego całego szamba, które wyjebało.
Nie dało się nie zauważyć, że nieco się spięła. Jej ciało odruchowo się wyprostowało, nie była już taka wiotka, jak jeszcze przed chwilą. Coś było nie tak.
Po chwili wróciła spojrzeniem do brata. Nie wyglądał dobrze, wyglądał kurwesko źle. - Może powinieneś znaleźć jakieś zastępstwo dla Kimi? - Zasugerowała mu jeszcze, bo miała świadomość, że musi się pożywić, potrzebował tego, aby przeżyć. Jeśli będzie musiała to podstawi mu pod zęby swój nadgarstek.
- Wykluczone, nie możecie porozmawiać. - Tym razem przeniosła wzrok na Ambroise'a, wiedziała, że nie jest w stanie do niczego go zmusić, ale w jej głosie mógł usłyszeć desperację, naprawdę wolała, aby nie zostali sami. Nie miała pojęcia, co może zrobić Astaroth, a nie wybaczyłaby sobie, gdyby skrzywdził stojącego przed nim mężczyznę. Jasne, ich drogi się rozeszły jakiś czas temu, ale nadal jej na nim zależało, nie miała zamiaru dopuścić do zupełnie niepotrzebnego ryzyka, szczególnie, że nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakim niebezpieczeństwie mógł się znaleźć.
- Ast, to nie jest dobry pomysł. - Kiedy zapytała o ewentualne zastępstwo dla Kim nie miała na myśli swojego byłego, miała nadzieję, że to do niego dotrze, chociaż ten krok, który zrobił w ich kierunku nie zapowiadał tego, że teraz chciał się wycofać.